Władimir Putin ma dwóch głównych sponsorów, którzy „podzielili się” rolami: Chiny kupują połowę rosyjskiej ropy, a Unia Europejska płaci za prawie połowę rosyjskiego LNG – to nawet dwa razy więcej niż Chiny. Razem z Pekinem UE wtłoczyła do Rosji od początku inwazji ponad połowę pieniędzy, które Moskwa zarobiła na ropie, gazie i węglu. Żeby uzmysłowić sobie skalę problemu, wystarczy powiedzieć, że w trzecim roku wojny wydała na rosyjskie paliwa więcej, niż przekazała Ukrainie w pomocy finansowej. Amerykanie zakazali importu rosyjskich paliw kopalnych w marcu 2022 r.
Rosyjski uran mogą sprowadzać tylko do 2028 r., a paliwa z rosyjskiej ropy przerobionej w Indiach i Turcji kosztują rocznie mniej, niż Chiny wydają u Putina w tydzień. Pekin zapewnia o neutralności, Bruksela – o solidarności z Ukrainą, a pieniądze płyną do Kremla z obu stron. Winny jest oczywiście Donald Trump.