„Więź” i pochwała agresji
Kilkudziesięciu demonstrantów z wrzaskiem wtargnęło na teren kurii, zablokowało wejście, łomotało do drzwi.
Kilkudziesięciu demonstrantów z wrzaskiem wtargnęło na teren kurii, zablokowało wejście, łomotało do drzwi.
Społeczna odpowiedzialność przedsiębiorstw, preferowanie przez konsumentów krajowych produktów oraz rodzima własność w gospodarce – to trzy główne wymiary patriotyzmu gospodarczego, które wymienia prof. Eryk Łon w swojej najnowszej książce. Przynajmniej z dwoma z nich mamy problem.
W piosence Kazika Staszewskiego „Mars napada” jest mowa o tym, że „Wrocław od zawsze poddaje się ostatni”. Nie wiem, jak 10 kwietnia zachowali się wrocławianie w stolicy na uroczystościach 8. rocznicy katastrofy smoleńskiej, ale wiem, że Tarnów się poddał.
Wczorajsze popisy Wojciecha Czuchnowskiego podczas konferencji podkomisji smoleńskiej pokazują, że ten niegdyś dziennikarz prawicowych tytułów („Życie”, „Czas Krakowski”) przeszedł na ciemną stronę mocy i sufluje przekaz narzucony przez resortowe dzieci – spadkobierców Komunistycznej Partii Polski. To właśnie członkowie KPP uznawali za wolną Polskę Związek Sowiecki, to oni 17 września 1939 r. cieszyli się z wyzwalania przez armię sowiecką Kresów. Czuchnowski, nie mając żadnych argumentów, atakuje Antoniego Macierewicza, ponieważ wie, że Macierewicz wraz z podkomisją smoleńską doszli do prawdy.
Chciałbym zaapelować do naszego rządu, aby nie poddawał walkowerem ustawy degradacyjnej. Wprawdzie z zapowiedzi liderów PiS u wynika, że sprawę prac nad kolejnym projektem ustawy przekazano w ręce prezydenta, jednak moim zdaniem nie tędy droga. Utrzymywanie sytuacji, w której tytułami generalskimi wojska polskiego świecą, nawet na nagrobkach, takie kanalie jak Wojciech Jaruzelski i Czesław Kiszczak czy żywi i umarli członkowie przestępczej organizacji o charakterze zbrojnym nazywającej się Wojskową Radą Ocalenia Narodowego, jest doprawdy ponurym chichotem historii.
Niedobrze – takim komentarzem użytkownicy „prawego” Twittera opatrują te wiadomości, które uważają za szczególnie radosne. Tak więc to „niedobrze”, że program 500+ pomaga polskim rodzinom. To „niedobrze”, że zatrzymano kolejnych aferzystów. Wreszcie „niedobrze” jest, że czytelnictwo „Gazety Wyborczej” leci na łeb, na szyję. Ale i na świecie dzieje się „niedobrze”. Oto bowiem rosyjski rubel pikuje, a na giełdzie w Rosji wybuchła panika.
Gdy rosyjskie służby dokonały zamachu na polski samolot nad Smoleńskiem, natychmiast na rozkaz z Berlina i Moskwy uruchomiono agenturę medialną i internetowych trolli, a za nimi podążyły tysiące lewicowych gownojedow, czyli odbiorców dezinformacji sformatowanej na ich potrzeby umysłowe, emocjonalne i psychiatryczne przez specjalistów z Łubianki od zarządzania refleksyjnego.
Już ósmy raz przeżywamy rocznicę smoleńskiej tragedii. Oprócz wspomnienia tych, którzy przedwcześnie odeszli, warto zapytać o drogę, jaką wspólnie przeszliśmy od tamtego kwietniowego poranka. Szok wywołany hekatombą polskiej elity narodowej, zwielokrotniony późniejszą całkowitą abdykacją rządu mającego za nic polską rację stanu, zawiązał w całym kraju wspólnotę obywateli.
