Niedawno obejrzałem jeden z filmików udostępniony przez głośnego „trybuna zwierzęcego”, uderzającego w lokalnego włodarza małej gminy na Dolnym Śląsku. Obelgi, pogróżki, rozgrywana na zimno agresja, a w komentarzach taki ściek, że pijackie meliny to przy tym Wersal. Głowimy się nad źródłami agresji, a różnorakie przyczyny mamy jak na dłoni: nawet pod pretekstem szczytnych celów, choć także dla zysku, szerzy się terror „osób o dobrych sercach”, które z „miłości do zwierząt” niszczą ludziom życie. Polskie państwo przygląda się temu bezradnie, a czasem wręcz podlizuje się patoaktywistom.
Terroryzm patoaktywistów
Aktywizm na rzecz zwierząt staje się formą socialmedialnego terroru i bezprzykładnego linczu, który zastrasza lokalne władze i instytucje publiczne. Doskonale widać to na przykładzie historii prywatnego zoo w Łącznej.