“To będzie dramat”
W rejonie ulic Pułkowej, Papirusów i Farysa na warszawskich Młocinach inwestor z Poznania postanowił wybudować sklep wielkopowierzchniowy - prawdopodobnie sieci Lidl. Decyzja o Warunkach Zabudowy (WZ lub tzw. wuzetka) została wydana przez Urząd Dzielnicy Bielany w 2012 r., jednak m.in. ze względu na brak drogi dojazdowej do planowanego obiektu inwestor nie mógł się ubiegać o pozwolenie na budowę. Postanowił zatem wybudować tę drogę na własny koszt.
Problem polega na tym, że działka, na której powstać ma dyskont znajduje się w pobliżu sporego osiedla domków jednorodzinnych. Mieszkańcy zaś stanowczo sprzeciwiają się budowie sklepu i ogromnego parkingu oraz - co musiałoby się z tym wiązać - przebudowie układu drogowego.
Obserwuj Niezalezna.pl w Google! Wejdź na nasz profil, a następnie kliknij „Obserwuj w Google”
Już dziś ich życie nie wygląda różowo, bo osiedle znajduje się w bezpośrednim sąsiedztwie ul. Pułkowej, która jest główną arterią wylotową w kierunku Gdańska i należy do najbardziej obciążonych ruchem dróg w stolicy. Powstanie supermarketu, który codziennie będą odwiedzać tysiące klientów i ciężarówki z zaopatrzeniem, do hałasu, korków i kolizji, będących konsekwencją sąsiedztwa Pułkowej dołożyłaby im kolejnych “atrakcji”. Tym razem wewnątrz osiedla.
- To jest malutka droga osiedlowa, która stanowi dojazd do posesji. Na całym tym terenie są może ze cztery punkty usługowe. przedszkole, jakiś malutki zakładzik, wypożyczalnie rowerów. Są nieuciążliwe i malutkie. Jeśli to się wydarzy, to tysiące samochodów dziennie będzie jeździło nam pod samymi oknami. To będzie dramat
- mówi nam jeden z mieszkańców osiedla.
Przypomina, że podobna sytuacja miała miejsce przy budowie Galerii Młociny, która również wiązała się z przebudową lokalnego układu drogowego. W efekcie, poprzez nagminne omijanie przez kierowców korków na ul. Pułkowej doszło do wzrostu natężenia ruchu samochodowego, spadku bezpieczeństwa pieszych i rowerzystów oraz pogorszenia jakości życia mieszkańców.
Jak naciągnąć przepisy?
Projekt zakłada m.in. budowę drogi serwisowej wzdłuż ul. Pułkowej i małego ronda na skrzyżowaniu z ul. Farysa. To zapewne wiązać się będzie z wywłaszczeniami gruntów, więc procedura ma zostać przeprowadzona w trybie ZRID, czyli (w oparciu o tzw. specustawę drogową) Zezwolenia na Realizację Inwestycji Drogowej. Taki sposób procedowania pozwala na szybkie przygotowanie, wywłaszczenie i budowę dróg publicznych. Decyzjom wydawanym w tym trybie często nadaje się rygor natychmiastowej wykonalności, co oznacza, że inwestor nie musi czekać np. na zakończenie postępowań odwoławczych.
Jest jednak jedno “ale” - tryb ten powinien być stosowany dla realizacji celu publicznego i korzystać z niego może wyłącznie inwestor państwowy lub samorządowy. Tu mamy do czynienia z przypadkiem, kiedy inwestor prywatny finansując przedsięwzięcie, faktycznie chce zbudować drogę, która będzie “publiczną” w sensie możliwości korzystania z niej przez wszystkich uczestników ruchu, jednak nie zmienia to faktu, że będzie to wyłącznie prywatna inwestycja. Co w tym wypadku szczególnie ważne i bulwersująca, wbrew woli i interesowi lokalnych mieszkańców.
Burmistrz rozkłada ręce
Władze dzielnicy Bielany na czele z burmistrzem Grzegorzem Pietruczukiem twierdzą, że są bezradne wobec decyzji urzędników podległych prezydentowi Warszawy. Podczas spotkania z mieszkańcami na lipcowym posiedzeniu sesji Rady Dzielnicy Pietruczuk miał zapewniać, że niewiele wie i niewiele w tej sprawie może. Mieszkańcy twierdzą jednak, że to nieprawda.
