Pewne procesy kulturowe Zachodu, zamrożone przez życie w komunizmie, pojawiają się również u nas z dużym opóźnieniem. Już w połowie XX w. było widać w Ameryce skutki słabnącej wiary chrześcijańskiej. To, co przez wieki dawało ludziom poczucie sensu życia i wskazówki, jak żyć – wiara w kochającego Boga, w zmartwychwstanie – obumierało. Rollo May uważa, że skutkami tego są: pustka, beznadzieja, samotność, apatia, rozpacz. Autorem podobnej diagnozy jest Viktor E. Frankl, twórca logoterapii. Polacy po nędznym życiu w uścisku komunizmu, dzięki radykalnej poprawie życia po jego upadku, zaczęli wierzyć w raj na ziemi. Również u nas dokonuje się przyspieszona desakralizacja, utrata wiary w Boga, dechrystianizacja, laicyzacja i sekularyzacja, co jest najbardziej widoczne wśród najmłodszych pokoleń. Skutki tych procesów, o których pisał May, pojawiają się także, chociaż na razie przysłania je wiara w raj na ziemi, w naszej ojczyźnie. Czy muszą się nasilać? Jak powstrzymać te niekorzystne trendy?
Słabnąca wiara chrześcijańska
Lektura książki twórcy amerykańskiej psychologii egzystencjalnej Rollo Maya „Człowiek w poszukiwaniu siebie”, która powstała w połowie minionego wieku, a w Polsce została opublikowana dopiero teraz, potwierdza ważną prawdę.