W czerwcu 1943 roku Kuraś zmienił pseudonim z „Orzeł” na „Ogień”, kiedy Niemcy w odwecie za egzekucję agentów Gestapo zamordowali jego ojca, żonę i dwuipółletniego syna. Eugeniusz Wojnar, propagandysta komunistycznej Polskiej Partii Robotniczej w Nowym Targu, pisał po latach, że „»Ogień« wówczas panował w terenie, stanowił siłę, miał swoje oddziały w każdym niemal zakątku. Jego wpływy sięgały tak daleko, że nawet organa władz bezpieczeństwa i milicji nie były od nich wolne”. Inny PPR-owiec, Bronisław Pawlik, alarmował: „Chłopi znów po wsiach pomagają mu, przechowując go i jego ludzi. Są takie wsie, gdzie formalnie żadna władza wcale nie ma dostępu, dlatego organizacja w terenie się wcale nie rozwija, a cały Komitet Powiatowy pracuje pod strachem”. Wybitny polski działacz niepodległościowy Stefan Korboński, delegat rządu RP na kraj, określał „Ognia” mianem „króla Podhala” i „tatrzańskiego Janosika XX wieku”.
A tak (14 listopada 1946 roku w liście do Bieruta) Józef Kuraś wypunktował cele swojej walki: „Oddział Partyzancki »Błyskawica« walczy o wolną, niepodległą i prawdziwie demokratyczną Polskę. Walczyć będziemy tak o granice wschodnie, jak i zachodnie. Nie uznajemy ingerencji ZSRR w sprawy wewnętrzne polityki państwa polskiego. Komunizm, który pragnie opanować Polskę, musi zostać zniszczony”. I Kuraś skutecznie tępił komunistów. Tego do dziś nie mogą mu zapomnieć. I nie wystarcza im to, że „Ogień” zmarł po walce z UB i KBW 22 lutego 1947 roku w szpitalu w Nowym Targu. Nie wystarcza, że do dziś nie udało się odnaleźć jego szczątków. Ostatnio Sąd Okręgowy w Nowym Sączu oddalił roszczenie Zbigniewa Kurasia, syna „Ognia”, o rekompensatę za represje komunistyczne, które spadły na rodzinę. Odszkodowanie ma się nie należeć, bo pan major miał niewłaściwy stosunek do Żydów, którzy przecież tworzyli aparat terroru.