Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Jakub Maciejewski
22.01.2026 13:00

Znika podział na mężów i żony

Ministerstwo Cyfryzacji z dumą oświadczyło, że wprowadza nowy wzór dokumentów, aby zamiast męża i żony w Polsce zapisywało się w aktach stanu cywilnego określenie „pierwszy małżonek” i „drugi małżonek”. Jest to bezwzględnie głupie, ale Lewicy to nie przeszkadza. Ba, ona jest z tych propozycji dumna.

Resort Krzysztofa Gawkowskiego tłumaczy, że jedynie realizuje wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, który nakazuje wszystkim państwom prawne uznawanie związków homoseksualnych, a zatem polskie określenia „mąż” i „żona” są nie do pogodzenia z nowymi realiami. Pomysł ten sprawi, że pary homoseksualne będą mogły zawierać „małżeństwa” np. w Holandii, a potem przyjeżdżać do Polski, domagając się uwzględnienia „ślubu” w polskich dokumentach. „To prawo obywateli do równego traktowania, niezależnie od orientacji seksualnej. To kwestia godności, ale także stabilności życiowej rodzin, które już istnieją” – przekonuje Krzysztof Gawkowski. O ile dwóch mężczyzn będzie mogło posługiwać się mianami „małżonek jeden” lub „małżonek dwa”, o tyle pary damsko-męskie stracą tu swoje odwieczne nazewnictwo. 

Precz z kobietami!

W imię więc socjalistycznego zrównywania nie gej stanie się żoną, ale żona „małżonkiem jeden” lub „małżonkiem dwa”. Doprawdy jednak coś tutaj kobiety tracą, bo określenie „żona” nie jest wymysłem urzędnika, który sobie dostosowuje dokumenty do wyroków dalekiego sądu, ale wyrazem zawierającym wiele cech i znaczeń. Prasłowiańskie „zena”, praindoeuropejskie „gena” oznaczało kobietę, a potrafiło wyewoluować w królową (gena -> queen). Była więc to osoba o innej roli społecznej niż mężczyzna, osoba traktowana ze szczególnym szacunkiem. Znawca starodawnej polskiej kultury mylił się nieco, zakładając, że słowo „żona” pochodzi od wcześniejszych wyrazów oznaczających „gnanie” albo „porwanie”, ale widział już, że w Polsce niewiasty miały szczególny szacunek: „Stąd powstał u pierwszych Lechitów wyraz »żona«, oznaczający niewiastę porwaną, pochwyconą, przygnaną w małżeństwo, jak to było obyczajem narodowym u starożytnych Słowian. Stanowisko kobiety i żony w dawnej Polsce było takie samo jak u ludów zachodniej Europy, a o całe niebo różniące się w pojęciach od obyczaju Słowian wschodnich i południowych” – czytamy w „Encyklopedii staropolskiej”. 

„Kobieta”, „niewiasta”, „białogłowa” czy „żona” są więc określeniami, które – jak to na niemal wszystkie słowa w językach świata przystało – niosą za sobą głębsze znaczenia, historie i konteksty kulturowe. Teraz zaś nie żona będzie w małżeństwie, ale bezpłciowy „małżonek”. Czy będzie to „małżonek 1” czy „małżonek 2” – nie mam pewności, ale już sam fakt, że na akcie zawarcia małżeństwa nie będzie już określenia „kobieta”, ingeruje w treść i znaczenie ślubnych związków. 

Efekty uboczne nowomowy

Pasja do zmiany nazewnictwa, które ma być nośnikiem patriarchalnych czy klasowych treści, od zawsze spędzała lewicy sen z powiek. Przyglądając się sowieckim zmianom nazw, George Orwell osobny wątek poświęcił temu w słynnej powieści „1984”, nazywając specyficznie komunistyczne zjawisko „nowomową”. Lenin miał obsesję na punkcie skrótów, przy czym do dziś na Wschodzie mówi się „minobron” zamiast „minister obrony” czy „bomż” zamiast „bezdomny” (to skrót od słów: bez stałego miejsca zamieszkania), choć przecież człowiek bez domu nie jest tym samym co człowiek bez miejsca zameldowania, prawda? Zatem na rzecz osób homoseksualnych pozbawia się kobiet statusu kobiet i żon, bo gej w małżeństwie nie może być kobietą – tak wynika z logiki rozporządzenia ministra cyfryzacji. Nie musi to być ostatni etap rozwoju polskiej nowomowy, wiemy wszak, że język „inkluzji” nadaje mężczyznom możliwości bycia kobietami, a kobietom mężczyznami, więc określenie „małżonek 1” czy „małżonek 2” też nie musi być ostateczne. Dodatkowo wyrazy „mąż” i „żona” nie wymagają numeracji – kto teraz będzie chciał być „małżonkiem 2”? Jeśli to nie ma znaczenia – to i obecny akt małżeński nie powinien być przedmiotem zmiany, a jeśli znaczenie ma, to kto będzie ustalał kolejność małżonków?

Czy teraz mężczyzna będzie „małżonkiem 1”, czy kobieta, a może będzie to uznaniowe – wedle woli nowożeńców? Nie uznawajmy tego za błahostki, skoro już w Lublinie dwie kobiety, które wzięły „ślub” w Portugalii, a odmówiono im transkrypcji dokumentów na polskie realia (mąż i żona? żona i żona?), sprawę skierowały do sądu, gdzie przewodniczący składu nazwał cały incydent „ważkim charakterem problematyki prawnej”. Pójdą więc za tym kolejne prawne analizy, artykuły naukowe w naukach prawnych, w administracji, psychologii, rozkwitną debaty kulturoznawstwa i wszelkich genderowych nurtów, a nowemu kierunkowi na Uniwersytecie Warszawskim – płeć i seksualność – wpadnie nowa tematyka do badań „naukowych”.

Uwiąd lewicy

Ten etap rozwoju myśli lewicowej przypomina jednak bardziej kryzys debaty ideologicznej niż jej sukcesy. Gdy Lenin i Plechanow toczyli na łamach rewolucyjnej prasy spory, czy rosyjskie społeczeństwo ma dość sił w klasie robotniczej, by zaprowadzić w kraju socjalizm, rozwiązaniem okazała się nie dojrzałość „mas pracujących”, ale karabiny łotewskich najemników opłacanych z niemieckich funduszy, a nie słuszność doktryny. Wszelcy ideolodzy lewicowi rozwiązują więc problemy nieistniejące, a ich sukcesy są tylko zarzewiem kolejnych kryzysów, z którymi na nowo trzeba walczyć i się z nimi zmagać.

W początkach sowieckich rzeczywistości, zwłaszcza po 1919 r., w Rosji zaprowadzono szereg swobód homoseksualnych i feministycznych, choć rozmaite liderki w stylu Nadieżdy Krupskiej czy Aleksandry Kołłontaj kłóciły się zawzięcie, jakie komitety i urzędy mają kolektywnie wychowywać dzieci bez przestarzałego wpływu rodziców. Powstały wówczas specjalny urząd ds. kobiet (żenotdiel) był miejscem tworzenia psychopatycznych wizji miejsca każdej z płci w komunistycznym społeczeństwie, tyle że władza bolszewicka szybko doszła do prostego wniosku: bardzo lewicowy ten system, zgodny z marksistowskimi założeniami, tyle że nie działa – i komuniści szybko przywrócili konserwatywną wizję rodziny.

W polskich warunkach ta kompromitacja ma jeszcze jeden wymiar. Lewicowa część koalicji 13 grudnia niewiele może wskórać przy liberalnym mainstreamie. Tusk nie martwi się o poziom pensji minimalnej, o świadczenia socjalne, w sprawach mieszkalnictwa nikt nawet nie udaje, że chce zrobić coś konstruktywnego. Przerażającym symbolem tej lewicowej troski o ubogich jest zamarznięcie ubogiego małżeństwa we własnym domu na warszawskim Ursusie, bo nie stać ich było na ogrzewanie. Nie pomagają też rosnące wśród młodych bezrobocie, trudności ze znalezieniem pracy, przejadanie unijnych środków na jachty dla przedsiębiorców. Lewica pozostaje tu bezradna, ale też i mało zdeterminowana, by faktycznie pomagać potrzebującym. Zabawa w zmianę dokumentów zaś niewiele kosztuje i nie wywołuje sprzeciwu w liberalnym mainstreamie – pobawić się słówkami, przeformułować rubryczki w dokumentach, ogłosić to jako zgodność z unijnym prawem. Cała ta zmiana to słabość polskiej lewicy, która jedyne, co potrafi, to papką ideologii szpachlować rzeczywiste problemy. Gawkowski pęka z dumy.
 

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane