Już Andrzej Duda był medialnie atakowany w sposób przekraczający wszelkie standardy. Sądy z wiadomych sobie względów pozwalały wtedy na przesuwanie granicy dopuszczalnej krytyki. W konsekwencji dziś w telewizji publicznej – która nie jest jednym z wielu mediów, lecz instytucją finansowaną bezpośrednio z budżetu państwa – słyszymy wypowiedź Kazimierza Marcinkiewicza, w której obraża głowę państwa, sugerując, że Karol Nawrocki jest narkomanem. Potem nieudolnie się tłumaczy, że słowo „ćpać”, którego użył, niekoniecznie odnosi się do narkotyków. A wystarczy sięgnąć do słownika języka polskiego, w którym słowo to jasno wiąże się z określeniem narkomana. Jak to możliwe, że telewizja publiczna zaprasza do podsumowania roku kadencji prezydenta Karola Nawrockiego osobę, która od dawna w polityce i publicystyce nic nie znaczy, a w mediach częściej pojawiała się jako groteskowy bohater konfliktu z byłą partnerką?
Telewizja od ataków na prezydenta
Ataki na prezydenta RP, zwłaszcza wywodzącego się z obozu Zjednoczonej Prawicy, nie są zjawiskiem nowym.