11 września portal niezalezna.pl ujawnił, że Dawid Kacprzyk, główny bohater głośnych publikacji w sprawie afery w Szpitalu Południowym pracuje obecnie w Centrum Medycznym w podwarszawskim Jaktorowie. Pełni tam dyżury jako internista, a pracę rozpoczął na początku września. Reporterowi Niezalezna.pl nie udało się porozmawiać z Kacprzykiem, który... uciekł przed nim do samochodu i odjechał.
Inną strategię przyjął portal zero.pl - do Kacprzyka wysłany został pacjent potrzebujący pomocy po kontuzji na siłowni, a będący jednocześnie współpracownikiem redakcji wyposażonym w ukrytą kamerę. Lekarz przyznał, że pacjent może go kojarzyć z telewizji, używał słów "afera polityczna", a pytany, jak się czuje z tą aferą, odparł: "mam to w dupie".
Na drzwiach lecznicy... kartka dla mediów
Centrum Medyczne w Jaktorowie odwiedził dziś reporter Telewizji Republika Michał Gwardyński. - Dziś pana doktora Kacprzyka nie ma - usłyszał Gwardyński w rejestracji centrum medycznego. Zapisy na wizytę mają być dostępne, jak ustalił reporter Republiki, we wtorek od siódmej rano.
Ale okazało się, że pewna zmiana w funkcjonowaniu placówki - w związku z pracą Dawida Kacprzyka i towarzyszącego temu zainteresowaniu - już nastąpiła. Na drzwiach centrum medycznego w Jaktorowie zawisła kartka, która informuje wszystkich o tym, że obowiązuje całkowity zakaz filmowania, fotografowania oraz nagrywania dźwięku na terenie placówki oraz na przynależącym do niej parkingu. Z kartki dowiadujemy się, że "teren placówki służy wyłącznie celom medycznym", a praktyki polegające na rezerwowaniu wizyt w celach dziennikarskich i tym samym odbieranie terminów osobom naprawdę chorym uważane są przez dyrekcję centrum za "nieetyczne i niedopuszczalne".