Niektórzy komentatorzy wieszczą, że strategia Ziobry obniża szanse prawicowej opozycji na zwycięstwo w wyborach w 2027 r. Sądzę inaczej z kilku powodów – po pierwsze elektorat PiS nie wierzy w zarzuty kierowania zorganizowaną grupą przestępczą w resorcie sprawiedliwości i przywłaszczenia publicznego mienia. Po drugie – gdy posłowie Maciej Wąsik i Mariusz Kamiński trafili za kratki, zatrzymani w Pałacu Prezydenckim, pojawiały się analizy, że oto KO toruje sobie drogę do prezydentury. Czas zweryfikował je brutalnie, bo początek „rozliczeń” w wykonaniu Tuska nie miał żadnego wpływu na decyzję wyborców 1,5 roku później. Po trzecie wreszcie – zarzuty dla Ziobry są tak naciągane, a standardy elementarnej praworządności łamane do tego stopnia, że akurat w tym przypadku zabawnie obserwuje się psioczenie Żurka i jego ludzi na rzeczywistość.
To się nazywa „sprawczość”
Wylot Zbigniewa Ziobry do USA obnaża nieudolność rządu. Były minister, ścigany przez polskie instytucje, mógł swobodnie zagrać na nosie Waldemarowi Żurkowi i Donaldowi Tuskowi. Widać to po reakcji kompletnie zaskoczonego ministra sprawiedliwości, który ma zażądać od władz Węgier i USA informacji na temat umożliwienia Ziobrze podróży.