Leszek Kraskowski nadepnął na odcisk Romanowi Giertychowi, wiceprzewodniczącemu klubu KO i „mecenasowi” premiera Donalda Tuska. Jego wiedza i publikacje na temat Polnordu stanowiły ogromne zagrożenie dla obozu władzy. Redaktora wsadzono do aresztu, by zastraszyć jego i potencjalnych naśladowców. Ale jest też inny aspekt tej ponurej historii. Zrobiono z niego wariata i damskiego boksera, gdy nie mógł się bronić. Trudno zakładać, by taka koincydencja wraz z aktywnością Giertycha, który poświęcał Kraskowskiemu ogrom wpisów w sieci, była przypadkiem. Ponoć minister Waldemar Żurek ma przechlapane, bo nie dowiózł rozliczeń. W KO kiełkuje pomysł, by zastąpił go Giertych. Świadczyłoby to o kompletnym zdegenerowaniu partii rządzącej, choć przecież trudno mówić w jej przypadku o jakichkolwiek etycznych normach, gdy decyduje się awansować takie postaci, jak Waldemar Żurek czy Sylwię Gregorczyk-Abram. Są jednak granice świństwa – jak widać, nie dla nich.