Płk Pawlikowski ostro krytykuje słowa Millera, który stwierdził, że Biuro Ochrony Rządu miało zadanie jedynie dowieźć prezydenta z Pałacu Prezydenckiego na lotnisko, a później odebrać go z lotniska w Smoleńsku i bezpiecznie dowieźć na miejsce ceremonii w Katyniu. "Proponuję panu ministrowi Millerowi, zanim zabierze głos na temat form i zakresu działań Biura Ochrony Rządu, aby najpierw dokładnie zapoznał się z ustawą o Biurze Ochrony Rządu i wszystkimi rozporządzeniami ministra spraw wewnętrznych i administracji do tej ustawy, a nie sprowadzał w swych opiniach tak poważnej formacji do poziomu firmy usługowo-transportowej" - mówi Pawlikowski "Naszemu Dziennikowi".
Według byłego szefa BOR, kierowane obecnie przez gen. Mariana Janickiego Biuro, a pośrednio także minister Miller jako nadzorujący i przełożony Janickiego, zgodnie z ustawą o BOR ponoszą odpowiedzialność za niedopełnienie obowiązków służbowych w trakcie przygotowania zabezpieczenia delegacji polskiej w zeszłym roku na terenie lotniska w Smoleńsku.
"Do obowiązków BOR należało sprawdzenie lotniska w Smoleńsku oraz terenu do niego przyległego, aby potwierdzić jego pełną sprawność i gotowość przyjęcia samolotu o statusie HEAD z panem prezydentem na pokładzie. Mam tu na myśli przede wszystkim sprawdzenie i potwierdzenie, czy wszystkie urządzenia działają prawidłowo na tym lotnisku oraz czy nie ma innych przeszkód technicznych i pogodowych mogących negatywnie wpłynąć na proces lądowania samolotu z panem prezydentem i delegacją na pokładzie" - uważa Pawlikowski.
Według pułkownika, niezrozumiałe jest, dlaczego gen. Janicki awansował po katastrofie smoleńskiej i dlaczego obecny rząd tak zaciekle go chroni.
"Dam prosty przykład. To wydarzyło się kilkanaście lat temu, gdy pan prezydent Kwaśniewski wraz z małżonką przebywali z wizytą w Paryżu. Doszło wtedy do incydentu, w stronę pary prezydenckiej poleciały jajka. Po tym zdarzeniu na wniosek ówczesnego ministra spraw wewnętrznych i administracji został natychmiast odwołany ze stanowiska ówczesny szef BOR, pan generał Mirosław Gawor. W tym przypadku ginie prezydent Polski z osobami mu towarzyszącymi, a obecny minister spraw wewnętrznych i administracji pan Miller z obecnym szefem BOR panem Janickim śmią twierdzić, że nie mają sobie nic do zarzucenia, tak jakby nic nadzwyczajnego czy tragicznego się nie wydarzyło. Proszę porównać te dwa incydenty i wyciągnąć wnioski" - mówi Pawlikowski.
Zdaniem byłego szefa BOR, raport Millera nic nowego nie wniósł, jedynie zrzucił winę na pilotów samolotu i na złe szkolenie w 36. specpułku.