By osiągnąć większość w 350-osobowym Kongresie Deputowanych, potrzeba 176 mandatów. Sumując wynik Partii Ludowej i Vox, bo o takiej koalicji mówiło się najczęściej, jest to jednak tylko 169 miejsc. Większość przedwyborczych sondaży przewidywała dla prawicowego bloku co najmniej 178 mandatów. Hiszpańskie media komentujące wynik wyborów słusznie zauważyły wczoraj, że o sformowaniu nowego rządu mogą zadecydować teraz pomniejsze ugrupowania. Separatyści z Katalonii i Kraju Basków zdobyli w niedzielę łącznie 25 mandatów, co może okazać się decydującą liczbą podczas głosowania nad wotum zaufania dla nowego rządu. W skrajnym wypadku może nawet dojść do powtórki wyborów. Tym samym po niedzielnym plebiscycie ruszył drugi etap walki o władzę w Hiszpanii.
Walka o władzę w Hiszpanii jeszcze potrwa
Po niedzielnych wyborach parlamentarnych w Hiszpanii wiemy na pewno, że wygrała je centroprawicowa Partia Ludowa (PP), na czele której stoi Alberto Núñez Feijóo, jeden z największych przeciwników obecnego premiera Pedro Sáncheza. Kierowana przez niego Socjalistyczna Partia Robotnicza (PSOE) zajęła drugie miejsce. Podium zamknęło konserwatywne ugrupowanie Vox.