Prezydent Karol Nawrocki przejął polityczną inicjatywę i wraz z prezesem NBP Adamem Glapińskim zaprezentował wyjście z kredytu obarczonego długoterminowością, niejasnymi zasadami spłacania w kontekście kosztów i mechanizmem warunkowości. Efekt był murowany – furia. „Jak to, to niezgodne z konstytucją” – wieszczą jedni. „NBP nie może finansować długu” – dodają inni, choć propozycja nie ma związku z budżetem państwa i dotowaniem rządu na potrzeby kampanii.
I argument ostateczny: „NBP jest zadłużony”, choć wynika to z podniesienia stóp procentowych (również na świecie) i wzmocnienia polskiej złotówki kosztem obcych walut, a rezerwy w złocie – tak wyśmiewane kiedyś przez „uśmiechniętych” – wraz z innymi aktywami opiewają na bilion złotych. Krytykom nie przeszkadza, że nie znają zasad unijnego SAFE ani listy podmiotów dotowanych kredytem na miliardy złotych. Przeszkadza to, że prezydent znów wyszedł z inicjatywą. I nazywa się Nawrocki, a nie Trzaskowski lub Tusk.