Rząd ogłosił sukces. Opozycja podkreśla, że zrobiono z nas śmieciarzy. Wszystko odbywa się w atmosferze emocjonalnej naparzanki, w której jedni już rozwijają system o kolejny asortyment, a drudzy chcą wszystkie automaty wysłać w kosmos. Mam wrażenie, że uczestniczę w fikcji. Rząd wychodzi i mówi o miliardach zebranych butelek – a czy da się to sprawdzić? Niby jak? Nie mam zaufania do firm odpadowych. To patologiczny rynek, który w Polsce jest nastawiony wyłącznie na drenowanie portfela obywateli. Pamiętam reformę śmieciową z 2014 r., gdy przekonywano nas, że dzięki segregacji śmieci będą tanieć. Jakie są efekty? W miejscowości, w której mieszkam, w 2013 r. płaciło się 10 zł od osoby za wywóz śmieci. Obecnie? 37 zł. Moja czteroosobowa rodzina zapłaci dwa razy tyle za śmieci, ile płaci się za nie w podobnym mieście w Szwecji. W wyniku reformy nie jest więc wygodniej, ale za to drożej. Podobnie z systemem kaucyjnym. Ile byśmy nie gadali, stworzono narzędzie pozostające poza społeczną kontrolą, które ma na celu oszwabić nas na 50 groszy od butelki. Mnożąc to przez miliardy, wychodzą olbrzymie kwoty. I kto na tym zarobi?
Śmieciowa fikcja
Rocznica wprowadzenia systemu kaucyjnego w Polsce schodzi na rytualną kłótnię.