Konsorcjum South Stream, które ma zainwestować w budowę gazociągu zaopatrującego w rosyjski gaz zachodnią i południową Europę zorganizowało niedawno w Brukseli seminarium promujące tę inwestycję w Komisji Europejskiej. Pod hasłem „tylko długoterminowe kontrakty z Gazpromem gwarantują bezpieczeństwo energetyczne Unii Europejskiej.”
Rosjanie przekonywali KE, że gaz z Rosji nie ma alternatywy. Wiceprezes Gazpromu Aleksander Miedwiediew przestrzegał, że szanse, by wydobycie gazu łupkowego rozwinęło się na dużą skalę w Europie, są znikome. Odnosząc się do prognozowanego wykorzystania europejskich, a zwłaszcza polskich, zasobów łupkowych ocenił: „to nie kwestia zasobów, tylko zupełnie innych uwarunkowań”. I podkreślił: „Jesteśmy bardzo sceptyczni co do wydobycia gazu łupkowego w Europie. Jest wiele z tym problemów także w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie. Nie ma co wyolbrzymiać możliwości w Unii Europejskiej”. Nieco wcześniej prezes Gazpromu Aleksiej Miller oświadczył, że Gazprom jest przygotowany na wejście na rynek Stanów Zjednoczonych, który wkrótce będzie potrzebował dużego importu gazu. Miller nie powiedział mediom, jak to się stanie i dlaczego firmy amerykańskie przestaną eksploatować gaz niekonwencjonalny. Podobno w Gazpromie panuje przekonanie, że niebawem zarówno w Stanach Zjednoczonych, jak i w krajach UE zostanie wprowadzony zakaz poszukiwania i eksploatacji gazu łupkowego.
> Bajki o skażeniu wody
Od niedawna gaz łupkowy jest przedmiotem nieustannych ataków ekologów. Argumenty dotyczą kilku rzekomo „śmiertelnych zagrożeń”. Najwcześniej pojawił się zarzut powszechnego skażenia wód pitnych. Wydobycie gazu niekonwencjonalnego zamkniętego w skałach wymaga użycia dużych ilości wody z domieszką piasku i niewielkim, do 0,5 proc., dodatkiem chemikaliów. Ekolodzy w USA i w Europie głoszą, że woda z tymi chemikaliami przedostaje się do zasobów wód gruntowych. A ludzie zaczęli cierpieć na jakieś straszliwe choroby. Tymczasem geolodzy twierdzą, że znikome jest prawdopodobieństwo, by do wód gruntowych dostała się woda wraz z chemikaliami używana w czasie szczelinowania hydraulicznego przy wydobywaniu gazu z łupków. Małgorzata Woźnicka, dyrektor ds. gospodarowania wodami podziemnymi w Państwowym Instytucie Geologicznym, wyjaśniała niedawno mediom, że środki dodawane do wody nie są wprawdzie całkiem neutralne, ale są w powszechnym użyciu w artykułach chemii gospodarczej, w produktach spożywczych (jako zagęszczacze), a także jako środki bakteriobójcze. Co ważniejsze – poziom warstw, w których znajdują się wody gruntowe – jest bardzo odległy od tego, na którym przeprowadzone jest szczelinowanie hydrauliczne. – Szczelinowanie odbywa się na poziomie 3–4 tys. m, czyli bardzo głęboko. Słodkie poziomy wodonośne, użytkowane do zaopatrzenia w wodę pitną, występują maksymalnie do głębokości 300 m. Średnia głębokość takiej strefy eksploatacyjnej to ok. 100–150 m. To bardzo duża różnica – wyjaśniła dyrektor Woźnicka. Jak powiedziała, w czasie pobytu w USA przekonała się, że nie potwierdzono tam żadnego przypadku, aby woda z chemikaliami używana do szczelinowania dostała się do wód gruntowych. Inny geolog z PIG powiedział nam, że argumenty o skażeniu wód gruntowych przy wydobyciu gazu łupkowego nie wytrzymują żadnej krytyki: – Woda jest tłoczona pod ciśnieniem ponad 600 atm. Żeby takie ciśnienie utrzymać, konieczna jest zupełna szczelność zarówno odwiertu pionowego, jak i poziomego. Zapewnia to specjalne orurowanie i ocementowanie tych odwiertów. Wyciek jest niemożliwy.
Zdaniem geologów, nie jest też prawdziwy zarzut o marnotrawstwie wody przy wydobyciu gazu łupkowego. Przy jednym odwiercie potrzeba około 20 tys. m sześc. wody na dobę. Warszawa zużywa w takim samym czasie około 400 tys. m sześc. wody. Według Małgorzaty Woźnickiej, to porównanie wskazuje, że choć ilości zużywanej wody są duże, nie ma mowy o gospodarce rabunkowej. Jan Krasoń, geolog od wielu lat współpracujący z amerykańskimi koncernami, przekonuje, że nic nie potwierdza zarzutów o zagrożeniu dla środowiska. Krasoń mówi wręcz, że informacje o zagrożeniu przy poszukiwaniach i wydobyciu gazu łupkowego to bzdury, praktyka im zaprzecza. Ale ktoś na tym korzysta.
> Kto stoi za Zielonymi?
