Sprawa 23-letniego Ukraińca zatrzymanego na warszawskim Lotnisku Chopina ma zaskakujący finał. Mężczyzna, którego aktywność mogła mieć związek z testowaniem systemów lotniska na potrzeby obcych służb, opuścił areszt. Sąd uznał, że na obecnym etapie postępowania nie ma podstaw do dalszego stosowania wobec niego izolacyjnego środka zapobiegawczego.
Jak podaje portal Onet.pl, prokuratura nie zgodziła się z tym rozstrzygnięciem i wniosła zażalenie.
„Sąd wskazał, że na obecnym etapie postępowania nie ma podstaw do stosowania izolacyjnego środka zapobiegawczego”
- przekazała Onetowi prok. Katarzyna Podlodowska z Prokuratury Okręgowej w Warszawie.
Jak dodała, Prokuratura Rejonowa Warszawa-Ochota zaskarżyła postanowienie. Zażaleniem ma zająć się Sąd Okręgowy w Warszawie. Tyle że Illii S. nie ma już w Polsce.
Straż Graniczna wkroczyła po wyjściu z aresztu
Gdy bowiem 22 sierpnia Ukrainiec opuścił areszt śledczy, został zatrzymany przez funkcjonariuszy Straży Granicznej. Ocena SG była jednoznaczna: dalszy pobyt mężczyzny w Polsce stanowił zagrożenie dla bezpieczeństwa i porządku publicznego.
Jak przekazała Onetowi mjr Dagmara Bielec, rzecznik Nadwiślańskiego Oddziału Straży Granicznej, wobec 23-latka wydano decyzję zobowiązującą go do powrotu bez wyznaczania terminu dobrowolnego wyjazdu. Jednocześnie Ukrainiec otrzymał zakaz ponownego wjazdu na terytorium Polski oraz pozostałych państw strefy Schengen przez 10 lat.
Decyzji nadano rygor natychmiastowej wykonalności. Jeszcze tego samego dnia Illia S. został przewieziony na przejście graniczne w Dorohusku i przekazany ukraińskiej straży granicznej.
Zatrzymany ze sprzętem na Lotnisku Chopina
Początek sprawy sięga 26 grudnia 2025 r. Illia S. zwrócił na siebie uwagę podczas wielogodzinnego pobytu w jednym z lokali gastronomicznych na warszawskim Lotnisku Chopina. Jak informował rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie prok. Piotr Antoni Skiba, dzień później sąd zastosował wobec 23-letniego obywatela Ukrainy miesięczny tymczasowy areszt.
Podejrzenia służb ochrony portu wzbudziło zachowanie mężczyzny. Przy Ukraińcu znaleziono urządzenie służące do zagłuszania fal radiowych. Sprzęt miał działać również w pasmach częstotliwości zarezerwowanych dla łączności i nawigacji lotniczej. Mężczyzna został zatrzymany.
Prokuratura domagała się początkowo trzymiesięcznego aresztu. Sąd zdecydował jednak o zastosowaniu tego środka na miesiąc, uznając ten okres za wystarczający do powołania biegłego. Ekspert miał pomóc w ustaleniu zawartości zabezpieczonych nośników oraz dokładnego przeznaczenia urządzeń znalezionych przy 23-latku.
Jak informowała wówczas „Rzeczpospolita”, Illii S. przedstawiono zarzut usiłowania działań „zagrażających bezpieczeństwu ruchu lotniczego” — na podstawie art. 13 par. 1 Kodeksu karnego w związku z art. 212 ust. 1 pkt 4 Prawa lotniczego.
„Podejrzany złożył bardzo długie wyjaśnienia, ale nie odpowiadają one na najważniejsze pytania. Twierdzi, że urządzenia, które miał przy sobie, są legalne”
— mówił prok. Skiba.
Śledczy sprawdzali również, w jakich okolicznościach 23-latek znalazł się w Polsce oraz gdzie przebywał wcześniej. Z jego wyjaśnień wynikało, że podróżował m.in. do Dubaju, Kanady, Grecji i Włoch. Analizie poddano także nagrania z monitoringu z innych dni, aby ustalić, czy wcześniej pojawiał się na terenie lotniska.
Zabezpieczony przy Ukraińcu sprzęt został przekazany do Centralnego Biura Zwalczania Cyberprzestępczości Policji.
Pięć godzin do decyzji o zatrzymaniu
Pytania wzbudzał także sposób reakcji polskich służb. Portal podał, że do zatrzymania mężczyzny miało dojść przede wszystkim dzięki uporowi funkcjonariuszy pełniących służbę na lotnisku.
Według Onetu policyjni przełożeni początkowo mieli zalecać wypuszczenie Ukraińca. Informacje w jego sprawie miały trafić również do Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego i Służby Kontrwywiadu Wojskowego.
Formalna decyzja o zatrzymaniu miała zapaść dopiero około pięciu godzin po pierwszym kontakcie funkcjonariuszy z 23-latkiem. Sprawę przejął następnie Wydział do walki z Terrorem Kryminalnym i Zabójstw Komendy Stołecznej Policji.
Illia S. trafił do aresztu, którego stosowanie było następnie kilkukrotnie przedłużane. W czerwcu sąd zdecydował o pozostawieniu mężczyzny w areszcie do 23 sierpnia, natomiast okres prowadzenia postępowania został wydłużony do 26 października.
Prokuratura wskazywała wcześniej m.in. na konieczność przeprowadzenia obserwacji sądowo-psychiatrycznej, której rozpoczęcie opóźniały kwestie proceduralne.
W sierpniu sąd nie zgodził się już jednak na dalsze stosowanie aresztu.