Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Tomasz Teluk
13.10.2026 13:00

Tusk kieruje kraj na ścianę

Jednym z głównych efektów rządów gabinetu Donalda Tuska jest powrót na drogę wysokiej inflacji – z racji nieumiejętnej polityki finansowej i systematycznego zadłużania państwa. Wszystko wskazuje na to, że następcy otrzymają niechciany spadek w postaci budżetu w fatalnym stanie.

W politycznym przekazie dnia politycy Koalicji Obywatelskiej bardzo chętnie lubią posługiwać się zmanipulowanymi danymi, zestawiając momenty, w których inflacja jest umiarkowanie niska z czasami COVID-19, za rządów Mateusza Morawieckiego, gdy ceny rosły dynamicznie na całym świecie – bez wyjątków. To propagandowe zagranie, w które nie wierzy nawet betonowy elektorat tzw. silnych razem, będzie i tak musiało odejść do lamusa, bowiem presja inflacyjna ze strony rynku jest coraz wyższa.

Ceny rosną 

Druga połowa roku przynosi utrwalenie się procesu powyżej celów, które założył sobie bank centralny. Podczas gdy jeszcze w czerwcu ten wskaźnik wynosił zaledwie 2,5 proc., w lipcu jest to już 3 proc., w sierpniu 3,4 proc., a we wrześniu – 4 proc. Według ekonomistów ów trend się utrzyma i wkrótce zawita do nas pięcioprocentowa inflacja, co będzie dwukrotnym wzrostem od września. 

Dlaczego tak się dzieje? Oprócz wzrostu cen paliw, związanego z wojną w Zatoce Perskiej, rosną koszty energii i ogrzewania wskutek europejskiej polityki Zielonego Ładu. Ponadto skończyły się programy osłonowe ze strony państwa. Przywrócony został pełny VAT na żywność, stopniowo odmrażane są ceny energii elektrycznej i gazu dla odbiorców indywidualnych. Widzimy to w rachunkach i portfelach. 

Specyfika naszego rynku pracy dokłada kolejne koszty. W poprzednich kwartałach wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw rosły w tempie dwucyfrowym. Systematycznie była także podnoszona płaca minimalna. Ruchy te wyprzedzały wzrost produktywności, który mógłby pokryć te koszty. Firmy stanęły więc przed nie lada dylematem. Z jednej strony musiały konkurować o pracowników na trudnym rynku pracy, z drugiej zaś – musiały podnieść ceny, aby pokryć dodatkowe koszty. 

Wzrostowi cen oparł się w zasadzie tylko rynek usług. Ponieważ rósł na nie popyt, nie tylko koszty, firmom usługowym udawało się przez długi czas utrzymywać ceny na praktycznie niezmienionym poziomie. Jednak i to się w sumie kończy i w wielu obszarach obserwujemy już ruch cen do góry. 

Nieudolna polityka finansowa

Rząd działa bez strategii, bazując jedynie na ruchach pod publiczkę, obliczonych pod korzystne wyniki sondaży wyborczych. Ekonomiści zgodnie krytykują politykę ministra finansów Andrzeja Domańskiego. Doraźne administrowanie cenami i nieodpowiedzialna polityka fiskalna drenują budżet państwa. W zakresie gospodarki budżetowej notujemy rekordowy wzrost wydatków łącznie z deficytem sięgającym 7,3 proc. PKB w 2025 r. oraz 6,5 proc. w roku bieżącym. 

W rezultacie Polska została objęta unijną procedurą nadmiernego deficytu, co wzmogło wzrost podatków – akcyzy, podatku cukrowego czy branżowego CIT – a także wzmogło presję na ich ściągalność za pomocą scentralizowanego systemu KSeF. W konsekwencji rosną koszty wytwórcze firm, a przedsiębiorstwa przerzucają koszty na konsumentów. 

W czasie kryzysu na rynku energetycznym rząd początkowo mroził ceny, a następnie dopłacał do kosztów paliw. Zamiast presji np. na reformę Zielonego Ładu za ten skrajny interwencjonizm i tak płacą na końcu konsumenci.

W polityce społecznej również dominuje presja na wysokie wydatki ze strony państwa. Podnoszenie płacy minimalnej oraz wysokie transfery socjalne wzmagają konieczność stałego dosypywania środków do budżetu państwa. Jeśli dodamy do tego rekordowe zadłużanie ze względu na transformację energetyczną czy politykę bezpieczeństwa, okazuje się, że tworzy się rekordowo wysokie koszty obsługi długu publicznego. 

