Redakcja z uporem maniaka przekonuje, że miała rację. Tak samo twierdziła, że po wyborach prezydenckich, bez względu na ich wynik, czeka nas seria wstrząsających publikacji na temat życiorysu Nawrockiego. Gdy dziennikarze doczekali się procesu, o który sami prosili, dobrze wiedząc, że w trybie wyborczym nic nie zostanie dowiedzione, zaczynają płakać po kątach i kłamać. Urabianiem opinii publicznej jest wmawianie, że to prezydent chciał utajnienia procesu – tymczasem taki wniosek na samym początku złożyli obrońcy dziennikarzy, motywując to ochroną źródeł. Po ostatnich rozprawach pozostały takie sformułowania, jak: „nie wiem”, „nie pamiętam”, „tak mi się wydawało” oraz „nie weryfikowałem” Piotra Głuchowskiego – znanego bajkopisarza z „Wyborczej”. Onet musi liczyć na cud, by dowieść, że dołożył wszelkiej staranności, publikując paszkwile na Nawrockiego.
Zerowa wiarygodność Onetu
Miał być gwóźdź do trumny dla Karola Nawrockiego, a wyszła tanich lotów manipulacja i stek pomówień, opartych na niewiarygodnych stwierdzeniach – tak w skrócie wygląda to, co dzieje się podczas procesu, który wytoczył Onetowi prezydent.