W piątek w biurze Adama Borowskiego przy ul. Marszałkowskiej doszło do interwencji policji wobec jednego z mężczyzn, pana Piotra, uczestnika protestu przed Trybunałem Konstytucyjnym. Doszło do zatrzymania, które przybrało agresywny przebieg. Zatrzymany uczestnik miasteczka namiotowego stracił przytomność. Widoczna była również stłuczona szyba w drzwiach prowadzących do wnętrza budynku. Poszkodowany mężczyzna został zabrany przez zespół pogotowia ratunkowego. Na noszach leżał... skuty kajdankami, co zarejestrowały kamery TV Republika.
Policja wydała komunikat, w którym stwierdziła, że mężczyzna "zaatakował policjantkę" i miał przy sobie nóż. Na konferencji prasowej wystąpił szef MSWiA Marcin Kierwński, który zapowiedział zawiadomienia do prokuratury na Telewizję Republika.
Na antenie Republiki wyemitowano rozmowę z kobietą, która była świadkiem zajścia. Pan Piotr ustanowił pełnomocnika, lecz gdy ten przyjechał do szpitala... zatrzymanego wyprowadzono z lecznicy i wywieziono.
Świadek zdarzenia: To jest skandal
"Pełnomocnik został wprowadzony w błąd, tam się zjawił, jednak nie dostał do niego dopuszczony przez policję. Później został wyprowadzony ze szpitala ukradkiem i pełnomocnik dowiedział się o tym od personelu szpitala" - opisywała Dorota Pękalska. "To, co się tu dzieje, co policja wyprawia, to jest skandal" - wskazała kobieta.
Pełnomocnik został wprowadzony w błąd. Wysyła pytania do rzecznika policji, do Rzecznika Praw Obywatelskich. Poturbowany człowiek, duszony, bity, nieprzytomny zabrany przez karetkę, jest teraz wożony z miejsca na miejsce, a pełnomocnik nie jest informowany o niczym.
– dodała.
Świadek zdarzenia stanowczo zaprzecza narracji rządowych mediów, przekazujących informację o "nożowniku".
- To jest nieprawda, że on jest jakimś nożownikiem. On jest żołnierzem! Przesympatyczny człowiek, mąż i ojciec. Te kalumnie, które są o nim opowiadane to nieprawda. Wracał spokojnie, chciał do łazienki, napić się kawy. Usłyszałam ogromny rumor, krzyk, zobaczyłam jak w wejściu leży pan Piotr, przyciśnięty kolanami przez policjantów. Ta policjantka, która siedziała na nim, próbowała kajdanki założyć, wykręcała mu ręce. To był koszmar na to patrzeć - powiedziała w rozmowie z TV Republika.
Obecnie trwa próba wyjaśnienia, czy pan Piotr jest w komendzie przy Wilczej. Na interwencję poselską stawił się tam Jarosław Kaczyński.