Sama zdemaskowała się w rozmowie z Polsat News, a także w rozmowie z Telewizją Republika, gdzie opowiadała, że nie miała czasu zarejestrować się w szpitalu i skorzystała z przyspieszonej ścieżki. Polityk, który otwarcie opowiada o swoich nadużyciach, słusznie wzbudza zainteresowanie.
Skandale z jej udziałem zasługują jednak na nagłośnienie. W Sejmie nie jest szerzej znana, choć lokalne media powiązane z Koalicją Obywatelską chwalą ją a to za głos z mównicy na temat nauczycieli, a to za wizytę na okolicznych wydarzeniach. Ale na ziemi żywieckiej popularność zyskała także awanturami z tymi, którzy jej się sprzeciwiają.
„Mściwa baba"
W ubiegłym roku na posiedzeniu Rady Gminy Jeleśnia zaatakowała panią wójt Annę Wasilewską. Samorządowcy żalili się, że Koalicja Obywatelska jest stronnicza w traktowaniu samorządów i nierówno przyznaje środki finansowe – głównie dla swoich. W ramach zemsty poseł miesiąc później przeprowadziła kontrolę poselską w urzędzie gminy, szukając jakichkolwiek nieprawidłowości. Nie znalazła niczego. Prawo i Sprawiedliwość piętnowało jej korzystanie z usług szpitalnych poza kolejką – skarżyła senatora Andrzeja Kalatę o to samo. W odpowiedzi na zapytanie w tej sprawie senator PiS przesłał „Gazecie Polskiej" rachunki dowodzące, że polityk miał wykupioną wcześniej prywatną usługę. Kalata zatem za swoje szybkie leczenie zapłacił, a Pępkową „koleżanka zapisała” i „zadzwoniła”, że miejsce jest wolne.
Pracownice jej biura poselskiego odeszły z pracy – przez wiele miesięcy wstrzymano ich wypłaty, aż zrozpaczone udały się do mediów. Poseł Pępek nękała nawet Powiatowy Szpital w Żywcu. W czasie rządów Prawa i Sprawiedliwości polityk Platformy Obywatelskiej twierdziła, że placówka nie powstanie, tymczasem szpital wybudowano i szybko stał się dumą całego powiatu. Pępkowa zemściła się serią kontroli i oskarżeń, na przykład o to, że nie przekazano pacjentom sprzętu podarowanego tam przez Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy. Jej podejrzenia okazały się bezpodstawne.
– Co ja przez nią przeszedłem, to Pan Bóg jeden wie – opowiada „Gazecie Polskiej" pracownik miejscowego urzędu, który podpadł posłance.
– Ktokolwiek się jej sprzeciwi, staje się ofiarą jej amoku – odpowiada. – Gdy była wójtem, to nazywaliśmy ją tutaj carycą ślemieńską. To mściwa baba – komentuje. Będąc posłem, Pępek ma wiele narzędzi, by uprzykrzać ludziom życie. Ale pierwsze skandale rozegrały się, gdy była wójtem gminy Ślemień.
Gdzie się podziało 1,5 mln złotych?
Wójtem Gminy Ślemień była w latach 2002–2011. W tym czasie Polska weszła do Unii Europejskiej i mogła korzystać z licznych wspólnotowych dotacji.
Inwestycje publiczne w Polsce zyskały tabliczki informacyjne o finansowaniu z budżetu UE – tak też było w Ślemieniu, choć na niewielką skalę. Gdy jednak w styczniu 2012 roku wójtem został Andrzej Piecha, wcześniej komendant policji, otrzymał liczne wezwania do zwrotu środków z funduszy unijnych. Powód? Inwestycje na setki tysięcy złotych zostały przeprowadzone niepoprawnie, stan faktyczny rozmijał się z dokumentami, samowolnie finansowano inne cele, nawet w formie samowoli budowlanej. I tak na przykład na 78 miejsc parkingowych wykonano trzy; choć w ramach projektu miały powstać obiekty sportowe, to choćby obiecane boisko ze specjalną powierzchnią nie powstało. W dokumentach złożonych do prokuratury, do których dotarła „Gazeta Polska", czytamy o podejrzeniu zmiany treści umów z konkretnymi firmami, by można było wykorzystać ich usługi gdzie indziej, omijania ustawy o zamówieniach publicznych, wykonywania innych zadań niż w projekcie – i to bez nadzoru. Łącznie gmina miała zwrócić prawie 1,5 mln złotych, co stanowiło ponad 10 proc. całego budżetu Ślemienia.
