Na nic zdają się nawoływania lekarzy ani kampanie promocyjne, ani nawet zaskakująco trwała zgoda większości sceny politycznej co do potrzeby szczepień. Coraz głośniej mówi się więc o mechanizmach prawnych mających skłonić do szczepień. Takich, jak wprowadzone we Francji ograniczenia dla niezaszczepionych. Ale takie działania mogą tylko rozjuszyć najbardziej krewką część szczepieniosceptyków. Czy mamy więc do czynienia z nową, dzielącą ludzi ideologią?
Medycyna kontra sceptycy
W XX w. medycyna znacznie poszła do przodu. I to nie tylko dlatego, że opracowano nowe leki i nauczono się leczyć wcześniej groźne choroby. Także dlatego, że usługi medyczne stały się powszechne. Coraz więcej ludzi mogło liczyć na pomoc lekarza i uratowanie zdrowia, a czasami i życia. Jedną z najskuteczniejszych broni w walce z chorobami okazały się szczepionki. Masowe szczepienia pozwoliły nam zapomnieć o wielu plagach ludzkości, takich jak cholera, dżuma czy ospa. I mając poczucie przewagi nad drobnoustrojami rujnującymi nasze organizmy, stanęliśmy oko w oko z kolejną w historii ludzkości pandemią. Jednak w przypadku COVID-19 ludzkość nie musiała już jej po prostu „przechorować”, godząc się na wiele ofiar, lecz mogła stawić jej czoła. Obok serii lockdownów i promocji higienicznych zachowań ważną częścią strategii walki z koronawirusem była szybko opracowana szczepionka. Tutaj coś jednak poszło nie tak.
W większości krajów świata, w tym w tych najbardziej rozwiniętych, program szczepień idzie wolniej, niż wskazywałyby na to potrzeby i możliwości. Około połowa Amerykanów, Niemców czy Polaków pozostaje niezaszczepiona z własnej woli. Skąd się wzięła ta masowa odmowa szczepień? Oczywiście, ruch antyszczepionkowy był wcześniej silny, ale nie tak, by pociągał za sobą połowę każdego społeczeństwa.
Na pomoc w wyjaśnianiu tej zagadki może przyjść spojrzenie na stosunek społeczeństw do elit, a konkretnie szybki spadek zaufania do nich, w tym elit naukowych, z czym mieliśmy do czynienia już przed pandemią. Wielu ludzi, którzy zdążyli się otrząsnąć po pierwszym szoku, czuje się zmęczonych serią lockdownów i szeregiem zmiany w trybie życia, więc zaczyna wierzyć w narracje podważające rzeczywiste zagrożenie koronawirusem. A skoro zagrożenie, zdaniem niektórych, było wyolbrzymione, to potrzeba przyjęcia szczepionki też może się wydawać nie tak istotna.
Antyszczepionkowcy gryzą wszystkich
W Polsce, podobnie jak w innych krajach, sceptycyzm wobec szczepionek i całej walki z pandemią okazał się ogromny. I jako temat, który staje się polityczny, zagraża siłom z obu stron barykady. Kto wie, czy masowe protesty z jesieni ubiegłego roku nie były tak naprawdę protestem przeciwko polityce lockdownu. I czy zauważalny wtedy spadek poparcia dla PiS nie wynikał właśnie z odejścia koronasceptycznej części elektoratu. Na taką tezę może wskazywać to, że temat aborcji zniknął nawet z ust polityków lewicowych, natomiast temat koronawirusa i szczepionek przeciw niemu nadal rozgrzewa opinię publiczną. Sceptycyzm wobec szczepionek i generalnie wobec walki z pandemią jest dużym problemem dla PiS. Jak się okazuje, w odmowie szczepienia przodują regiony stanowiące bazę partii rządzącej. Znaczy to, że duża część wyborców prawicy to koronasceptycy.