Andrzej Domański, zamiast dyscyplinować budżet w warunkach rosnącej inflacji, nic sobie nie robi z kłopotów. Prawdopodobnie Koalicja Obywatelska jest świadoma tego, że przegra kolejne wybory, więc zamierza najwyraźniej pozostawić następcom budżet w jak najgorszym stanie. Do takiego zarządzania państwem nas przyzwyczaiła. 

Na szkodę kraju

Deficyt sektora finansów publicznych stale się pogłębia. Rekordowy był zeszły rok. Niewielki spadek w roku bieżącym to i tak mało. Polska znajduje się wśród najbardziej zadłużających się gospodarek Unii Europejskiej. Wzrost gospodarczy w dużej mierze jest sztuczny i wynika z wpompowania w rynek miliardów złotych, które konsumenci otrzymują z transferów socjalnych oraz podwyżek wynagrodzeń. Stać nas na więcej, ale nie zdajemy sobie sprawy, jakim dzieje się to kosztem. 

Już w 2024 r. nasz kraj został objęty procedurą nadmiernego deficytu, gdy zadłużenie przekroczyło 3 proc. PKB. Od tego czasu jest jeszcze gorzej, bowiem zamiast reform finansów publicznych widzimy rosnące wydatki, nad którymi nie nadąża wzrost dochodów państwa. Szczególnie odczuli to mikroprzedsiębiorcy, którym obcięto ryczałt z 2 mln euro, do 250 tys. euro. Uderzyło to szczególnie w najmniejsze firmy operujące na niskich marżach. 

Polityka względem cen paliw i energii to z kolei przykład braku strategii, której przejawem mogłyby być np. reformy obniżające marże czy koszty systemowe np. wynikające z ETS. Zamiast tego obserwowaliśmy doraźne ruchy, dopłaty, na które poszukiwano środków w panice, zgodnie z nastrojami społecznymi. 

Sytuacja odbiła się na poszczególnych branżach przemysłu, zwłaszcza tych energochłonnych. W sektorze chemicznym, branży stalowej czy papierniczej rentowność netto spadła do poziomu 3–6 proc. Wzrosło zadłużenie w tym sektorze, a wiele firm utraciło swoją konkurencyjność na rynku międzynarodowym. Wzrost cen paliw oraz kosztów pracy zahamował budownictwo. Produkcja montażowa zanotowała drastyczny,  ponadsiedmioprocentowy spadek. Wzrastają długi firm oraz dynamika niewypłacalności. 

Firmy handlowe z kolei borykają się ze wzrostami czynszów za nieruchomości, wzrostami płac i ryczałtów. Na tym rynku jest już 2,6 mld zł przeterminowanych zobowiązań, co oznacza ryzyko niewypłacalności, która może dotknąć nawet 30 proc. firm. Sektory gastronomiczny i usług narzekają głównie na ceny energii, co wpływa ujemnie na i tak już rekordowo niskie marże. 

Właściwie w najlepszej sytuacji jest rynek wysokich technologii i IT, który co prawda wykazuje się wysoką odpornością, ale i tak regularnie słyszymy, jak w Polsce zamyka się informatyczne oddziały zagranicznych firm, które przenoszą swoje biura do Azji, głównie do Indii. 

Ministerstwo Finansów nie ma żadnego pomysłu na polepszenie sytuacji w kraju. Rośnie liczba niewypłacalnych firm, a przedsiębiorstwa z Polski płacą za energię aż o jedną czwartą więcej od swoich odpowiedników we Francji czy w Niemczech. Jak więc mają efektywnie konkurować na wspólnym rynku? Tracimy więc na eksporcie. Rosną za to długi. 

Coraz gorzej zaczyna się powodzić grupom najuboższych. Emeryci, renciści, rodziny o niskich dochodach liczą się już z każdym groszem. Z niepokojem oczekują nadchodzącej zimy, podczas której wydatki na ogrzewanie mogą okazać się rekordowe. Żywność i rachunki mieszkaniowe pochłaniają większość dochodów. Polacy zaczęli oszczędzać i mniej kupują. By żyło się lepiej? Ten slogan dotyczy wyłącznie polityków KO.
 

AKTUALNE PETYCJE

NAJNOWSZE