Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polityka

Chemiczna bomba pod Warszawą. Polacy zapłacą miliony za jej rozbrojenie?

Kilka tysięcy beczek z toksycznymi, żrącymi substancjami stoi na nielegalnym składowisku w Wołominie, a stan pojemników określono jako krytyczny. Wojewoda mazowiecki wnioskuje o 20 mln zł z rezerwy ogólnej budżetu państwa, by jak najszybciej zabezpieczyć teren.

Na działce przy ulicy Łukasiewicza 11 w Wołominie od dłuższego czasu składowane są tysiące tzw. mauzerów oraz beczek z niebezpiecznymi substancjami chemicznymi. Problem ujawniła kontrola Wojewódzkiej Inspekcji Ochrony Środowiska.

Z pisma WIOŚ, które burmistrz Wołomina Elżbieta Radwan przekazała w mediach społecznościowych, wynika, że sytuacja systematycznie się pogarsza. Pojemniki są skorodowane, coraz częściej obserwuje się wycieki substancji, a pomiary wykazują obecność szkodliwych lotnych związków organicznych w powietrzu, uwalnianych z nieszczelnych zbiorników. Na terenie składowiska wyczuwalny jest silny chemiczny zapach.

Inspektorat zwrócił uwagę na jeszcze jeden niepokojący fakt - deklarowany przez producentów okres przydatności użytkowej kontenerów typu Mauser wynosi około pięciu lat, a rzeczywisty czas eksploatacji pojemników na wołomińskim składowisku może znacznie ten okres przekraczać. Na początku sierpnia WIOŚ ocenił, że stan pojemników jest krytyczny, a istnieje ryzyko ich rozszczelnienia i wycieku substancji.

20 milionów złotych z rezerwy budżetu państwa?

Gminy nie stać na samodzielną utylizację odpadów - koszt liczony jest w milionach złotych. Dlatego wojewoda mazowiecki Mariusz Frankowski, w porozumieniu z Ministrem Spraw Wewnętrznych i Administracji Marcinem Kierwińskim (obaj KO), zawnioskował o uruchomienie środków z rezerwy ogólnej budżetu państwa w wysokości 20 mln zł na zabezpieczenie składowiska. Jak przekazał zespół prasowy wojewody, sprawa jest obecnie w trakcie procedowania.

Zespół prasowy wojewody podkreślił, że decyzja o wskazaniu rządowego źródła finansowania ma na celu jak najszybsze wsparcie lokalnej społeczności, ponieważ - jak zaznaczono - dotychczas samorząd województwa nie zdecydował się na zastosowanie procedury interwencyjnej umożliwiającej usunięcie odpadów. Do czasu rozwiązania sprawy składowisko pozostaje pod stałym nadzorem Państwowej Straży Pożarnej oraz Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska.

Pół roku bez decyzji. Ile jeszcze?

Sprawa ma jednak drugą stronę. Urząd marszałkowski województwa mazowieckiego poinformował, że wniosek o skorzystanie z procedury interwencyjnej - umożliwiającej finansowanie z programu priorytetowego Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej - złożył już w lutym 2026 r. Jak podkreślono, po jego złożeniu przygotowano dokumentację przetargową i prowadzono robocze uzgodnienia ze stroną rządową dotyczące zakresu przedsięwzięcia, wysokości możliwych do wykorzystania środków oraz harmonogramu realizacji. Mimo to niemal pół roku po złożeniu wniosku wciąż nie zapadła decyzja ani o odmowie, ani o przyznaniu środków finansowych.

Problem toksycznego składowiska w Wołominie ciągnie się od lat i od początku był przedmiotem sporu między gminą, powiatem a województwem o to, kto powinien zająć się jego rozwiązaniem. W lutym 2024 roku marszałek województwa mazowieckiego cofnął, bez odszkodowania, decyzję starosty wołomińskiego, która udzielała firmie zezwolenia na zbieranie odpadów na działkach przy ul. Łukasiewicza 11.

Mimo cofnięcia zezwolenia problem toksycznych beczek pozostał nierozwiązany, a ich stan – jak wskazują najnowsze kontrole – systematycznie się pogarsza. Teraz o tempie dalszych działań zadecyduje procedowanie wniosku wojewody o środki z rezerwy budżetu państwa

Źródło: niezalezna.pl, PAP

NAJNOWSZE Polityka