Widocznie jednak nie jest z tym najlepiej, skoro gra na zwłokę. Oto bowiem marszałek Senatu wydłuża formalnie moment głosowania nad swoim immunitetem. Trzeba powiedzieć, że jest w tym konsekwentny. Jak się okazuje, postanowił nawet schować wniosek senatorów PiS, którzy chcieli zwołania komisji regulaminowej. Sprytny Grodzki trzyma wniosek u siebie i nie wysłał go do Sławomira Rybickiego. Dobre i kilka dni zwłoki. Nie zdziwiłbym się, gdyby teraz rozpisał przetarg na to, kto ma zanieść kopertę z dokumentem do senatora Rybickiego. Zanim jednak ta gra stała się faktem, Grodzki chciał zastraszyć świadków i zamknąć z pomocą sądów usta dziennikarzom. Nawet zaangażował starego ubeka, żeby świadczył za jego honorem i prawdomównością. I tak się zdobywa tytuł „Gazety Wyborczej”, drodzy Państwo.
Uniki człowieka roku
Trzymać się jak Grodzki immunitetu to związek frazeologiczny, który powinien zastąpić kawałki o tonącym i brzytwie czy pijaku chodzącym przy płocie. Trzecia osoba w państwie od miesięcy nie chce zmierzyć się z zarzutami, które pojawiają się w związku z jego działalnością w czasach, gdy był wziętym chirurgiem. Gdyby był czysty, z pewnością nie miałby żadnych problemów, by poddać się sądowej weryfikacji.