Marsz Niepodległości Platformy
Łaska pańska na pstrym koniu jeździ. Szczególnie tak ważnego pana jak Rafał Trzaskowski. Jeszcze niedawno narodowcy to fajni chłopcy byli.
Łaska pańska na pstrym koniu jeździ. Szczególnie tak ważnego pana jak Rafał Trzaskowski. Jeszcze niedawno narodowcy to fajni chłopcy byli.
W sobotę w całej Polsce odbywały się marsze spowodowane śmiercią 30-letniej kobiety, która zmarła wskutek sepsy. W Warszawie wśród demonstrantów pojawili się też politycy, którzy postanowili wykorzystać sytuację. W medialny amok wpadają celebryci, obwiniający o tę śmierć rządzących. W tym wszystkim umyka istota sprawy.
To już naprawdę koniec politycznej kariery Angeli Merkel. Większość zachodnich polityków i mediów, a także papież, żegna ją ciepło. Niezrozumiały jest ten ciepły ton. Europa została w dużej mierze za sprawą jej polityki narażona na szantaż gazowy Putina. A może być jeszcze gorzej.
Podział powstały w 2010 r. był niezbędny. Z tą władzą, elitami, mediami dłużej żyć się nie dało. Zdrada musiała być nazwana zdradą, a elity bez kręgosłupa brutalnie zdegradowane. Atak hybrydowy na granicy pokazał, że nie ma sytuacji, w których te siły opowiedziałyby się za Polską. I to nie głupota, ale nasycenie ich ludźmi czerpiącymi korzyści ze służenia obcym o tym decyduje.
Protesty zorganizowane przez PO wykorzystującą śmierć 30-letniej kobiety w Pszczynie nie spełniły oczekiwań. Politycy PO mówią otwarcie, że chodzi im o obalenie rządu; TVN i inne media POstkomuny ściągają ludzi na protesty, ale z marnym skutkiem. Codzienna porcja nienawiści, jaką nam fundują po śmierci śp. pani Izabeli, wsparta została prostacką manipulacją próbującą obarczyć PiS odpowiedzialnością za tę śmierć.
Donald Tusk postanowił wyjaśnić kulisy operacji „Für Deutschland”. Zrobił to oczywiście na Twitterze, gdzie – odwołując się do klasyki stalinowskiej propagandy, Hansa Klossa – ujawnił Gruppenführera Wolfa kierującego tą operacją.
Walka o bezpieczeństwo Polski toczy się nie tylko na naszej wschodniej granicy, lecz także – jak zauważył premier Jarosław Kaczyński w wywiadzie dla „Gazety Polskiej” – w Warszawie. I paradoksalnie to właśnie to oblicze tej hybrydowej wojny jest znacznie bardziej agresywne.
Pojawienie się w Warszawie ronda Romana Dmowskiego nie powinno dziwić w kontekście historycznym, jednak był to fakt trochę zaskakujący. Przez większość czasu po 1989 roku w stolicy rząd dusz i władzę w Ratuszu sprawowały środowiska ukształtowane przez „Gazetę Wyborczą”, a dla tej Dmowski był symbolem zła, co gorsza – zła odradzającego się.
Rok po orzeczeniu Trybunału Konstytucyjnego z perspektywy obrony życia jest rokiem nie tylko straconym, ale wręcz cofającym nas o kilka kroków. Sukces uśpił obrońców życia, a Zjednoczona Prawica nie dotrzymała złożonych obietnic.
Dawniej znane było pojęcie „emigracja wewnętrzna”, odmowa współpracy z komunistycznym reżimem i skupienie się na własnej pracy, próba odizolowania się z zewnętrznych opresyjnych okoliczności. Taktyka ta przypomniała mi się dlatego, że mimo obalenia ustroju komunistycznego można odnieść wrażenie, iż mamy jakąś „okupację wewnętrzną”. Wrogie Polsce siły okupują nasz system sądownictwa, produkcję filmową wytwarzającą za państwowe pieniądze antypolskie dzieła, okupują uniwersytety, by wytwarzać w nich antypolskie elity hołdujące ideom groźnym wręcz dla podstaw naszej państwowości.
Zasługą Tuska jest upowszechnienie obrazu opozycji jako notorycznych zdrajców polskich interesów.
Za nami rekonstrukcja rządu. W ramach przetasowań, na fotelu ministra rolnictwa Grzegorza Pudę zamienił Henryk Kowalczyk. Dodatkowo jego pozycja została podniesiona do rangi wicepremiera.
Niektóre media zachłysnęły się wiadomością, jakoby amerykański Kongres dyskutować miał o zagrożeniach demokracji w Polsce i na Węgrzech. Co więcej, konkluzja tej dyskusji miała być taka, że może warto zastanowić się nad sankcjami wobec Polski, w tym wycofania z naszego kraju wojsk amerykańskich, a nawet – wyrzucenia naszego kraju z NATO. Oczywiście prawda jest dużo mniej spektakularna.
Ten tydzień spędzam na Półwyspie Arabskim, gdzie jestem z oficjalną delegacją Parlamentu Europejskiego, która odwiedza Bahrajn i Kuwejt. W przypadku Bahrajnu rozmawialiśmy z przewodniczącą izby niższej tamtejszego parlamentu czyli Rady Reprezentantów oraz przewodniczącym Szury – odpowiednik naszego Senatu. Rozmawialiśmy także na szczeblu rządowym. W przypadku Kuwejtu było to spotkanie na jeszcze wyższym szczeblu – bo z premierem, który jest jednocześnie ministrem obrony, a ponadto również z ministrem spraw zagranicznych, a także szefem tamtejszego parlamentu.
Tak pod koniec XIX w. nazywano angielsko-rosyjską rywalizację na terenie Afganistanu, mistrzowsko opisaną przez Rudyarda Kiplinga w powieści „Kim” zakazanej w PRL jako „imperialistyczna”. Co miał Afganistan gdzieś na krańcach świata do imperialnego statusu Wielkiej Brytanii i Rosji? Kiedyś także na Zachodzie istnieli specjaliści od globalnej strategii, co za prezydentury Ronalda Reagana zaowocowało rozbiciem imperium zła. Dziś mało kto ze światowych polityków rozumie, że wielka gra bynajmniej się nie skończyła, a jej przejawy widzimy nie tylko w Afganistanie, lecz także na wielu innych polach, m.in. na polsko-białoruskiej granicy.
Na ostatnim spotkaniu szefów państw i rządów w Brukseli UE odmówiła sfinansowania muru na granicy Polski z Białorusią, a przewodnicząca KE Ursula von der Leyen stwierdziła kategorycznie, że „UE nie da pieniędzy na mury i drut kolczasty”.
Z wolna kończy się kolorowa jesień. Za sobą mamy wiele cudownych dni. Podziwiając i kontemplując urodę jesiennej przyrody, paletę jej barw i światłocieni, przypomniałem sobie kolegę z wojska, który na piękno kobiet reagował westchnieniem: „Jakżeż wspaniały musi być Stwórca, skoro jego stworzenia są takie piękne!”.
W Kongresie Stanów Zjednoczonych kilku radykalnych polityków z Partii Demokratycznej przy pomocy fundacji opłacanej przez Niemcy zaczęło postulować z racji rzekomej „erozji demokracji w Polsce i na Węgrzech” nałożenie sankcji w postaci wycofania wojsk amerykańskich z obu krajów, nazywając to eufemistycznie dyslokacją.