W środę w Sejmie zaprezentowano rządowy projekt nowelizacji ustawy o Państwowej Inspekcji Pracy. Reforma zakłada m.in, przyznanie PIP uprawnień do zmiany pozornych umów cywilnoprawnych i B2B w umowy o pracę. Prezentując projekt szefowa MRPiPS Agnieszka Dziemianowicz-Bąk przypomniała, że nadanie inspekcji uprawnień do przekształcania umów to jeden z tzw. kamieni milowych, od którego realizacji zależy wypłata środków z Krajowego Planu Odbudowy.
"To projekt, który zwiększając bezpieczeństwo milionów pracujących Polaków i ich rodzin, przyniesie Polsce miliardy złotych unijnych pieniędzy. Poza tym, reforma, która po prostu jednoznacznie jest w interesie Polski i Polaków. Naczelnym celem tej reformy jest skuteczna walka z patologią śmieciowego zatrudnienia, jaka od lat trawi polskiej rynek pracy, walka z łamaniem prawa, z wypychaniem ludzi na nielegalne umowy dla szybkiego zysku, z nieuczciwą konkurencją wobec uczciwych polskich przedsiębiorców, którzy na kombinatorstwie cwaniaków dziś realnie tracą"
– mówiła z sejmowej mównicy.
W superlatywach o projekcie nie wypowiedziała się za to opozycja. - Pani minister, mam nieodparte wrażenie, graniczące z pewnością, że w przypadku tego projektu ustawy ktoś wsadził panią minister na minę. Procedowany projekt ustawy to jedna wielka kompromitacja legislacyjna, a przyjęte w nim rozwiązania są złe, niekonstytucyjne, niekorzystne - zarówno dla pracowników, przedsiębiorców i budżetu państwa - oznajmiła Urszula Rusecka z PiS.
"Nie siada z rodziną, siada k**wa do faktur"
Co ciekawe mocny głos krytyki pod adresem minister popłynął także z partii współtworzącej rząd. - Po pierwsze chciałem zacząć od tego, że tutaj cały czas wszyscy mówią "uczciwi przedsiębiorcy" czyli w mniemaniu mamy, że mamy nieuczciwych przedsiębiorców. Nie rozumiem tego, jak może nieuczciwy przedsiębiorca funkcjonować na rynku. Nieuczciwy przedsiębiorca siedzi w więzieniu, albo ponosi kary, a każdy inny korzysta z takich prawnych instrumentów, jakie są na rynku: umowa zlecenie, umowa B2B, umowa o pracę i robi to tak, żeby jego przedsiębiorstwo przetrwało - stwierdził Artur Łącki z KO.
"Ja rozumiem, że pani minister nigdy w życiu nie prowadziła żadnej działalności gospodarczej i pierwszą pracą była pewnie praca urzędnicza i ona sobie mogła robić, co chce, lub nic nie robić, a i tak pensje dostała. Nie rozumie pani minister, że przedsiębiorca, wracając do domu o godzinie 17:00, nie siada z rodziną, nie rozmawia, tylko siada k**wa do faktur, do innych rzeczy po to, żeby jeszcze raz prowadzić tę firmę do godziny 22 albo 23, robić wszystko, żeby firma przetrwała"
– stwierdził.
PiS, Konfederacja oraz koło Demokracja Bezpośrednia wnioskowały o odrzucenie projektu. Kluby KO, PSL, Lewicy, Polski 2050 oraz Centrum opowiedziały się za dalszymi pracami. Wnioski m.in. opozycji nie zostały przyjęte. Projekt trafił do dalszych prac w komisji.