Portal Niezależna.pl zapoznał się z draftem opinii do projektu stałej organizacji ruchu dotyczącego budowy drogi serwisowej wzdłuż ul. Pułkowej na odcinku ul. Farysa do ul. Papirusów. Dokument datowany na 22 sierpnia 2025 r. sporządzony przez Dzielnicę Bielany m.st. Warszawy planowaną inwestycję zaopiniował pozytywnie. Pojawiły się w nim jedynie uwagi natury technicznej, dotyczące oznakowania pionowego i poziomego oraz – co było jego celem – zmian w organizacji ruchu.
Widzieliśmy też pismo Zarządu Dróg Miejskich z marca br. do dyrektora Biura Zarządzania Ruchem Drogowym Urzędu m.st. Warszawy. W dokumencie ZDM przypomniał, że w 2025 r. w oparciu o audyt bezpieczeństwa ruchu drogowego drogi krajowej nr 7 przeprowadzony w 2021 r. zwracał uwagę na konieczność zamknięcia połączenia ul. Farysa z Pułkową. Okazuje się, że nie tylko nie doszło do zamknięcia wylotu ul. Farysa w Pułkową, ale powstać ma w tym miejscu rondo.
Miasto klepnęło umowę
Stołeczny Zarząd Rozbudowy Miasta (SZRM), który w 2024 r. podpisał z inwestorem (spółką West-Bud I) umowę na budowę dodatkowej jezdni jest jednostką organizacyjną m.st. Warszawy, działającą w jego imieniu jako inwestor zastępczy. Portal Niezależna.pl zwrócił się do SZRM z pytaniem z jakiego rodzaju celem publicznym mamy w tej konkretnej sytuacji do czynienia.
W przesłanej nam odpowiedzi rzecznik SZRM Wioleta Rosłoniec zaznaczyła, że umowa ta została zawarta w trybie art. 16 ustawy z dnia 21 marca 1985 r. o drogach publicznych, która nakłada na inwestorów realizujących tzw. "inwestycje niedrogowe" (np. deweloperów, inwestorów komercyjnych) obowiązek budowy lub przebudowy dróg publicznych, jeśli jest to konieczne ze względu na realizowane przedsięwzięcie.
“Inwestor niedrogowy został zobowiązany do zaprojektowania i wybudowania ww. drogi własnymi siłami i na własny koszt. Inwestor poniesie również wszelkie koszty z tytułu odszkodowań za nieruchomości wywłaszczone na mocy decyzji o zezwoleniu na realizację inwestycji drogowej” - czytamy w odpowiedzi przesłanej do naszej redakcji.
SZRM wyjaśnia, że celem budowy drogi jest umożliwienie dojazdu do kilku działek, które nie mają dostępu do drogi publicznej, mimo że przylegają do działek drogowych, Wskazuje też na konieczność “uporządkowanie ruchu pieszych, dzięki wybudowaniu chodnika” i “poprawę bezpieczeństwa ruchu drogowego”. - Zakłada się, że budowa drogi zmniejszy ruch na ulicach Muzealnej i Farysa, a jednocześnie wyeliminuje obawy mieszkańców co do wprowadzenia ruchu pojazdów ciężarowych na ww. ulicach - dodano.
Informacje przekazane przez SZRM w żadnej mierze mieszkańców nie satysfakcjonują. Podkreślają, że z ich punktu widzenia nie chodzi tutaj o pieniądze, które inwestor wyłoży na budowę drogi i nie zgadzają się z argumentami o rzekomym zwiększeniu bezpieczeństwa, a tym bardziej o zmniejszeniu natężenia ruchu.
Problem z ustrojem Warszawy
Portal Niezależna.pl wysłał w tej sprawie pytania do burmistrza Bielan Grzegorza Pietruczuka, jednak okazało się, że właśnie wyjechał na urlop. W jego zastępstwie skontaktowała się z nami wiceprzewodnicząca Rady Dzielnicy Agnieszka Gola reprezentująca najliczniejszy klub “Razem dla Bielan” skupiony wokół burmistrza.
W rozmowie z portalem Niezależna.pl radna przyznała, że pozwolenie na budowę Lidla “jest w gestii dzielnicy”. - Tylko, że dzielnica od 2012 r. nie wydawała tego pozwolenia ze względu na brak drogi. Nie ma drogi – nie ma możliwości prowadzenia inwestycji niedrogowej. Inwestor postanowił więc uzyskać drogę przy ulicy Pułkowej, która jest drogą krajową, a ten odcinek jest bardzo obłożony ruchem - zaznaczyła.
