Gdy wokoło szaleje kryzys, gdy Watykan wysyła do Polski komisję, której celem jest zbadanie zaniedbań kardynała Stanisława Dziwisza, a na kolejnych biskupów nakładane są kary – warto sięgać po lektury, które uświadamiają, że kryzys jest zwyczajnym stanem Kościoła i że także pośród kryzysów można prowadzić święte życie. Taką lekturą, szczęśliwie wydaną właśnie teraz, jest znakomita biografia Akwinaty pióra o. Jean-Pierre’a Torella OP. „Wprowadzenie w św. Tomasza z Akwinu” jest próbą zbudowania spójnego obrazu Akwinaty z informacji rozsianych zarówno w jego dziełach, jak i w średniowiecznych hagiografiach. Nie jest to zadanie łatwe, bo sam Tomasz unikał eksponowania swojej osoby, jego styl pisania miał być całkowicie nieprzejrzysty egzystencjalnie, a przyciągać miała sama prawda. Z pewnych miejsc jednak daje się wyłowić garść informacji, które po analizie naukowej, zestawieniu z innymi źródłami pozwalają przedstawić obraz człowieka z jednej strony całkowicie oddanego pracy naukowej i kontemplacji, lecz z drugiej potrafiącego rozwiązywać skomplikowane problemy spadkowe własnej rodziny. Akwinata, co pokazuje Tornell, był wysoki, potężnie zbudowany (by nie powiedzieć wprost – otyły), jednocześnie ciepły dla współpracowników, ale potrafiący być także złośliwym i nieustępliwym dla tych, z którymi polemizował. Nieustannie inspiruje także niezwykła pracowitość Akwinaty, który oddawał się obowiązkom całymi dniami i nocami. Sama zaś książka jest świetnie napisana, dobrze udokumentowana i pozwalająca zrozumieć nie tylko Tomasza, lecz także świat, w którym żył. W tej pozycji nie znajdziemy obrazu duchowości Akwinaty, bowiem tej sprawie Tornell poświęcił inną znakomitą książkę („Święty Tomasz z Akwinu. Mistrz duchowy”), którą także nieodmiennie polecam. Oba wydawnictwa to także niesamowity oddech głębi w świecie, w którym najbardziej liczy się to, co dzisiejsze. Na wakacje w sam raz.
Wracać do źródeł
Święty Tomasz unikał eksponowania swojej osoby, jego styl pisania miał być całkowicie nieprzejrzysty egzystencjalnie, a przyciągać miała sama prawda.