W lokalnych mediach rozpętała się burza, w prasie pisano o walce „wójta z posłem". Tak posłanka Pępek mówiła „Gazecie Wyborczej" o podejrzeniach: „Śpię spokojnie, bo jestem przekonana, że sprawa zostanie szybko wyjaśniona”. Skąd to przekonanie w czasach, gdy wymiar sprawiedliwości działa jednak powoli? Pewne podejrzenia mogą się nasunąć, gdy w korespondencji Urzędu Marszałkowskiego i gminy zauważymy ciszę latem i jesienią 2011 roku. Wtedy trwała kampania wyborcza – w pismach prokuratury pojawiają się także podejrzenia, że zdominowany przez koalicję PO–PSL Ruch Autonomii Śląska dawał szansę kandydatce do Sejmu na ciszę wokół skandalu. I oto efekt był taki, że Pępek od 15 lat jest posłem i jest chroniona immunitetem. Prokuratura zawiesiła śledztwo i była wójt gminy Ślemień jest bezkarna i nie musi nawet tłumaczyć się z nieprzepisowych inwestycji.
„Gazeta Polska” dotarła do informacji, że w 2014 roku Centralne Biuro Antykorupcyjne dostało wniosek o przyjrzenie się sprzedaży prywatnej nieruchomości Małgorzaty Pępek, bowiem dom był remontowany... przez firmy, które miały wykonywać gminny projekt turystyczny, ostatecznie przecież zrealizowany tylko częściowo. Według oświadczenia majątkowego parlamentarzystki wartość domu wynosiła 450 tys. złotych, ale w ogłoszeniu dla nabywców widniała cena 1,3 mln złotych. Czy więc oświadczenie majątkowe zostało złożone niezgodnie z prawdą? Za jakie pieniądze przeprowadzono prace w nieruchomości, także się nie dowiemy, dopóki Pępek jest posłanką – a przecież sprawa czeka na rozwiązanie już półtorej dekady.
Lista się wydłuża
Niezbyt lotne wypowiedzi, trudności ze składaniem zdań złożonych, szał zemsty na krytykach i dziwne nieprawidłowości w wydatkowaniu publicznych pieniędzy przy jednoczesnym kosztownym remoncie jej domu przez te same firmy oraz schowanie się za immunitetem – stanowią obfity materiał do weryfikacji kariery Małgorzaty Pępek. Ale podejrzanych spraw, obrazujących parlamentarzystkę, jest o wiele więcej. O jej zainteresowaniu Nadwiślańską Agencją Turystyczną i utratą pracy przez sygnalistkę przyjdzie jeszcze napisać. Jednak jeszcze jej przedpolityczne dzieje przysparzają dodatkowych pytań. Według zgodnej opinii mieszkańców Ślemienia, z którymi rozmawiała „Gazeta Polska", późniejsza posłanka od końca lat 80. pracowała w wiejskim sklepie spożywczym. Świadkowie mieszkający po sąsiedzku pamiętają dziwne zgłoszenie ze strony młodej Małgorzaty o włamaniu do sklepu – zniknęły bowiem produkty spożywcze. Gdy policja (miało to miejsce już w latach 90.) przyjechała na miejsce, stwierdziła, że ktoś próbował wybić przejście do sklepu, ale... od wewnątrz. Sprawa rozeszła się po kościach, jednak braki w asortymencie były faktem. Dlaczego więc brakowało towaru?
Na wysłane do biura poselskiego pytania w tej sprawie do chwili ukończenia tekstu (piątek, 21 sierpnia) nikt nie odpowiedział.
Choć Małgorzata Pępek nie jest ważną postacią w partii Donalda Tuska, to jej kariera jest bardzo symptomatyczna. Zostawiając za sobą pasmo podejrzeń o sprzeniewierzenie publicznych pieniędzy, schroniła się za immunitetem poselskim, pewna, że nikt na nią nic nie znajdzie. Przez półtorej dekady obecności w parlamencie zajmowała się drugorzędnymi sprawami jak ochotnicza straż pożarna (do której przynależy), ale bez obecności na medialnym froncie. Należy do tego grona polityków, które jest nieznane szerszej publiczności i skupione jest na lokalnej aktywności. Jednak w swoim okręgu rozgrywa swoją pozycję posła do konfrontowania się z wszelkimi krytykami, by już przy Wiejskiej cicho i na drugim planie wiernie służyć liderom swojej partii.
W dobie wielkich afer Koalicji Obywatelskiej, VIP roomu w szpitalach, pastwienia się nad zwłokami w prosektorium, kłamstw pełnomocniczki ds. tzw. marki polskiej, rozkradania środków z KPO czy brania kredytu poza zgodą prezydenta, są jeszcze milionowe lokalne afery, które zubożają kraj na każdym kroku. Pojawiają się więc dwa pytania: Czy Małgorzata Pępek skonfrontuje się z oskarżeniami? I drugie: Ile jest takich „Pępków”, którzy w zamian za ochronę przed wymiarem sprawiedliwości zasiadają przy Wiejskiej, pomagając w destrukcji państwa?
#GazetaPolska | Co wiemy, a czego nie wiemy o wielkim wycieku danych
— Gazeta Polska - w każdą środę (@GPtygodnik) August 28, 2026
Czytaj » https://t.co/Ycs2D3qge2 pic.twitter.com/MH8SLj6y89