- Tam są domy i ja też - poza tym, że jestem radną - tam mieszkam. Przez lata nie udało nam się uzyskać żadnych udogodnień typu ścieżki rowerowe, czy też wyciszenia hałasu od Pułkowej, spalin, no bo taka jest ranga drogi. A tu nagle mamy na życzenie inwestora prywatnego jakąś tam inwestycję i to w trybie spec-ustawy, czyli zakładającym wypełnienie jakiegoś interesu społecznego
- tłumaczyła.
Wskazała na “problem z ustrojem Warszawy”, podkreślając, że “decyzje zapadają tak wysoko, że urzędnicy nie znają miejsc, o których decydują”. - Paradoksem jest to, że nie ma obowiązku włączania dzielnic, choć akurat przy tym ZRID-zie jest zarządzenie prezydenta Warszawy, które mówi o obecności w zespole powołanym do tej inwestycji burmistrzów dzielnicy, ale oni są chyba tylko fakultatywnie - dodała.
Lokalsi nic nie mogą
Agnieszka Gola broniła burmistrza Pietruczuka i radnych, tłumacząc, że próbował interweniować w sprawie planów budowy drogi serwisowej w Biurze Zarządzanie Ruchem”. - Generalnie my, jako radni możemy spotykać się, możemy próbować umawiać spotkania, możemy - takie propozycje padały na ostatniej sesji - powołać połączone komisje. Możemy też przyjąć jakieś stanowisko czy uchwałę w tej sprawie, sprzeciwiające się tej inwestycji, ale to nie musi przez nikogo być wzięte pod uwagę. Możemy tylko protestować, bo nie ma na tym poziomie takich kompetencji, żebyśmy my mogli skutecznie zablokować tego typu inwestycję, która bardzo istotnie wpłynie na życie mieszkańców - przekonywała nasza rozmówczyni.
Przyznała, że toczącej się procedurze dzielnica nie jest nawet stroną, nie ma narzędzi, by ją zablokować oraz że o tym, na jakim etapie toczy się postępowanie nawet radni musieli dowiadywać się w trybie dostępu do informacji publicznej. - Nawet na etapie uzyskiwania tego pozwolenia nikt nie pyta dzielnicy o opinię - dodała.
- To jest własnie paradoks. Warszawa jest ogromnym miastem zarządzanym centralnie. Tych biur jest tak dużo, kompetencje są tak porozprowadzane, że ciężko się w tym wszystkim zorientować. (...) Mieszkańcy bardzo źle reagują na nasze tłumaczenia, że to nie jest nasza kompetencja. Nie mogą zrozumieć tego, że te kompetencje sa poza dzielnicą
- przyznała Agnieszka Gola.
Jej słowa znajdują potwierdzenie w naszej rozmowie z mieszkańcami, którzy twierdzą, że nie widzą, żeby dzielnica się za nimi “wstawiała”. - Absolutnie trzymają naszym zdaniem stronę inwestora. Mamy wrażenie, że radni znają tę sprawę dużo lepiej niż my. O wiele wcześniej o wielu rzeczach wiedzieli. I to oni mają kontakty, niektórzy z nich są z burmistrzem na "ty". A nam, jeżeli coś powiedzą, to na dobrą sprawę te informacje są już nam nieprzydatne, Zwykle jest już po terminie odwołania i nie możemy złożyć protestu, bo już coś tam się uprawomocniło. Mamy wrażenie, że jest tutaj taka zabawa w kotka i myszkę - słyszymy.
“Można się tylko domyślać, jak to było”
Radny klubu PiS Jacek Jeżewski w rozmowie z portalem Niezależna.pl zaznaczył, że burmistrz Pietruczuk “doskonale zna ustrój Warszawy i wie, że bardzo wiele rzeczy toczy się poza nim”. - Mówił, że zrobi wszystko, co w jego mocy, że będzie się starał do tego nie dopuścić. Teraz umawiają się na spotkanie z wojewodą, bo to on będzie podejmował decyzję czy wyda ZRID czy nie wyda. Natomiast nie mówił, że na pewno wszystko się uda, a moim zdaniem jest duże prawdopodobieństwo, że się nie uda, bo miasto już bardzo dużo zrobiło, żeby to się wydarzyło. I myślę, że będą dążyć do tego, żeby zrobić tego Lidla wbrew mieszkańcom - tłumaczył.
Podobnie jak radna Gola, wskazał na problemy wynikające z ustroju Warszawy. - Miasto centralnie decyduje, nie pytając się dzielnic i mieszkańców. Jacyś panowie i panie w biurach miejskich - których miasto stołeczne Warszawa ma 50 - decydują o czymś, a dzielnica się o tym dowiaduje ostatnia. W ten sposób wybudowali nam Galerię Młociny, nie pytając się, tylko załatwiając wszystko centralnie. Za to odpowiada SZRM i to oni podpisali z inwestorem umowę - przypomniał.
