Gazeta Polska: Tygrys bez pazurów. MON rządzą Cezary Tomczyk z Mirosławem Różańskim Czytaj więcej!

UE zabierze Polsce pieniądze, ale zapłaci organizacjom walczącym z PiS! Zdradził to w rozmowie z nami... Janusz Lewandowski

Europoseł Janusz Lewandowski z PO zdradził w rozmowie z portalem Niezalezna.pl, że Polska za rzekome "łamanie praworządności" może utracić pulę centralną Funduszu Odbudowy, natomiast "można sobie wyobrazić, że transferowana jest część samorządowa". Ponadto - nawet gdy od unijnych pieniędzy odcięty zostałby polski rząd, a co za tym idzie polscy podatnicy i firmy - kurek z euro nie zostałby zakręcony dla organizacji pozarządowych walczących "w obronie europejskich wartości" (czyli ze Zjednoczoną Prawicą). Natomiast na pytanie, dlaczego tylko Polska jest karana za niewykonywanie wyroków TSUE, Lewandowski odpowiada, że "kaliber" polskiej sprawy jest zupełnie inny, a ponadto Polska w przeciwieństwie do krajów zachodnich jest przez Komisję Europejską... "oglądana panoramicznie".

Janusz Lewandowski
Fotomag

Przemysław Obłuski: Komisja Europejska zwróciła się do Trybunału Sprawiedliwości UE o nałożenie kar finansowych na Polskę w związku z nieprzestrzeganiem decyzji ws. środków tymczasowych z 14 lipca, dot. postanowienia ws. Izby Dyscyplinarnej SN. Wiele państw Wspólnoty notorycznie nie wykonuje orzeczeń Trybunału, skąd więc taka determinacja Brukseli w przypadku Polski?

Janusz Lewandowski: Na ogół kraje członkowskie wykonują orzeczenia TSUE i tzw. tymczasowe zabezpieczenia, natomiast Polska nie tylko nie wykonuje, ale też kieruje do Trybunału Konstytucyjnego wniosek o rozpatrzenie nadrzędności polskiego prawa nad unijnym, co właściwie uniemożliwia zastosowanie regulacji finansowych Unii Europejskiej w zakresie funduszy, czy Krajowego Planu Odbudowy (KPO). Skoro nasze prawo jest wyższe, to można wszystkie rozporządzenia i regulaminy finansowe zmieniać po swojemu. Polska już raz płaciła za Białowieżę (to była stosunkowo niewielka kwota 100 tys. euro dziennie), teraz kaliber tej sprawy jest zupełnie inny niż te wyroki TSUE, których nie wykonywały inne kraje. To jest kwestia tego, czy Polska należy do systemu prawnego UE, czy nie. Także nie można porównywać nas z innymi krajami, bo - i Polsce wcześniej i innym krajom - zdarzało się niewykonywanie [orzeczeń TSUE-red.], tylko to nie jest ten kaliber. To jest sprawa najwyższej wagi, czyli to, czy potwierdzamy przynależność do europejskiej przestrzeni prawnej, czy nie. 

Moim zdaniem wyrok zapadnie. Jeżeli nasza strona odgraża się, że wyroku nie wykona, no to polskie społeczeństwo zapłaci w inny sposób, poprzez prawdopodobne zamrożenie funduszy europejskich.

W kilku państwach, w tym w Niemczech, zdarzały się orzeczenia sądów konstytucyjnych mówiące o wyższości prawa krajowego, nad prawem europejskim. Nie było wówczas takich reperkusji ze strony Brukseli.

Ogromną rangę ma Trybunał Konstytucyjny w Karlsruhe, ale w tym wypadku UE również sięga po sankcje wobec Niemiec, najpotężniejszego kraju członkowskiego. Polska ma w tej chwili otwartą wojnę na wszystkich możliwych frontach, tylko, że to zaczyna przynosić coraz bardziej straty materialne dla polskiego społeczeństwa. To nie są tylko kwestie prawne, czy wizerunkowe. Przecież ogromne opóźnienie Krajowego Planu Odbudowy, to jest kwestia tego, na ile dotknie ta sprawa praworządności funduszy strukturalnych na lata 2021-2027. Mamy w tej chwili niezakończoną sprawę Turowa. Czesi żądają pięciu milionów euro dziennie kary i ten rachunek rośnie z dnia na dzień.

No i jeszcze mamy strefy wolne od LGBT, które powodują wyłączenie innego funduszu europejskiego. Ta wojna z Unią Europejską wydaje się niestety bardzo mocno namacalna dla polskiego społeczeństwa.

Panie pośle, ale pan doskonale wie, że nie ma w Polsce stref wolnych od LGBT? To jest jakiś skrót myślowy?

Wiem, natomiast niepotrzebnie prowokujemy Unię Europejską tego typu rozmaitymi uchwałami, które powodują, że UE sięga po zasadę niedyskryminacji. To są niepotrzebne prowokacje, za które coraz bardziej płaci całe polskie społeczeństwo.

Pozwolę sobie zauważyć, że uchwały samorządów o których mówimy nie dyskryminują osób LGBT, a jedynie afirmują wartość tradycyjnej rodziny. W Polsce nie ma żadnej dyskryminacji osób LGBT, o czym zapewne też pan doskonale wie.

Ale te mniejszości czują się coraz bardziej źle w Polsce, w tej atmosferze medialnej nagonki, czy pozycji polskiego kościoła. Istotny jest odczyt, a Polska w tej chwili, to jest takie „pochyłe drzewo” na które „koza skoczy”. Jeżeli otwiera się tyle wątków, tyle wojenek się prowadzi z Unią Europejską, jeżeli urzędnicy Unii Europejskiej widzą, że są obrażani w mediach publicznych właściwie codziennie, to nie należy oczekiwać dobrej współpracy, którą mieliśmy do roku 2015, która nam się też finansowo bardzo opłacała.

