Jarosław Kaczyński zabrał głos na temat środowiska, które wywodzi się z Prawa i Sprawiedliwości, a obecnie funkcjonuje jako Rozwój Plus. Prezes PiS odniósł się przede wszystkim do przekonania, że jego przedstawiciele mogliby w przyszłości znaleźć się na wspólnych listach wyborczych z PiS.
– Jeżeli chodzi o tę część, która wyszła z Prawa i Sprawiedliwości i która dzisiaj się nazywa Rozwojem Plus, to wiemy, że tam działa taki mechanizm: nic się nam nie stanie, chociaż te wyniki w tej chwili są skromne, dlatego że będziemy mieli wspólną listę z Prawem i Sprawiedliwością
– powiedział Kaczyński.
Prezes PiS zaznaczył następnie, że w przypadku części osób taki scenariusz nie wchodzi w grę.
– Ja chciałem powiedzieć, że dla pewnych ludzi, którzy odegrali tam bardzo dużą rolę w tym rozbiciu partii, przecież my wiemy kto, to w ogóle nie ma mowy. To od razu z góry mówię: nie ma mowy
– oświadczył.
Kaczyński kontynuował, że osoby odpowiedzialne – w jego ocenie – za rozbicie ugrupowania nie powinny pozostawać w polityce związanej z jego obozem.
– Ci, którzy w trudnej dla Polski sytuacji robią takie rzeczy, powinni wypaść z polityki, a przynajmniej z polityki obozu patriotycznego. Koniec tego. Koniec tego dobrego
– mówił prezes PiS.
Kaczyński mówi o „zdradzie”
Prezes Prawa i Sprawiedliwości odniósł się również do praktycznej kwestii układania przyszłych list wyborczych. Jak przekonywał, musiałby wówczas uzasadnić działaczom pozostającym w PiS, dlaczego mieliby oddawać miejsca osobom, które wcześniej opuściły partię.
– A jeżeli chodzi o całość, no to zadaję państwu takie pytanie: w jaki sposób? No ja jako szef partii mam przekonywać moje koleżanki i moich kolegów, żeby ustępowali dobrych miejsc tym, którzy zdradzili?
– pytał Kaczyński.
Prezes PiS wskazywał także na znaczenie lojalności i pracy wykonywanej na rzecz ugrupowania.
– Jakim sposobem ktoś, kto jest lojalny, ciężko pracuje, może być ustawiony na listach wyborczych niżej niż ktoś, kto po prostu w pewnym momencie przeszedł na inną stronę?
– pytał.
Kaczyński zastrzegł przy tym, że nie mówi o bezpośrednim przejściu byłych polityków PiS do obozu Donalda Tuska.
– Nie w sensie takim, że oni wprost są w tej chwili w obozie Tuska, no ale też już widać, że obóz Tuska zaczyna dzielić i mówić, że tamci są propaństwowi, a my jesteśmy antypaństwowi – powiedział prezes Prawa i Sprawiedliwości.