Werbalnie największymi przeciwnikami gazu łupkowego są Zieloni. Skuteczni w krajach na Zachodzie, gdzie mają dużą siłę przebicia i duże wpływy polityczne. A jak wiadomo – Zieloni to niedojrzali Czerwoni. Inspirację i wsparcie – także finansowe – otrzymują niekoniecznie ze swoich ojczystych krajów. Od początku br. we Francji Zieloni wsparci przez socjalistów prowadzili masową kampanię przeciwko poszukiwaniom gazu łupkowego. Swoje zrobiło też zapewne potężne we Francji lobby energetyki jądrowej. Pojawił się raport o porażających skutkach eksploatacji złóż łupkowych, który pozostawia poważny niedosyt – liczy zaledwie 52 strony i nie przedstawia żadnej naukowej argumentacji. Zawartość merytoryczną tego raportu podważają m.in. polscy eksperci. Jednak francuski parlament w początkach maja br. głosami Zielonych i socjalistów przy wsparciu niektórych deputownych prawicy uchwalił ustawę zabraniającą wydobycia gazu i oleju łupkowego za pomocą techniki szczelinowania hydraulicznego. Tyle że innych metod nie ma. Ustawa odbiera wydane uprzednio koncesje poszukiwawcze. Podobny ustawowy zakaz obowiązuje we frankofońskiej części Kanady (Quebec). Niemcy także zabroniły eksploatacji gazu łupkowego, a socjalistyczno-zielona koalicja w Szwecji zapowiedziała, iż jeśli wygra najbliższe wybory, to kraj zrezygnuje z łupków.
Przeciwnikom gazu łupkowego argumentów dostarczają ci, którym psuje interesy pojawienie się na rynku dużej ilości taniego gazu. Na forum Unii Europejskiej o zagrożeniach dla środowiska, jakie ma nieść wydobycie gazu łupkowego, mówią głównie politycy francuscy, podejrzewani o obronę interesów energetyki jądrowej. Zastrzeżenia związane ze szkodliwym wpływem na środowisko wydobycia gazu łupkowego wyrażał także unijny komisarz ds. energetyki Guenther Oettinger. Oceniając polskie zamiary, zauważył, że gaz łupkowy może pełnić jedynie rolę uzupełniającą w bilansie energetycznym UE. Europejscy i amerykańscy eksperci ostrzegają przed wzmożoną kampanią antyłupkową. Twierdzą, że organizacje ekologiczne mogą być finansowane przez Rosjan, dla których konkurencja taniego gazu niekonwencjonalnego jest wyjątkowo groźna. W USA, które są liderem łupkowej rewolucji jeszcze w 2007 r., cena 1000 m sześc. gazu wynosiła na giełdzie 400 dol. Dzięki łupkom szybko spadła do 150 dol., a USA nie tylko przestały kupować gaz z zewnątrz, ale stają się jego coraz większym eksporterem. Nic dziwnego, że także w USA rozpoczęła się walka przeciwko łupkom, choć nie dostrzeżono szkodliwych skutków wydobycia. Dostrzegł je natomiast twórca osławionego filmu „Gasland” Josh Fox.
> Łgarstwo godne Oscara
Kilkunastominutowy film stał się niezwykle popularny na Zachodzie. Powszechnie dostępny w internecie, jest wzorowo zrobiony pod względem propagandowym. Jednakże jest oparty na mistyfikacjach. Np. w pewnym domu po odkręceniu kranu w kuchni nad zlewozmywakiem zapala się gaz. Fox ukrywa, że gaz do wodociągu przedostał się z nieczynnych już kopalń węgla kamiennego, a nie eksploatowanych złóż łupkowych. Pokazywany w filmie przeciek gazu na działce Lissie Bracken w stanie Kolorado pochodzi z fermentacji odpadów organicznych, jest więc biogazem promowanym jako energia odnawialna. Amerykańscy eksperci dowodzą, że cały film jest oparty na podobnych „nieścisłościach” i stanowi zręczną manipulację. Mimo to kandydował do Oscara w kategorii filmów dokumentalnych. Oprócz „Gaslandu” środowiska ekologiczne promują raport opracowany przez specjalistów ochrony środowiska z Uniwersytetu Cornel w USA, współautorstwa prof. Roberta Horvatha. Raport dowodzi, że przy szczelinowaniu hydraulicznym metan w dużych ilościach wydostaje się do atmosfery przez spękane warstwy skalne. A metan jest wielokrotnie bardziej aktywny w generowaniu efektu cieplarnianego niż dwutlenek węgla. Rzekomo pojawiły się też substancje radioaktywne przy szczelinowaniu. Te zarzuty zostały obalone przez niezależnych ekspertów m.in. z Amerykańskiego Instytutu Naftowego. Uważane są za nieprawdopodobne także przez polskich geologów – spękania wywołane szczelinowaniem nie mogą naruszyć struktur warstw podziemnych o grubości 3 i więcej km. Nie ulega natomiast wątpliwości, że gaz łupkowy narusza interesy wielkich potentatów – od Gazpromu do sektora energetyki jądrowej i odnawialnych źródeł energii. Tymczasem gaz łupkowy to szansa dla Polski, choć zagrożona przez wspomniane lobby. Cała nadzieja w tym, że jeśli wydobyciem zajmą się amerykańskie koncerny, to zrobią wszystko, by ochronić nas przed przekupionymi ekologami i lewicowymi organizacjami pracującymi na zlecenie sił obcych. Trzeba umiejętnie rozegrać kartę gazu, USA mogą objąć nas parasolem ochronnym przed zablokowaniem szybkiego uruchomienia eksploatacji naszych złóż. O ochronę polskiego interesu musimy zadbać sami.