Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Jacek Liziniewicz
14.10.2026 10:01

Złudzenia Kołodziejczaka

Sprawa Michała Kołodziejczaka ma kilka warstw. Żadna z nich nie jest zabawna, choć główny zainteresowany, zatrudniając Krzysztofa Rutkowskiego, liczy zapewne na rozmycie całej historii. Pierwsza kwestia dotyczy samego Kołodziejczaka.

Polityk, który w swoim środowisku ma ksywę „Konus”, nie posiada podstawowych predyspozycji intelektualnych, by zasiadać w parlamencie i pracować w administracji publicznej. Jedyne, co ma, to bezwzględny tupet, który pozwala mu sądzić, że bez wykształcenia i umiejętności płynnego czytania jest w stanie ograć cały świat. Wydawało mu się po wyborach, że jest Don Juanem, na którego lecą dwudziestokilkulatki. Gdyby miał minimum inteligencji, wiedziałby, że sprawa może mieć drugie dno. Nie dość, że babiarz, to jeszcze – według relacji poszkodowanych – okazał się ćpunem. Te dwie cechy sprawiają, że może być łatwym celem werbunku. Czy polskie służby mają nad tym choćby minimalną kontrolę? A może dilerzy mogą swobodnie hakować polityków? Trzecia warstwa to sam Donald Tusk. To on, jako teoretycznie doświadczony polityk, powinien eliminować patologię. Tymczasem ją przygarnął i nagradzał. Dlaczego? Czy za sterami państwa nie stoją dilerzy narkotyków, których nazwisk nie znamy?

AKTUALNE PETYCJE

NAJNOWSZE