W sobotę wieczorem tvn24.pl opublikował tekst Roberta Zielińskiego o rzekomym zatrzymaniu marszałka województwa lubelskiego i byłego posła PiS Jarosława S. w związku ze śledztwem dotyczącym afery Zondacrypto. Informację szybko podchwyciły inne media.
Niespełna godzinę później o domniemanym zatrzymaniu Jarosława Stawiarskiego napisał także portal wp.pl. Szymon Jadczak i Michał Fijał podali link do publikacji w mediach społecznościowych.
Szybko okazało się jednak, że informacja była nieprawdziwa. Gdy media informowały o zatrzymaniu polityka PiS, Stawiarski oglądał z trybun mecz Motor Lublin – Legia Warszawa.
"Straciłem wszelką chęć do życia"
W poniedziałek Stawiarski wydał oświadczenie w tej sprawie. Podkreślił, że jest jedną z osób poszkodowanych przez giełdę kryptowalut. - Co do moich aktywów, które ulokowałem w tym roku na platformie Zondacrypto, one pochodziły z oszczędności i z rozporządzenia nieruchomością, którą posiadałem. Wszystko to zgodne z moimi oświadczeniami majątkowymi do tej pory - powiedział. Zaznaczył, że do tej pory nie otrzymał "złotówki zwrotu z zainwestowanych pieniędzy".
"Mam nadzieję, że to wszystko, co się dzieje wokół mojej osoby, nie zaszkodzi województwu lubelskiemu, bo moje prywatne inwestycje, moja naiwność, moja chęć zarobienia nie powinna przesłaniać bieżącej pracy zarządu województwa lubelskiego. Przyznaję się do jednego, że byłem naiwny, że zainwestowałem, a pan Kral oszukał tak, jak kilkanaście tysięcy ludzi, także i mnie i mam nadzieję, że poniesie za to surową odpowiedzialność, surowe konsekwencje"
– oznajmił.
Jak przekazał, w sprawie Zondacrypto złożył zawiadomienie do Prokuratury Regionalnej w Katowicach oraz "kończy pisanie" pisma do sądu w Estonii. Przyznał, że, gdy w sobotę dowiedział się o swoim rzekomym zatrzymaniu, "stracił wszelką chęć do życia".
Stawiarski nie wykluczył, że podejmie kroki prawne wobec osób, które rozpowszechniły fałszywe informacje na jego temat.