Gdy osiem lat temu dotarła do nas, czekających w Katyniu na prezydenta Lecha Kaczyńskiego i towarzyszącą mu delegację, informacja o katastrofie samolotu, wiedzieliśmy, że doszło do tragedii, która zmieni Polskę. Po mszy św. za ofiary katastrofy i pomordowanych oficerów ludzie spontanicznie ułożyli ze zniczy krzyż, a po jego bokach kartony z napisem „Katyń II”.
Po raz 96. spotkamy się, żeby przypomnieć światu o wielkiej tragedii, jaka spotkała Polaków 10 kwietnia 2010 r. w Smoleńsku. Spotkamy się tak, jak spotykaliśmy się przez osiem lat co miesiąc w Polsce, wielu miastach Europy, Stanów Zjednoczonych czy Kanady. Co takiego się stało, że przez tyle czasu przeżywamy te tragiczne chwile, a nasza żałoba trwa tak długo?
Jej legendę próbowano zniszczyć za życia i po śmierci, a jej zasługi przypisać komuś innemu. W rocznicę tragedii smoleńskiej wspominam Anię Walentynowicz, którą usiłowano wymazać z pamięci jeszcze za jej życia.
Ameryka to kraj, w którym wszystko dzieje się naprawdę. Przypomniałam sobie to powiedzenie po ogłoszeniu przez USA sankcji na ludzi i firmy związanych z Władimirem Putinem. Restrykcje są realizacją uchwalonej rok temu ustawy o przeciwdziałaniu przeciwnikom Ameryki (CAATSA).
Zapisy PRL-owskich służb znajdujące się w Instytucie Pamięci Narodowej powinny być powszechnie dostępne w internecie. Dzięki temu każdy mógłby sprawdzić, kto był zarejestrowany jako tajny współpracownik/kontakt operacyjny, a kto odmówił SB lub wojskowym służbom.
To było 9 kwietnia 2011 r. Przed ambasadą Federacji Rosyjskiej zebrał się tłum ludzi domagających się trzech rzeczy – wyjaśnienia przyczyn katastrofy smoleńskiej, zwrotu wraku rządowego tupolewa i czarnych skrzynek. Kilka tysięcy ludzi dzień przed pierwszą rocznicą wyrażało sprzeciw wobec kłamstw i pogardy lejącej się z mediów, wobec bierności władz oraz bezsilności państwa. Dziś ci, których wtedy za rękę przyprowadzili rodzice, są już często pełnoletni.
„A kiedy przyślą tutaj wygrzebywać popioły po zielonych cmentarzach, może także i mnie wezmą i zaniosą do mojej ziemi... O takim teraz marzę powrocie!” – pisał Juliusz Słowacki. II RP spełniła jego marzenie, ze sprowadzenia prochów poety czyniąc narodowe święto. 10 kwietnia po raz pierwszy czeka nas też radość – na pl. Piłsudskiego, blisko Grobu Nieznanego Żołnierza, odsłonięty zostanie pomnik smoleński.
Dyrektor IMiGW w czasach Platformy Obywatelskiej zapracował na 96 zarzutów. W większości korupcyjnych, ale nie tylko. Jak donosi „Rzeczpospolita”, Mieczysław O. miał zatrudnić w oddziałach Instytutu dwóch swoich kochanków, ci zaś mieli odwdzięczać się dyrektorowi świadczeniem usług seksualnych.
W Warszawie staną w końcu upamiętnienia ofiar tragedii smoleńskiej i śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Po ośmiu latach walki, dopominania się o nie, apeli i ogromnej mobilizacji społecznej.
Prawie miesiąc temu pierwszy nazwałem Michała Bilewicza żydowskim rasistą i od tej pory zauważyłem liczne grono naśladowców. Bardzo się z tego powodu cieszę, ponieważ w mojej ocenie działań najnowszej gwiazdy lewackiej propagandy nie ma cienia prowokacji, jest wyłącznie precyzyjne podsumowanie. Żydzi, w tym ideolodzy marksizmu, wpajali przez wieki „nie-Żydom”, że wszelkie ułomności i przypadłości dotyczą przedstawicieli narodów „poślednich”.