Oznacza to, że wiatraki będą stawiane w miejscach, w których nikt nie będzie wnikał w to, jaki będzie skutek dla przyrody. Może więc taki wiatrak szatkować żurawie i bociany, zabijać nietoperze, a i tak nie będzie podstaw do tego, by go zatrzymać. Brak decyzji środowiskowej to również faktyczne wyłączenie z procesu inwestycyjnego udziału społeczeństwa. Brak takiego dokumentu to faktycznie brak konsultacji. To proszenie się o drastyczny wzrost korupcji wokół wiatraków i faktyczny powrót do standardów sprzed 15 lat, gdy w gminach przeważnie wiatr wiał na działkach wójta i radnych. Na razie jednak nikt nie protestuje. Oczywiście nie zająknęli się ani słowem aktywiści ekologiczni. Ci bowiem od dawna wyznają zasadę, że nietoperze są ważne, ale wiatraki jeszcze bardziej. Przestaje ich interesować śmierć bocianów i żurawi, gdy ich dobrzy znajomi mogą zarobić setki milionów. To kolejny dowód faryzeizmu tego środowiska, które przecież wielokrotnie rozpoczynało wojny w mniej absurdalnych sytuacjach.