Sytuacja, w której rząd musi się mierzyć ze sprzeciwem swojego elektoratu wobec ważnej części swojej polityki, wydaje się być wymarzoną okolicznością dla opozycji. Tak i może by było, gdyby rządziła PO. Wyborcy PiS to z reguły ludzie mniej ufający elitom, więc partia ta mogłaby zyskiwać na krytyce polityki epidemicznej rządu. Ale partie dziś opozycyjne to poza jednym przypadkiem partie skrajnie elitarystyczne. „Słuchanie elit” jest wręcz naczelną regułą polityczną PO, SLD, PSL czy Szymona Hołowni. Nie mogą się więc oni zbyt otwarcie się sprzeciwić polityce rządu opartej na szczepieniach i okresowych ograniczeniach. Oznaczałoby to zmasowaną krytykę i groźbę utraty zaufania większości elektoratu. No właśnie, większości. Bo w szeregach zwolenników opozycji, szczególnie zwolenników PO, jest też duża liczba przeciwników strategii walki z koronawirusem. Czasem ten sprzeciw wiąże się po prostu z generalną niechęcią do PiS, czasem jednak wynika z postawy skrajnie wolnościowej.
Siła przymusu, siła indywidualizmu
Wydaje się, że polski rząd, tak jak wiele innych, znajduje się w potrzasku. Można oczywiście spróbować pójść drogą Francji i wprowadzić ograniczenia dla przeciwników szczepień. Nie wiadomo jednak, czy taka, prawdę mówiąc, radykalna postawa, nie będzie dodatkowym paliwem dla skrajnych antyszczepionkowców. Badania postaw wobec walki z pandemią wskazują, że dwie skrajne postawy, zwolenników przymusu szczepienia i przeciwników szczepień, są szerokie i mają podobną siłę. Ludzie są więc w kwestii szczepień przeciw koronawirusowi tak podzieleni, jak w wielu innych sprawach. Oczywiście, niedogodności życia codziennego mogą w końcu skłonić część sceptyków do zaakceptowania szczepień. Ale nie wiemy, ilu wytrwa w twardej postawie. Jeśli grupa ta będzie naprawdę duża, to nie tylko będzie to miało negatywny wpływ na walkę z epidemią, lecz także staniemy wobec ludzi, którzy mogą trwale poczuć się wyrzuceni poza nawias. A to zawsze jest niebezpieczne.
Rozwiązanie problemu szczepień nie ułatwia dominacja neoliberalnego sposobu myślenia. Z jednej strony mamy ogromną chciwość wielkich korporacji medycznych, które w pogoni za zyskiem często niewystarczająco informują o problemach ze szczepionkami. Brak jasnego przekazu o ich skuteczności i skutkach ubocznych na pewno potęguje nieufność wobec szczepień. Z drugiej strony kult indywidualizmu powoduje, że każdy uważa się za eksperta w każdej dziedzinie, a przede wszystkim w medycynie. Co więcej, potrzeba osobistego wyboru niemal w każdej sprawie powoduje, że bardzo wiele osób uważa swój wybór niezaszczepienia się nie tylko za uprawniony, lecz wręcz za uświęcony. W ten sposób dwie strony odwołujące się do tej samej, neoliberalnej idei zysku i indywidualizmu ciągną w dwie różne strony, powodując rozdarcie społeczeństwa. A tracą na tym wszyscy.
Nie trzeba ginąć za ojczyznę, wystarczy się zaszczepić
Czy jest sposób na szybkie zachęcenie ludzi do szczepień? Trudno powiedzieć. Ale jest sposób na działanie długofalowe, które pozwoli uniknąć takich problemów jak dzisiaj. Chodzi o restytucję patriotyzmu i postaw myślenia pro publico bono. To on, a nie indywidualistyczny neoliberalizm, musi się stać się naczelną zasadą działania narodów. To dobro wspólnoty narodowej powinno być dla nas najwyższą wartością. Kierując się dobrem rodaków, firmy powinny dołożyć wszelkich starań, aby szczepionki były bezpieczne, i informować o wszelkich niebezpieczeństwach i nieprawidłowościach. Elity, w tym te medyczne, powinny dawać do zrozumienia swoim narodom, że to ludzie, a nie przywileje czy pozycja, są dla nich najważniejsze. A jednostki, kiedy chodzi o dobro ogółu, powinny właśnie się tym dobrem kierować, a nie „własnymi racjami”. Wtedy zamiast podziałów będziemy mieli wspólnotę.