Wsparcie dla mediów Strefy Wolnego Słowa jest niezmiernie ważne! Razem ratujmy niezależne media! Wspieram TERAZ »

Grodzki albo igraszki z prawem. Gadowski o podwójnych standardach Platformy

Medycy zawsze musieli się konfrontować z oskarżeniami o łapówkarstwo. Obiegowe opinie nie były dla nich życzliwe. Po okresie pandemii do tych oskarżeń dołączyły też opinie o sprzedawaniu się wielkim koncernom farmaceutycznym. Jednak od czasów, gdy marszałkiem Senatu został niejaki Tomasz Grodzki, wszelkie medyczne stereotypy ujrzały swoje pełne ucieleśnienie - pisze Witold Gadowski w "Gazecie Polskiej".

Afera kopertowa. Prof. Tomasz Grodzki w końcu udowodni niewinność?
fot. Zbyszek Kaczmarek - Gazeta Polska

Wielokrotnie pisałem już o zdumiewającej pustocie i pysze, które towarzyszą Tomaszowi Grodzkiemu. W czasie gdy był marszałkiem Senatu, jego „orędzia” wygłaszane w TVP mogłyby stanowić szkoleniowy materiał na temat tego, jak miłość własna potrafi zawładnąć treścią i logiką każdej wypowiedzi. Grodzki był przekonany, że najbardziej banalne konstatacje, jakie wypowiadał, stanowiły dla świata objawienie, które bez niego nigdy by nie zostało uniwersum zakomunikowane. Jednak to nie pusta pycha była największą przywarą marszałka Grodzkiego. Od samej inauguracji pełnienia przez niego publicznej funkcji ciągnęły się za nim oskarżenia o korupcję w jego poprzednim miejscu pracy, czyli w Specjalistycznym Szpitalu im. prof. Alfreda Sokołowskiego w Szczecinie. Grodzki zbywał te informacje pogardliwym wzruszeniem ramion, mówiąc, że są to jedynie ataki polityczne ze strony sił, które jawnie zazdroszczą mu pozycji politycznej i obawiają się jego wypowiedzi. Tak upłynęła mu cała kadencja w Senacie, gdy – z ramienia Platformy Obywatelskiej – pełnił swoją eksponowaną funkcję. PO nigdy zresztą wyraźnie nie odniosła się wtedy do coraz mocniej udokumentowanych oskarżeń o lekarską korupcję Grodzkiego, które pojawiały się w mediach. Uznano wówczas, że sprawę da się zamilczeć, a macierzysta partia do upadłego będzie broniła parlamentarnego immunitetu swojego marszałka. Pewien przełom dało się dopiero zauważyć po ostatnich wyborach z 15 października 2023 roku, gdyż nagle nieprzemakalnego marszałka Grodzkiego zastąpiła także nietryskająca przecież intelektem Małgorzata Kidawa-Błońska. Miała ona jednak tę dużą zaletę, że wobec niej nie toczyło się żadne spektakularne postępowanie prokuratorskie.

Grodzki jest jednak jaskrawym przykładem stosowania podwójnych standardów przez PO. O ile bowiem wobec posłów Macieja Wąsika i Mariusza Kamińskiego marszałek Sejmu Szymon Hołownia zastosował ekspresową (i jak się okazało bezprawną) procedurę pozbawiania ich poselskich mandatów, to jednak wobec Tomasza Grodzkiego partyjna taktyka okazała się zupełnie inna: marszałek Senatu Kidawa-Błońska do dziś nie wszczęła nawet procedury pozbawienia – oskarżonego o prymitywne łapówkarstwo – Grodzkiego senatorskiej nietykalności. Przyjrzyjmy się zatem, czego dotyczą prokuratorskie zarzuty. Otóż Tomasz Grodzki jest publicznie oskarżony o to, że stworzył rozbudowany mechanizm korupcyjny, który umożliwiał omijanie kolejki oczekujących na specjalistyczny zabieg tym, którzy wpłacili pokaźne sumy na założoną przez niego fundację. Operacje nie odbywały się jednak w prywatnych gabinetach należących do fundacji – bo takowe nie istnieją, tylko w publicznym szpitalu, utrzymywanym dzięki kontraktom z Narodowym Funduszem Zdrowia. Same operacje także wykonywane były za publiczne pieniądze. Czy zatem mamy w tym wypadku do czynienia z ordynarną korupcją, czy też – jak opowiada Grodzki – stał się on ofiarą politycznej nagonki ze strony swoich przeciwników? Poprzestańmy jednak na faktach: prokuratura rejonowa w Szczecinie oskarżyła już trzydzieści osób w aferze Fundacji Pomocy Transplantologii. Proceder wyglądał tak, że osoby, które chciały, aby wykonano im operacje zmniejszające otyłość, jeśli wpłaciły na konto fundacji kwotę 10 tysięcy złotych, były operowane poza kolejnością.

Operacje jednak wykonywano w publicznym szpitalu i za publiczne pieniądze. Grodzki, jakkolwiek wyraźnie zamieszany w tę sprawę, do dziś nie został pozbawiony immunitetu, a jego casus nie wywołał tak ożywionej dyskusji jak sprawa posłów Wąsika i Kamińskiego. Sam prowadzący śledztwo w Szczecinie prokurator jest najwyraźniej mocno przestraszony, o czym świadczy karkołomny sposób formułowania przez niego publicznych informacji o śledztwie. „Tomasz Grodzki nie jest podejrzanym czy oskarżonym w sprawie procederu w szczecińskim szpitalu (…). Istniały jednak dowody w sprawie, pozwalające na ustalenie tego, że pan doktor przyjmował w gotówce wpłaty od pacjentów” – powiedział portalowi Interia prokurator Marcin Lorenc z prokuratury rejonowej w Szczecinie. Tak, czytają Państwo autentyczny zapis wypowiedzi osoby, która ukończyła studia prawnicze i jakąś specjalizację, jednak ma wyraźne kłopoty z logicznym kojarzeniem faktów. Te kłopoty biorą się chyba stąd, że nad panem prokuratorem wisi już oko lewackiego aktywisty, czasowo pełniącego funkcję ministra sprawiedliwości, pana Adama Bodnara.

Samo porównanie nagłośnienia i podjętych formalnie kroków pomiędzy sprawami posłów PiS i wstydliwą dla PO łapówkarską aferą ze Szczecina pokazują, jakie miary prawa obowiązują w dzisiejszej Polsce i jak sekciarsko PO usiłuje – mimo oczywistych okoliczności – bronić swoich. Co prawda nie delegują ich już na najbardziej eksponowane stanowiska, ale włos z głowy „naszym” nie powinien spaść.

 



Źródło: Gazeta Polska

 

prenumerata.swsmedia.pl

Telewizja Republika

sklep.gazetapolska.pl

Wspieraj Fundację Niezależne Media

Chcesz skomentować tekst? Udostępnij treść i skomentuj w mediach społecznościowych.
Witold Gadowski
Wczytuję ocenę...
Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo