Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Tusk pod Trybunał Stanu

Z mecenasem Bartoszem Kownackim, pełnomocnikiem części rodziny ofiar tragedii smoleńskiej, rozmawia Kaja Bogomilska.

Autor:

Z mecenasem Bartoszem Kownackim, pełnomocnikiem części rodziny ofiar tragedii smoleńskiej, rozmawia Kaja Bogomilska.

- Dlaczego półtora roku trwała procedura przekazywania rzeczy ofiar katastrofy smoleńskiej? I kto za to odpowiada?
- Ta procedura jeszcze nie jest zakończona. W ubiegłym tygodniu rozpoznawały rzeczy swoich bliskich te rodziny, które ja reprezentuję. Ktoś mocno pomieszał przedmioty. Nie wiem czy jest to wina zaniedbań polskich czy rosyjskich. Z mojego doświadczenia, ale i ze zdrowego rozsądku, wynika, że ubrania zdjęte z ciał powinny być zapakowane w worki opatrzone nazwiskiem albo numerem i następnie przekazane rodzinom. Gdyby ktoś wierzył w dowody śledztwa, to taki proces miałby miejsce. Ktoś bez wyobraźni i elementarnego poczucia przyzwoitości pomieszał te rzeczy i przez to cała procedura trwa tak długo.

- W jakim stanie były rzeczy, głównie ubrania, gdy trafiły do Polski?
- Teraz są niemal nie do rozpoznania. Zidentyfikować je jest niezwykle trudno, a przecież rodziny traktują je jak relikwie, każdą nawet najdrobniejszą rzecz chciałyby odzyskać. Rząd Polski zapewniał, że cała procedura identyfikacji zwłok będzie przeprowadzone profesjonalnie i z poszanowaniem praw rodzin. Stało się wręcz odwrotnie. Jeśli stało się to w Rosji, to gdzie byli przedstawiciele Polski? A jeśli w Polsce, to kto za to odpowiada?

- Czemu tak długo trwał bój o te rzeczy?
- Bo już w Polsce chciano je zniszczyć. Na szczęście decyzja administracyjna została uchylona. Okazało się, że rzeczy można było odkazić przy pomocy specjalistycznej firmy, choć przez wiele miesięcy opowiadano nam, że tego zrobić się nie da, że te rzeczy są niebezpieczne dla życia i zdrowia. Ten przykład pokazuje jak jesteśmy okłamywani. Podobnie było przy ekshumacji ciała śp. Zbigniewa Wassermanna. Media, niektórzy politycy i urzędnicy państwowi, wmawiali, że ekshumację można przeprowadzać tylko w sezonie jesienno-zimowym. Tylko część z pełnomocników podnosiła, że można przeprowadzać ją zawsze na zlecenie prokuratury. Dziś widzimy po której stronie była prawda.

- Czy przy przekazywaniu rzeczy były jakieś problemy?
- Nie, odbywa się ono w Centrum Szkolenia Żandarmerii Wojskowej w Mińsku Mazowieckim. I ta instytucja jako jedyna zdała w pełni egzamin wykazując się zrozumieniem i współczuciem dla rodzin, które ponownie przeżywały swoją tragedię. Gdyby polska Żandarmeria Wojskowa była w Smoleńsku zabezpieczenie miejsca katastrofy wyglądałoby zupełnie inaczej.

- Czy znaleziono wszystkie przedmioty? Przynajmniej te, o których wiedziały rodziny?
- Moim zdaniem, nie. Na przykład był żakiet w Smoleńsku i w Moskwie, a nie ma go w Polsce, podczas gdy dotarły inne rzeczy tej osoby. Mam prawo podejrzewać, że część tych przedmiotów spalono. Wiem też, że niektóre z rzeczy, które na prośbę rodzin miały być spalone, trafiły do Polski.

- Czy były przedmioty uszkodzone w inny sposób niż mogło się to zdarzyć w katastrofie?
- Trudno mi powiedzieć, ale takim przykładem jest dowód śp. Tomasz Merty.

- Co jest potrzebne by dojść do prawdy o katastrofie smoleńskiej?
- W tej sytuacji międzynarodowej jest to bardzo trudne, nie tylko ze względu na postawę samej Rosji. Stany Zjednoczone nie są tym zainteresowane, choć wśród ofiar znalazł się obywatel amerykański. Bez ich akceptacji nie powstanie komisja międzynarodowa, która głośno mogłaby powiedzieć, że Rosja nie przekazuje istotnych dokumentów lub te przekazywane są nieprawdziwe.
Polsce należy się komisja śledcza i to nie tylko w sprawie przyczyn katastrofy, ale - co bardzo ważne - w sprawie zaniedbań rządu już po katastrofie. Do tego jednak potrzeba zupełnie innego składu parlamentu.
I odpowiednio przygotowanych posłów, którzy mogliby pracować w tej komisji. Donaldowi Tuskowi należy się Trybunał Stanu. Są przecież delikty konstytucyjne: zgoda na procedury, które narzucili Rosjanie, złamanie ustawy o zawieraniu umów międzynarodowych – umowa z Rosją nie została poddana pod głosowanie przez radę ministrów, w końcu nie dopuszczenie polskich patologów i przedstawicieli służb do pracy przy śledztwie. To na skutek tych zaniedbań dochodzi do tak dramatycznych sytuacji jak ekshumacje czy rozpoznawanie ubrań zmarłych dopiero w kilkanaście miesięcy po katastrofie.

Autor:

Źródło:

NAJNOWSZE Polska