W tym zestawieniu fundamentalna jest zwłaszcza pielgrzymka papieża, która obudziła polskie serca, a jej najbardziej trwałym efektem jest Solidarność, która zrodziła się rok później. To wokół niej gromadzili się wówczas ludzie chcący zmienić Polskę. Rozpoczęli długi marsz. Zaryzykowałbym stwierdzenie, że w jakimś sensie trwa on po dziś dzień.
Żmudny proces przemian ustrojowych
Rok 1989 i wybory kontraktowe były początkiem drogi. Dzisiaj z perspektywy historycznej o wiele ostrzej widzimy ówczesne wydarzenia, niż spoglądali na nie ludzie im współcześni. Panowały raczej powszechny entuzjazm i przekonanie, że wreszcie coś drgnęło, że uda się zbudować w Polsce system demokratyczny. Głosy krytyki, reprezentowane głównie przez ugrupowania opozycyjne wobec części Solidarności skupionej wokół Lecha Wałęsy, z trudem przedzierały się do Polaków ze swoim sprzeciwem dotyczącym paktowania z czerwonymi. Działali wówczas głównie poprzez manifestacje uliczne i kolportaż wciąż podziemnej prasy. Nie zdobyli wielu zwolenników swoich poglądów. Wydaje się, że ludzie po prostu chcieli jakichkolwiek zmian szarej i nędznej rzeczywistości.
Dzisiaj z perspektywy czasu o wiele więcej wiemy na temat ówczesnej sytuacji i rozgrywek w gronie rozdających wówczas karty. Stąd możemy wyostrzyć własną opinię na „sukces” 1989 r. Wówczas zrobiony został zaledwie krok, nie było przełomu. Rozpoczął się żmudny proces przemian ustrojowych, który w niektórych kwestiach trwa zresztą do dziś.
Nie byłoby roku 1989 bez trzeciej pielgrzymki papieża
Warto też pamiętać o nici, która łączy wydarzenia z 1979 i 1989 r. Jest nią przede wszystkim Jan Paweł II. W większości dyskusji, która przetoczyła się w ubiegłym tygodniu przez różne sympozja, konferencje naukowe i publikatory, zabrakło mi podkreślenia tego, że bez Ojca Świętego i jego zaangażowania ostatnia dekada PRL i jej finisz mogłaby niestety wyglądać inaczej. Nie byłoby roku 1989, gdyby nie trzecia pielgrzymka Jana Pawła II. Impuls, jaki dał ludziom Solidarności podczas kazania na mszy św. odprawionej na gdańskiej Zaspie, spowodował, że rok później w Nowej Hucie i Gdańsku wybuchły strajki organizowane głównie przez młodzież. Było to w maju i sierpniu 1988 r. O tym trzeba pamiętać. Ich efektem było m.in. podjęcie rozmów komunistów ze stroną solidarnościową, a w dalszej perspektywie rozmowy przy Okrągłym Stole oraz głosowanie 4 czerwca 1989 r. Moim zdaniem to Jan Paweł II i właśnie ówcześni młodzi ludzie winni być głównymi bohaterami uroczystości, które mieliśmy możliwość oglądać w ubiegłym tygodniu.
Rzeczywistość też okazała się brutalna
Wspominam ten czas także przez pryzmat środowiska, z którego się wywodzę, kibiców Lechii Gdańsk i gdańskiej Federacji Młodzieży Walczącej. To był dla nas wszystkich bardzo intensywny okres. Zwłaszcza rok 1988, który podsumowywał antykomunistyczne zaangażowanie obu środowisk. Zarówno kibice, jak i FMW mieli swój wkład w strajki z maja oraz sierpnia 1988 r. To właśnie na stadionie przy Traugutta we Wrzeszczu w maju 1988 r. kibice przez cały mecz skandowali hasła solidarności ze strajkującą stocznią. A po meczu, po walce z ZOMO, przedarli się przed protestującą Stocznię Gdańską. Zarówno w maju, jak i sierpniu na terenie protestującej stoczni znaleźli się kibice Lechii ze śp. Tadeuszem Duffekiem na czele. W sierpniu także kibice Śląska Wrocław, którzy przyjechali wesprzeć swoich przyjaciół z Lechii. Federacja brylowała zaś w tym czasie w organizowaniu ulicznych manifestacji popierających strajkujących (w maju także studentów na Uniwersytecie Gdańskim) i w strajkowej poligrafii zorganizowanej na terenie stoczni. Młodsi zaś byli kurierami dostarczającymi różnymi kanałami pożywienie i inne potrzebne rzeczy na teren strajkującego zakładu pracy. Bazą tych działań była wówczas plebania parafii św. Brygidy.
Z naszej perspektywy po maju 1988 r. niewiele się zmieniło. Walki na ulicach trwały przez cały kolejny rok. Bo komuna zwlekała z rejestracją NZS i ZHR, bo nie zgadzaliśmy się na Jaruzelskiego i Kiszczaka jako przywódców naszej ojczyzny. Warto także przypomnieć, że w czerwcu 1989 r. w Gdańsku na spotkaniu młodzieżowych organizacji niezależnych z całej Polski została założona Niezależna Unia Młodzieży Szkolnej, która miała się stać w skali kraju uczniowską Solidarnością. W dłuższej perspektywie okazał się to projekt nieskuteczny. Młodzież z FMW oraz inne ugrupowania sprzeciwiające się biegowi wydarzeń z 1989 r. symbolicznie kończyły swoją walkę w lutym 1990, okupując budynki KW PZPR w Gdańsku, w którym paliły się dokumenty reżimu. W znacznej części udało się je wówczas ocalić. Symboliczne jest to, że tę akcję pacyfikowała milicja wysłana już przez ludzi, którzy dostali się do władzy dzięki Solidarności. To była dla nas wówczas bardzo brutalna rzeczywistość.
Dla gdańskich kibiców rzeczywistość też okazała się brutalna. Lechia na zakończenie burzliwego sezonu spadła i długo przez kolejne lata nie podnosiła się z kolan. Dopiero po wielu latach dzięki wielkiemu zaangażowaniu swoich fanów, w tym sporej grupy kolegów działających w podziemiu i biorących udział w wydarzeniach z lat 1988–1989, powróciła do ekstraklasy. Miniony sezon zakończony w roku 2019 r., w którym obchodzimy rocznicę ważnych historycznych wydarzeń, stał się najlepszy w historii gdańskich piłkarzy. Może będzie jeszcze lepiej. W Polsce i mojej Lechii.