Obowiązkiem służb jest błyskawiczna reakcja w sprawach dotyczących bezpieczeństwa rządzących. Nie mam jednak wątpliwości, że Donald Tusk sztukę rządzenia Polską zastąpił sztuką zarządzania własnym wizerunkiem: postpolityka w czasach apokaliptycznych gra na coraz silniejszych emocjach. A że gabinet „gdańskiego liberała” nie radzi sobie ani w kwestiach społeczno-gospodarczych, ani międzynarodowych, pozostaje coraz bardziej desperackie lewarowanie politycznego wizerunku, bo nad głową premiera i jego pretorian zbierają się czarne chmury. Prof. Antoni Dudek otwartym tekstem przyznał niedawno, że jeśli Tusk przegra przyszłoroczne wybory, będzie musiał uciekać z Polski. Ale tym razem nie przywitają go na Zachodzie kwiatami i apanażami.
Tusk czmychnie z Polski?
Dziwnym trafem doniesienia o planowanym zamachu na premiera Donalda Tuska i wicepremiera Władysława Kosiniaka-Kamysza zbiegły się w czasie z trzema wydarzeniami: atakami młodocianych nożowników w niedofinansowanych polskich szkołach; aferą, której głównym bohaterem stał się Michał Kołodziejczak, do niedawna pupil lidera trzynastogrudniowców; przytłaczającym zwycięstwem w Krakowie Łukasza Gibały nad Moniką Piątkowską (Koalicja Obywatelska).