Wróćmy do ewentualnej decyzji o nałożeniu na Polskę kar. Czy pan uważa, że to jest już przesądzone, czy raczej tylko prawdopodobne?

Wysoce prawdopodobne. To jest bardzo zły scenariusz dla Polski, ale w tej chwili nie ma w arsenale Unii Europejskiej takich kar, które dotykają wyłącznie sprawców. To znaczy, że nie będzie płacił z własnego konta minister Ziobro za tego typu orzeczenie. To dotknie całe społeczeństwo. Dla mnie to jest ogromny problem, że właśnie za grzechy na górze płaci się na dole.

Hiszpański minister sprawiedliwości też nie będzie płacił za to, że Hiszpania powołuje sędziów podobnie jak Polska, bo nie ma w tej kwestii orzeczenia TSUE.

Nie ma tu żadnych podobieństw, dlatego, że Polska jest oglądana panoramicznie. To nie jest tylko kwestia Izby Dyscyplinarnej, to jest kwestia Krajowej Rady Sądownictwa, to jest kwestia Sądu Najwyższego, to jest kwestia karania niespolegliwych sędziów. To wszystko jest doskonale widoczne, tego nie można ukryć, nie ma żadnej „żelaznej kurtyny”. To wszystko jest oglądane wspólnie.

Bruksela nie musi mówić w sposób oddzielny o poszczególnych przypadkach, tylko bierze to jako całość. I takiego drugiego kraju, oprócz Węgier (w sensie niszczenia praworządności, jak Polska), nie ma w Unii Europejskiej.

Są różne systemy, ale u nas to ma charakter systemowy, obudowany propagandą rządową, natomiast dla mnie, jako człowieka, który walczył o fundusze dla Polski i nadal będzie się o nie starał, to jest wyjątkowo bolesne. Nie mamy sankcji personalnych w Unii Europejskiej, które by mogły sięgać sprawców, w taki sposób, aby chronić beneficjentów tych programów. Zrobimy wszystko, żeby przynajmniej beneficjenci tych programów otrzymali uzgodnione fundusze.

Jak wobec tego miałby wyglądać transfer tych pieniędzy? 

W mechanizmie, który już obowiązuje, czyli „pieniądze za praworządność”, to jest w części też moja inicjatywa. Jest to taka zasada, że za programy uzgodnione, ale które są zawieszone, rząd musi wypłacać tym beneficjentom (pieniądze). To jest bardzo trudna regulacja, ja sobie doskonale z tego zdaję sprawę, ale taka zasada została wbudowana w rozporządzenie o praworządności i wykorzystaniu z zawieszeniem funduszy europejskich. Żeby to nie dotknęło ostatecznie beneficjentów. Bardzo trudna regulacja, prototypowa i nie chciałbym, żeby została wypróbowana na Polsce.

Trudno jednak sobie wyobrazić wsparcie dla polskiej gospodarki po pandemii z Funduszu Odbudowy, przy stosowaniu mechanizmu, o którym pan powiedział. Jak to miałoby wyglądać?  Czy jakaś firma, spółka, czy konsorcjum będą mogły uzyskać wsparcie na jakiś program, bez udziału i pośrednictwa polskich władz?

Jest w tej chwili już - powiedziałbym, że to jest również z mojej inicjatywy - „marchewka”, oprócz „kija” - czyli owego powiązania z systemem praworządności, bo tutaj sygnały w KE są wysoce niepokojące. „Marchewka” w postaci programu „Prawa i Wartości”, który umożliwia pozyskanie grantów przez społeczeństwo obywatelskie bez pośrednictwa rządu.

To są konkursy kierowane wprost do Brukseli w obronie europejskich wartości. Ten program jest wyraźnie kalibrowany na Polskę i Węgry i ma w jakiś sposób pomóc rozmaitym organizacjom pozarządowym, które są odcinane od sponsoringu, czy jakiegoś zasilenia. W tych programach na lata 2021-2027, to jest zupełnie coś nowego. Jest „kij”, czyli wiązanie z praworządnością; tego nikt nie wypróbował, to jest bardzo trudna regulacja; bardzo bym nie chciał, żeby próbowano tego na Polsce, ale też jest rodzaj zasilenia, z którego wiele polskich organizacji pozarządowych, broniących wartości europejskich skorzysta.

Chciałbym doprecyzować tę ostatnią kwestię. Pan wspomniał o organizacjach pozarządowych i społeczeństwie obywatelskim, natomiast ja pytałem, czy jest jakiś plan transferu pieniędzy do polskiej gospodarki z Funduszu Odbudowy, gdyby okazało się, że ten mechanizm o którym pan mówi, wejdzie w życie?  

Zgodnie z obietnicą rządową, w programie KPO jest część centralna i część samorządowa. Można sobie wyobrazić, że transferowana jest część samorządowa. Tak samo w budżecie na lata 2021-2027, wedle obietnicy rządowej, która sądzę zostanie dotrzymana, 40 proc. tych środków mają dzielić marszałkowie poszczególnych szesnastu województw i też sobie mogę wyobrazić, że te pieniądze wpłyną do tych województw. Natomiast może być problem z tą pulą centralną.


 



Źródło: niezalezna.pl

 

prenumerata.swsmedia.pl

Telewizja Republika

sklep.gazetapolska.pl

Wspieraj Fundację Niezależne Media

Przemysław Obłuski
Wczytuję ocenę...
Wideo