Robert Biedroń bredził coś o powrocie „z tarczą”. Krzysztofa Bosaka z kolei zdaniem Andrzej Duda jak już pojechał do USA na te kilkanaście godzin, to powinien spotkać się z Polonią, a Trumpowi powiedzieć twarde „niet”. Rafałowi Trzaskowskiemu nie podoba się kwestia elektrowni atomowej, a Władysławowi Kosiniakowi-Kamyszowi ze spotkania prezydenta RP z najpotężniejszym człowiekiem na Ziemi nie podoba się nic. Mnie to akurat nie dziwi. Niby co mają mówić na finiszu kampanii wyborczej? Że nie dorastają Dudzie do pięt?
W każdym razie żaden z opozycyjnych kandydatów, nawet gdyby któryś jakimś cudem dochrapał się kiedyś eksponowanego w Polsce stanowiska, do Waszyngtonu zaproszony raczej nie będzie. Za to na telefon od Włodzimierza Putina wielu z pewnością zawsze może liczyć.