Koszulka NIEMIECKO - RUSKA SZAJKA TUSKA Zamów już TERAZ!

Zielona komuna coraz bliżej

Unia Europejska przyjęła decyzję o zakazaniu rejestrowania samochodów spalinowych po 2035 r. Ktoś może oczywiście powiedzieć, że do roku 2035 jeszcze daleko, ale w procesach gospodarczych 12 lat to wcale nie taki długi okres. A przecież ten zakaz to tylko pierwszy krok w całym szeregu zmian, które chce wprowadzać UE w związku z zieloną transformacją. I większość tych zmian ma tak samo radykalny charakter jak sprawa samochodów.

Autorzy zielonych reform nawet nie ukrywają, że chcą uderzyć w europejski przemysł, europejskie rolnictwo, a nawet bezpośrednio w styl życia Europejczyków. Działania Brukseli każą sobie zadać dwa pytania. Pierwsze, czy europejscy Zieloni nie spychają nas znowu do PRL. A drugie, czy nie będziemy musieli przygotować się na ucieczkę z kolejnej RWPG. 

Europejski styl, amerykański styl

Europejski Zielony Ład idzie wyraźnie w stronę wprowadzania kolejnych zakazów i niszczenia kolejnych branż gospodarki. Zieloni reformatorzy Europy stawiają przede wszystkim na ograniczanie (a w ostateczności zakazy) w korzystaniu z indywidualnych samochodów, spożywaniu produktów zwierzęcych, podróżowaniu, konsumpcji dóbr codziennego użytku czy budowaniu domów. Unijni decydenci idą wyraźnie w kierunku administracyjnego ograniczenia w zaspokajaniu swoich potrzeb przez Europejczyków. Ma to zdaniem brukselskiej oligarchii zmniejszyć intensywność wpływu mieszkańców naszego kontynentu na całą planetę. Europejska zielona transformacja jest wyraźnie oparta na przymusie dotyczącym przede wszystkim zwykłego obywatela i zmierzającym do ograniczenia w zaspokajaniu naszych codziennych potrzeb.

Inaczej do sprawy podchodzi jednak Ameryka. Przyjęty niedawno przez Kongres IRA, czyli Inflation Reduction Act, zakłada szereg programów wsparcia dla zielonej produkcji w USA. Mocno upraszczając sprawę, Amerykanie chcą, aby produkcja bardziej ekologicznego przemysłu (jak produkcja elektrycznych samochodów) miała miejsce w Stanach i stymulowała krajowy wzrost gospodarczy. Władzom USA chodzi o to, żeby ograniczenie wpływu ich kraju na klimat odbywało się poprzez przestawianie produkcji i konsumpcji na tory mniej emisyjne, a nie na ich ograniczaniu. Co więcej, program Joego Bidena idzie w takim kierunku, żeby Amerykanie jeszcze zyskali na zielonej rewolucji w przemyśle. A więc Amerykanin ma nie tylko jeździć samochodem elektrycznym, ale i go produkować, a co ważniejsze – zarabiać na jego produkcji. Zaspokajanie potrzeb życiowych amerykańskiego obywatela nie ma być zatem ograniczone, ale tylko bardziej ekologiczne. A wręcz, dzięki przejęciu roli lidera zielonej rewolucji technologicznej, to życie ma być jeszcze lepsze.

Lenin i Roosevelt

Na opisanie różnic między europejskim a amerykańskim podejściem do kwestii ekologii najlepiej posłużyć się historyczną analogią. Chodzi o problem robotniczy z początku XX w. Przez dziesięciolecia był on ignorowany ze względu na zyski, jakie przynosił wyzysk robotników. Ale rosnący w siłę ruch robotniczy sprawiał, że dyskusja o losie ludzi pracy przedostała się do mainstrea­mu. Sam zaś ruch robotniczy podzielił się na dwa skrzydła, które chciały iść osobnymi drogami. Jedno skrzydło, komunistyczne, chciało robotniczej rewolucji, w wyniku której zlikwidowana miałaby zostać własność prywatna i demokracja, a zastąpić miała je gospodarka nakazowo-rozdzielcza i dyktatura proletariatu. Drugie skrzydło, socjaldemokratyczne, chciało metodami demokratycznymi wprowadzić ograniczenia w czasie intensywności pracy robotników, zabezpieczenia socjalne i zwiększenie roli związków zawodowych. Podobnie jest z problemem klimatycznym. Upraszczając, można powiedzieć, że Bruksela w jego wypadku prezentuje stanowisko „komunistyczne”, a Waszyngton „socjaldemokratyczne”.