- Można się tylko domyślać, jak to było. Ktoś poszedł do jakiejś ważnej osoby, która powiedziała: “macie to zrobić”. I SZRM to robi, bo sam z siebie nie wpadłby, żeby na obrzeżach Warszawy coś takiego wymyślić
- podsumował Jacek Jeżewski.
Mieszkańcy nie wierzą burmistrzowi
Jeden z mieszkańców osiedla, którego sprawa bezpośrednio dotyczy w rozmowie z nami zaznaczył, że w czasie całej procedury, “także na poziomie dzielnicy w ramach wydawania wuzetek i różnych kolejnych działań związanych z tą drogą, ani urząd miasta, ani urząd gminy z mieszkańcami w ogóle w tej kwestii się nie konsultował”.
- Mieliśmy i wciąż mamy dużo problemów, żeby o czymkolwiek się dowiedzieć. Różne działania w sprawie procedowania tej drogi były troszeczkę ukryte, ponieważ nie były one robione przez ZDM, tylko przez kolejny jakiś urząd przy prezydencie. I mam wrażenie, że specjalnie zostało to tak zrobione, żeby zrobić to procedurą ZRID, która maksymalnie ogranicza możliwości odwołania się od pewnych decyzji. To miała być szybka ścieżka, żeby mieszkańcy nie mogli się od tego odwoływać czy zaskarżać
- powiedział.
Opisując spotkania Pietruczuka i członków Rady Dzielnicy z mieszkańcami, w których - jak twierdzi - z trudem udaje im się w ogóle uczestniczyć, wskazuje na “dwulicowość” burmistrza. - Z jednej strony wydaje pisma, wydaje opinie, że nie ma nic przeciwko tej drodze, a jak my się buntujemy, to nagle mówi, że on też by nie chciał, żeby to tutaj było i gra absolutnie na dwa fronty - przekonuje mężczyzna.
- To wszystko dzieje się bez konsultacji, bez naszej wiedzy, żebyśmy mieli jak najmniejsze możliwości choćby przy składaniu petycji. Chodzi o to, żebyśmy nie byli stroną, żebyśmy nie mieli dostępu do toczącej się w tej sprawie korespondencji, żebyśmy po prostu nic nie wiedzieli. A kiedy robimy szum, to udają, że chcieliby się tym zająć. Wydaje mi się, że jest tutaj jakaś dwulicowość, bo w działaniach, które podparte są dokumentami oni na to pozwalają i dają zielone światło. Burmistrz Pietruczuk co innego mówi na spotkaniach, gdzie są mieszkańcy, a co innego dzieje się w tle
- podsumowuje nasz rozmówca.
Ostatnia deska ratunku
Obecnie sprawa znajduje się na biurku wojewody, który może podjąć decyzję o budowie drogi do Lidla i w trybie ZRID. Samorząd Mieszkańców Młocin, a także poszczególni mieszkańcy indywidualnie kierują do niego protesty.
- Zwracamy się do Pana jako do “ostatniej deski ratunku”. Prosimy o zapoznanie się z naszym problemem wynikającym z planowanej, wbrew woli mieszkańców inwestycji drogowej i handlowej. Wydanie zgody na powyższe na zawsze pogorszy nasze życie i życie naszych dzieci
– czytamy w jednym przesłanych także naszej redakcji protestów.
Mieszkańcy podkreślają, że wygrali “aktualnie rządzące władze”, a decyzja w sprawie budowy supermarketu i związane z nią niedogodności będzie “testem na to czy żywotny interes mieszkańców, ich potrzeby do bycia szanowanym i traktowanym poważnie przez władze, ma jakiekolwiek dla tej władzy znaczenie”. - Jesteśmy bezradni wobec rzeszy urzędników, prawników, biznesmenów i nieliczących się z nami po raz kolejny władz miasta i Dzielnicy Bielany. Prosimy zatem o zapoznanie się z naszą sprawą oraz niewydawanie ZRID na powyższą inwestycję drogową - apelują.
Podejrzana procedura
Stanisława Witkowska ze stowarzyszenia “Miasto Jest Nasze”, która także jest mieszkanką Bielan, w komentarzu dla portalu Niezależna.pl wskazuje, że kluczowe ustalenia dotyczące tej inwestycji były prowadzone bez udziału Urzędu Dzielnicy Bielany, a mieszkańcy dowiadują się o sprawie dopiero na zaawansowanym etapie procedur. - Kontrowersje budzi również fakt, że droga realizowana w trybie przewidzianym dla inwestycji celu publicznego ma - zdaniem wielu mieszkańców i władz dzielnicy - przede wszystkim obsługiwać prywatną inwestycję komercyjną - zauważa.
- Niezależnie od opinii na temat samej inwestycji największe wątpliwości budzi sposób prowadzenia całego procesu. Najpierw powinny odbyć się rozmowy z mieszkańcami, analiza wpływu inwestycji na okolicę i przedstawienie możliwych wariantów, a dopiero później powinny zapadać decyzje administracyjne. Mieszkańcy mają prawo wiedzieć, jak inwestycja wpłynie na ruch drogowy, bezpieczeństwo i codzienne funkcjonowanie okolicy oraz zgłaszać uwagi na etapie, gdy mogą jeszcze coś zmienić
- tłumaczy.
Witkowska podkreśla, że “dialog społeczny nie może być formalnością”. - Powinien stanowić podstawę procesu, szczególnie przy inwestycjach mogących na lata zmienić charakter danej części miasta. Miasto Jest Nasze od lat podkreśla, że dobre planowanie przestrzenne wymaga włączania mieszkańców od samego początku. To lokalna społeczność najlepiej zna problemy komunikacyjne, potrzeby pieszych i rowerzystów oraz skutki nowych inwestycji dla jakości życia - przekonuje.
- Potrzebujemy bardziej odpowiedzialnego planowania transportowego. Zanim powstaną kolejne duże obiekty handlowe lub usługowe, miasto powinno rzetelnie ocenić ich wpływ na układ drogowy - podobna sytuacja była z Galerią Młocińską przecież. Nowe inwestycje powinny być dostosowane do możliwości komunikacyjnych okolicy, a nie wymuszać kosztowne zmiany infrastrukturalne. Dlatego mieszkańcy oczekują przejrzystości procesu, udostępnienia analiz dotyczących ruchu oraz realnych konsultacji społecznych przed podjęciem ostatecznych decyzji
- podsumowuje aktywistka, dodając, że Bielany potrzebują też “miasta, które najpierw słucha mieszkańców, a dopiero potem podejmuje decyzje”.
Samorządowa patologia
Portal Niezależna.pl o sprawie rozmawiał też z byłym wojewodą łódzkim i mazowieckim, obecnie eurodeputowanym PiS Tobiaszem Bocheńskim, który podczas ostatniej kampanii samorządowej wskazywał na konieczność zmiany ustroju Warszawy. - W Warszawie mamy do czynienia z samorządową patologią. Mamy 18 burmistrzów, 18 rad dzielnic, w których zasiadają wybrani przez Warszawiaków radni. Jednocześnie są oni pozbawieni jakiegokolwiek realnego wpływu na rozwój swoich dzielnic, ponieważ system jest tak skonstruowany, że prezydent miasta dzisiaj razem z większością w Radzie Miasta Stołecznego Warszawy jest w stanie podyktować każde rozwiązanie, nawet wbrew woli wspólnoty lokalnej. To powoduje, że finalnie nie głos mieszkańców względem swojego najbliższego otoczenia jest najważniejszy, ale tych, którzy mają polityczne bądź biznesowe wpływy i umieją sobie załatwić korzystne decyzje w ratuszu przy Placu Bankowym - ocenił polityk.
Dopytywany, przyznał, że to, co określił jako polityczne i biznesowe wpływy rodzić może co najmniej podejrzenia o korupcję.
- Może i uważam, że warszawski samorząd potrzebuje bardzo intensywnego leczenia, bo gdyby go “poskrobać” głębiej, to powychodziłyby tak samo bulwersujące sprawy, jak ta, która dotyczy Szpitala Południowego. W sprawie tego szpitala wyszły rzeczy skandaliczne, a przecież to jest jednostka zarządzana przez prezydenta Trzaskowskiego i mamy wiele informacji pojawiających się w przestrzeni Warszawy o pewnym układzie rodzinno-biznesowo-urzędniczo-politycznym, który żeruje na mieście dzięki cichemu pozwoleniu Koalicji Obywatelskiej
- podsumował Bocheński.
Procedowany od kilkunastu lat plan miejscowy Młociny III nie przewiduje możliwości budowy sklepu wielkopowierzchniowego w projektowanym obecnie miejscu. Gdyby dokument, który ze względu na niezwiązane z tą kwestią sprawy jest oprotestowywany przez mieszkańców wszedł w życie, niebezpieczeństwo byłoby zażegnane.