Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polityka

Nowa teoria Wałęsy. "Zaproponowano, że za te godziny będą mi płacić"

Lech Wałęsa zaprezentował kolejną wersję zdarzeń dotyczących sprawy "Bolka". Tym razem twierdzi, że tak często był wzywany na przesłuchania, że zaproponowano mu... wynagrodzenie za te godziny.

17 lutego 2016 r. IPN przeszukał mieszkanie Marii Kiszczak, wdowy po Czesławie Kiszczaku. W wyniku przeszukania odnaleziono akta personalne i akta współpracy tajnego współpracownika SB o pseudonimie „Bolek”, datowane na lata 1970–1976, w oryginalnych okładkach. Dzień później prezes IPN na konferencji prasowej przekazał informację, że akta zawierają, m.in., zobowiązanie Lecha Wałęsy do współpracy z SB, a także odręcznie podpisane przez niego pokwitowania odbioru pieniędzy. 

Od ponad 10 lat Wałęsa opowiada rozmaite historie, mające jego zdaniem udowodnić to, że nie był "Bolkiem". Jak się okazało, w tej opowieści znalazło się miejsce na kolejną wersję.

Była rzecz, o której nigdy nie mówiłem, bo nie chcę się tłumaczyć. Ale zachęcam kogoś żeby poszedł tą wskazaną przeze mnie drogą i zauważył, że ja wtedy, w Stoczni do 1976 roku pracowałem na akordzie. Kiedy mnie odciągała bezpieka i policja na różne wezwania, traciłem wypłatę. Dlatego powiedziałem: nie, proszę panów, na żadne wezwanie i żadne rozmowy mnie nie dostaniecie. Bo ja mam rodzinę i muszę ją utrzymać. Wtedy to zaproponowano, że za te godziny będą mi płacić. Zakład pracy. I płacił.

– powiedział Wałęsa na nagraniu opublikowanym w mediach społecznościowych.

Ale...

- Jest też donos złożony na zwolnieniu lekarskim - kto wtedy płacił za ten „akord”? - zapytał dobrze znający sprawę były szef BBN Sławomir Cenckiewicz, przez Wałęsę nazywany wciąż... "Centkiewiczem". To akurat chyba już nigdy się nie zmieni.

Źródło: niezalezna.pl

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej