Cienki papier, stonowane barwy, niezmienny od lat znak rozpoznawczy, tradycyjny druk i układ stron. Wy go nabyliście, od zawsze bowiem czytacie tych samych autorów, odpowiada Wam ich przekaz, sposób podawania wiadomości i styl felietonów oraz opinii.
Polityku, wsłuchaj się w głos wyborcy
Najprawdopodobniej jesteście tradycjonalistami z ukształtowanym światopoglądem, wiecie, co jest dla Was dobre, a co złe, jednych żurnalistów lubicie bardziej, innych mniej, a pozostałych nie trawicie i nawet nie zaglądacie do rubryk z ich akapitami. Rzecz jest naturalna i zrozumiała, ponieważ sami decydujecie o wybieranych treściach i selekcjonujecie przekaz medialny. Być może mieszkacie na wsi i natychmiast po skonsumowaniu posiłku okraszonego lekturą wsiądziecie na ciągnik i będziecie orać zagon pod lasem, a być może jesteście emerytami i już wszystko możecie, ale niczego nie musicie. Nie mogę także wykluczyć, że siedzicie w szklanym wieżowcu i po zakończeniu narady ze współpracownikami macie czas na drugą kawę i rzut oka na szpalty. Tego nie wiem, ale dla mnie jest jasne, że moich Czytelników niewiele jest w stanie przekonać do zaakceptowania treści liberalnych w przekazie politycznym. Należy wciąż zabiegać o Wasze względy. Wy macie prawo postulować, żądać i grymasić, a obowiązkiem polityków jest uważne wysłuchanie Waszego głosu. Dzięki Waszej karcie wyborczej decydenci siedzą obecnie na swoich fotelach i nie możecie pozwolić im o tym zapomnieć. Władza wprowadza człowieka w stan błogości i rozleniwia, dlatego potrzebuje on wciąż nowych bodźców zewnętrznych i zagrożeń, aby się nie zdeprawował. Wyborca ma prawo być kapryśny i wymagający, a rządzących obowiązuje całkowity zakaz narzekania.
Konsylium – jak pozyskać nowe głosy
Zakaz narzekania – całkowity i absolutny – obowiązuje polityków ws. wyników ostatniej elekcji prezydenckiej. Trudno mnie nazwać człowiekiem głębokiej wiary, ale po ogłoszeniu werdyktu społeczeństwa odetchnąłem z ulgą i z wdzięcznością wzniosłem oczy ku niebu. Nie, Drodzy Państwo, nie jestem zadowolony z osiągniętego przez Andrzeja Dudę wyniku wyborczego, choć w liczbie oddanych głosów rzecz wygląda wręcz imponująco. Tak, to prawda, koronawirusowe perturbacje, z jakimi Polska musiała się zmagać w czasie kampanii i samej elekcji, miały zapewne wpływ na przedwyborczy przekaz mediów opozycyjnych i odebrały część poparcia urzędującemu prezydentowi, ale musimy się zastanowić, dlaczego akurat mu nie pomogły. Bez względu na opowieści o przeciwnościach, jakie musiał on pokonać, aby zwyciężyć, należy przyjąć wolę wyborców z pokorą oraz obawą o przyszłość i już teraz zebrać grono mądrych, spokojnych i wyważonych osób, które przeprowadzą solidną robotę badawczo-analityczną, a później odpowiedzą na pytanie: co zrobić, by uodpornić państwo na przybliżone rozchwiania w przyszłości i znów dać własnemu kandydatowi duży pałac we władanie? Z góry podpowiadam, że przewodniczącym owego konsylium nie może być głupawy polityk, znany głównie ze sprawnego mielenia językiem w świetle telewizyjnych kamer, bo z takim indywiduum ludzie mądrzy nie będą chcieli współpracować. Musi to być osoba, której horyzonty myślowe wybiegają daleko poza wyświechtany slogan o „kampanii rozpoczynającej się następnego dnia po wyborach”. To musi być ktoś, kto zrozumie, że utrzymanie dotychczasowego elektoratu jest nie mniej ważne od pozyskania kolejnych głosów, ale każde z powyższych zadań wymaga zróżnicowania sił i środków wyznaczonych do jego właściwej realizacji. Do osiągnięcia powyższych celów niezbędne jest narzucenie własnego przekazu medialnego w starannie wyselekcjonowanych grupach wiekowych, a do tego potrzebne są odpowiednie narzędzia.
Konsekwentna analiza sytuacji
Odpowiednie narzędzia ma opozycja i bardzo sprawnie nimi szermuje na każdym poziomie. Z przykrością muszę stwierdzić, że liberalna narracja w sposób hegemoniczny panuje w przekazie cyfrowym, poczynając od niewielkich portali, serwujących drobne ploteczki o gwiazdkach filmowych lub serialowych, a na telewizyjnych serwisach informacyjnych kończąc. Możemy się śmiać z dziwacznych imion, pseudonimów, zajęć, wyglądu i wypowiedzi osóbek zajmujących się inżynierią umysłów młodzieży, ale z pokorą pochylmy głowy nad ich skutecznością. Możemy kpić z niespójnego i nielogicznego słowotoku kreatorki mody, która postanowiła zabrać głos na jakiś temat polityczny, nie mając o nim najmniejszego pojęcia, ale uświadommy sobie, że słuchają jej setki tysięcy dorastających chłopców i dziewcząt, i to właśnie jej słowa padają na bardzo podatny grunt. Wszystko, co powie znana persona, jest dla nich aksjomatem, a z prostego matematycznego wyliczenia wynika, że w przyszłych wyborach parlamentarnych na pewno głosować będą osoby przybyłe na ten padół łez praktycznie w czasie, kiedy PiS sięgnęło po władzę po raz pierwszy (2005 r.). Czas biegnie nieubłaganie, wkrótce skończy się kanikuła, więc proponuję ostro wziąć się do roboty i wykonać stosowne analizy.
Wnioski i plan konkretnych działań
Wykonanie stosownych analiz musi być zwieńczone przedstawieniem wniosków z nich wynikających i podaniem stosownych recept. Tuszę, że nie odbędzie się to w tonie konferencji audiowizualnej, gdzie główną rolę odegra siwiejący, łysiejący, walczący heroicznie z nadwagą i dobiegający pięćdziesiątki „ekspert”, górnolotnie przemawiający na tle domowej biblioteki, gdyż wówczas to się nie uda. Opisany powyżej typek gryzmoli właśnie mozolnie ten elaborat, lecz od razu zastrzega, że ma w domu raptem kilkadziesiąt książek, albowiem na więcej nie pozwala metraż mieszkania. Ktoś taki młodzieży nie porwie. O czym ja miałbym niby im opowiedzieć? O tym, że muszą głosować na PiS, bo wtedy będą mieli dobrobyt, o jakim ja – dorastający w PRL wypłosz – mogłem tylko pomarzyć? Albo o tym, że chodziłem do szkoły pieszo, a ich wożą tam rodzice pięknymi samochodami? Nie, to nie chwyci! To jest nudne, oklepane, opowiedziane niezrozumiałym językiem i staroświeckie. Oni potrzebują przekazu wielobarwnego, cyfrowego, szybkiego i dalekiego od monotonii. Oni potrzebują zespołu ekstrawaganckich narratorów i narratorek, z fioletoworóżowymi włosami, gigantyczną liczbą kolczyków i tatuaży. Jeśli tego dziś potrzebują, to im to, Szanowni Decydenci, dajcie.
Dajcie im, czego chcą, przemycając w przekazie odpowiednie treści. Jeśli coś na początku pójdzie źle, wtedy wprowadźcie konieczne korekty, nie obrażając się na odbiorcę. Schowajcie głęboko butę, pychę i przekonanie o własnej nieomylności. Odbiorca może kaprysić i wymagać, a Wy macie mu służyć, gdyż rola polityka jest rolą służebną. Bierzcie się do roboty, ponieważ do tego zostaliście wynajęci i po raz ostatni przypominam, że macie zakaz narzekania.
Howgh!
Autor jest emerytowanym oficerem wojsk powietrznodesantowych. Samotnik. Nałogowy kawosz i czytacz politycznych newsów. Imię i nazwisko do wiadomości redakcji.