Dzisiaj podobnie mamy do czynienia z problemem, którym trzeba się zająć. Kwestie nieekologicznego postępowania z naturą trzeba wreszcie przepracować. I tak jak w wypadku kwestii robotniczej, są dwa skrzydła ekologów. Jedno postuluje zielony komunizm, czyli przejście do gospodarki nakazowo-rozdzielczej, aby rozdzielać zasoby bardziej ekologicznie. Co ciekawe, to skrzydło przestało już nawet ukrywać, że w nowym komunizmie, podobnie jak starym, ludzie będą biedować. Po prostu dla tych ekologów, tak jak dla starych komunistów, przejęcie władzy nad zasobami gospodarczymi jest dużo ważniejsze niż dobro ludzi. I to skrzydło ekologów zdominowało europejski program zielonej transformacji. Ale obok brukselskich zielonych komunistów w Ameryce pojawili się zieloni socjaldemokraci. Oni również chcą poprawić stan ekologiczny naszej planety, ale chcą to zrobić tak, by nie ograniczać dobrobytu ludzi. Między dwoma brzegami Atlantyku znów mamy do czynienia z rozgrywką Lenin – Roosevelt.

Musimy podjąć decyzję

Co ciekawe, europejscy zieloni komuniści znaleźli sojuszników w komunistach z Chin i Rosji (bo kim innym jest Putin – dawnym oficerem KGB). Albowiem zielone plany Brukseli wcale nie wiążą się z ograniczeniem „brudnej produkcji”, lecz przeniesieniem jej właśnie do Rosji i Chin. W zielonej transformacji, tak jak w komunistycznej rewolucji, wcale nie chodzi o rozwiązanie problemu, o którym mówią rewolucjoniści, ale o koncentrację wszystkich zasobów w rękach tych rewolucjonistów. Brukselscy technokraci idą więc w kierunku tym samym co Putin i Xi, czyli zapewnienia sobie władzy przez zduszenie wszelkich demokratycznych ruchów (takich jak PiS i pokrewne partie w innych krajach). Na szczęście sojusz trzech komunistycznych stolic – Brukseli (a w zasadzie Berlina), Moskwy i Pekinu – spotkał przeciwnika w postaci Waszyngtonu. USA nie tylko pomagają Ukrainie walczyć z Rosją, lecz także budują swoją alternatywę dla zielonego komunizmu.

Podobnie jak we wcześniejszych starciach USA z komunizmem, także i teraz bardzo ważne jest działanie Polski. Tak jak rozbiliśmy blok radziecki, tak teraz musimy rozbić blok putinowski. Możemy robić to na dwa sposoby (nawet równolegle). Po pierwsze, możemy budować socjaldemokratyczny sojusz w Europie, w oparciu o kraje, dla których ekopomysły Brukseli oznaczają ruinę gospodarczą, który będzie przeciągał zieloną transformację (a przy okazji geopolitykę UE) w stronę amerykańską. Możemy też przystąpić ostatecznie do budowy Międzymorza, które nie tylko zablokuje jakąkolwiek współpracę na linii komuniści Wschodu – komuniści Zachodu, ale i odrzucając zieloną biedę, będzie stanowiło punkt odniesienia dla zachodnioeuropejskich przeciwników zielonego komunizmu. W obu tych działaniach możemy liczyć na ogromne wsparcie ze strony Ameryki, ale sami musimy też podjąć stosowne działania. Chyba że chcemy powrotu do PRL w każdym aspekcie.

Insekty Trzaskowskiego

„Gazeta Wyborcza” i „Newsweek” odetchnęły z wielką ulgą, kiedy wypalił się medialnie, a przynajmniej przycichł, temat ekologicznej agendy C40. Bo wbrew odżegnywaniu się przez Rafała Trzaskowskiego od prób pozbawienia nas samochodów, ubrań, mięsa i podróży, zielony komunizm rzeczywiście jest programem Platformy. Bo przecież PO określa się jako partia „głównego nurtu europejskiego”, a zielony komunizm to dzisiaj główny nurt europejski. I właśnie dlatego środowiska liberalno-lewicowe nie chcą mówić o prawdziwych celach zielonej transformacji. Ale Polacy mają prawo wiedzieć, co też szykują im panowie Trzaskowski z Timmermansem. Więcej, uzbrojeni w tę wiedzę mają prawo odrzucić zielono-komunistyczne propozycje, które już dzisiaj są wdrażane pod postacią zakazu rejestracji samochodów spalinowych i kolejnych ograniczeń. I zapewne tak będzie, wszak Polacy pokonali komunę już nieraz, jak w latach 1920, 1989, 2015 i 2019.

 



Źródło: Gazeta Polska Codziennie

prenumerata.swsmedia.pl

Telewizja Republika

sklep.gazetapolska.pl

Wspieraj Fundację Niezależne Media

Chcesz skomentować tekst? Udostępnij treść i skomentuj w mediach społecznościowych.
Bartosz Bartczak
Wczytuję ocenę...
Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo