Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Grzegorz Wszołek
18.10.2026 09:27

Siłowa praworządność. Reset Trybunału na policyjnych pałach

Rząd, wysyłając ogromne siły policyjne pod Trybunał Konstytucyjny, zaognia sytuację, dąży do konfrontacji i nie ukrywa braku szacunku dla inaczej myślących obywateli. Wystarczy posłuchać Marcina Kierwińskiego, który z dumą opowiada w wywiadach, że „policja będzie działać wszędzie tam, gdzie łamane jest prawo”. Tylko akurat nie w resorcie sprawiedliwości, KPRM i gabinecie marszałka Sejmu.

Donald Tusk nie cofnie się przed siłowym wejściem do Trybunału Konstytucyjnego. Część życzliwych premierowi komentatorów sugerowała, by nie wahał się przy odbijaniu instytucji, ale działał zgodnie z demokratycznymi metodami. Według nich wystarczy stworzyć atrapę TK, która zastąpi obecny Trybunał z rzekomo nielegalnym prezesem Bogdanem Święczkowskim i „dublerami”. 

Komisja Wenecka dobra, gdy pasuje rządzącym

Do takiego wariantu namawiał prof. Wojciech Sadurski, który od miesięcy zasiada w Komisji Weneckiej – tej samej, która wydała opinię stanowiącą pretekst do zaostrzenia działań wokół Trybunału. Oczywiście filozof prawa zarzeka się, że nie uczestniczył w obradach międzynarodowego grona i wyłączył się z głosowania nad opinią dotyczącą zaprzysiężenia kandydatów na sędziów TK. Trudno jednak sądzić, że w ogóle nie rozmawia z członkami tej organizacji, skoro jej wytyczne są zbieżne z publicystyką Sadurskiego. 

Mało tego – tak się składa, że minister Waldemar Żurek zaczął poważać Komisję Wenecką dopiero wówczas, gdy rząd wysłał tam prawniczego „silnego razem” i Monikę Florczak-Wątor. Po objęciu urzędu zarzucał międzynarodowej instytucji uleganie „pisowskiemu” lobby i wycofał spod obrad projekt Adama Bodnara dotyczący statusu sędziów zaprzysiężonych po 2018 r. 

Piotr Gąciarek, sędzia aktywista, jeszcze niedawno twierdził, że „nie jesteśmy Albanią albo Kosowem”, by prosić Komisję Wenecką o pomoc w rozwiązywaniu sporów prawnych. Jak to się wszystko pięknie zmienia, prawda?

„Taki mamy klimat”

O podejściu rządzących do TK ciekawie – choć zapewne wbrew własnym intencjom – napisał publicysta Michał Danielewski z „Polityki”. Jego wypowiedź obnażyła ogromny cynizm kryjący się za szumnymi deklaracjami o „przywracaniu praworządności”, „woli narodu” czy „trybunale dla wszystkich obywateli”. 

Na słuszną uwagę internauty, że „państwo prawa działa w ten sposób, że jak prezydent narusza konstytucję, to się go stawia przed Trybunałem Stanu, kiedy się ma do tego większość, a jak nie, to się go zmienia w następnych wyborach. Cyrk z Berkiem to nie państwo prawa, tylko droga na skróty, prawo tak jak my je rozumiemy = bezprawie”, redaktor odparł: „Rzeczywistości, o której pan pisze, nie ma od dekady, to jest opowieść z kart »Kubusia Puchatka«, niestety. A z punktu widzenia gry politycznej trzymanie się zasad w rzeczywistości bez zasad byłoby słabością i głupotą polityczną. Taki mamy klimat”. 

Polityka bez zasad

Ta wypowiedź dobitnie pokazuje, że publicyści liberalnych mediów doskonale zdają sobie sprawę z bezprawia, do którego dochodzi wokół Trybunału Konstytucyjnego. Już nie protestują przeciwko wyborowi Macieja Berka przez Sejm. Nie wspominają, że to „były minister”, że „tak nie można” i że „miało nie być polityków w Trybunale”. Nie przeszkadza im również to, że współpracownik Donalda Tuska stanie się sędzią we własnej sprawie, ponieważ nadzorował przebieg prac legislacyjnych w rządzie. Nie biją na alarm. Liczy się polityka bez zasad i traktowanie opozycji bejsbolem – ulubionym rekwizytem z ostatnich przemówień premiera.

Nie przeszkadza „demokratom” fatalny obrazek Polski – zmasowane siły policyjne wyłapujące protestujących z tłumu i czekające na wejście do siedziby konstytucyjnego organu państwa. To nie Turcja ani Białoruś, lecz Polska pod rządami Donalda Tuska. Gdyby takie sceny rozgrywały się w Warszawie w latach 2015–2023, groźbom sankcji ze strony unijnych dygnitarzy nie byłoby końca. Kto wie, czy do Polski na spotkanie z opozycją nie przyleciałaby Ursula von der Leyen. Rządzą jednak liberałowie wespół z lewicą, więc wszystko im wolno. Nawet rozmontować kolejne bezpieczniki demokracji.

Wystarczyło respektować porządek prawny

Jak można było uniknąć tego, co dzieje się obecnie przy Al. Szucha? Zacząć od respektowania wszystkich wyroków TK i zaprzestania politycznych oskarżeń o „dublerach”. Komisja Wenecka – ta sama, na którą nagle powołują się Tusk z Żurkiem – w grudniu 2024 r. pisała, że rząd nie powinien decydować o tym, które orzeczenia uznawać za legalne, bo nie można w takiej sytuacji mówić o praworządności. Do dziś obecna władza ignoruje tamtą opinię.

Po drugie wakaty pojawiły się niemal rok po powrocie Tuska do władzy. Do kwietnia 2026 r. pozostawało sześć nieobsadzonych miejsc w Trybunale, mimo że obowiązuje zasada ciągłości działania organów konstytucyjnych. Koalicja celowo bojkotowała Trybunał, bo była pewna wygranej Rafała Trzaskowskiego w wyborach prezydenckich i zmian w ustawie, które de facto uznałyby TK z lat 2016–2025 za nieistniejący. 

Dopiero po przegranej Trzaskowskiego z Karolem Nawrockim obóz liberalno-lewicowy ruszył do ofensywy i zaczął organizować happeningi z zaprzysiężeniem kolejnych kandydatów na sędziów w Sali Kolumnowej Sejmu, a ostatnio w gabinecie Włodzimierza Czarzastego. Działo się to w sytuacji, gdy sondaże w większości pozbawiają koalicję arytmetycznych szans na kontynuowanie rządów. Przy tym marszałek rotacyjny z przypadku, który uzyskał nikłe poparcie w ostatnich wyborach parlamentarnych, jest na tyle bezczelny, że bez skrępowania i bez jakichkolwiek podstaw prawnych zawłaszcza prerogatywy prezydenta.

Od bojkotu TK do policyjnej eskalacji

To właśnie sztuczne utrzymywanie wakatów po grudniu 2023 r. w połączeniu z bojkotem Trybunału doprowadziło do kryzysu, protestów w obronie instytucji i wysłania sił policyjnych przed siedzibę konstytucyjnego organu państwa. Wystarczyło uznać TK, publikować jego wyroki, a następnie wybrać takich kandydatów, którzy nie budzą żadnych wątpliwości pod względem kwalifikacji i stażu pracy. 

Nie byłoby wówczas eskalacji, ale przecież Tuskowi, który pociąga za wszystkie sznurki, nie zależało na zdrowym rozsądku, lecz na wdrażaniu metod „demokracji walczącej”, proponowanych tuż po wyborach sprzed trzech lat przez niemieckiego publicystę Klausa Bachmanna. Zamiast kierować się rozsądkiem, koalicja urządzała pokazówki – nazywała Macieja Berka „Robocopem”, który natychmiast ruszy na Bogdana Święczkowskiego i będzie się z nim „bił”. Efekt? Wystarczyło, że prezes TK zagrodził mu drogę w siedzibie Trybunału, a Berek pobiegł z płaczem do zaprzyjaźnionych mediów, gdzie opowiadał o „naruszeniu nietykalności cielesnej” poprzez „wybiegnięcie i wypchnięcie z korytarza”.

Reset? To bajka

Konfederacja i część prawicy – w odpowiedzi na spodziewany szturm na Trybunał – oczekują opcji zerowej i resetu. Przepraszam bardzo – z kim? Aby doprowadzić do radykalnych zmian, np. w sposobie wyboru sędziów, konieczne byłoby uzyskanie większości niezbędnej do zmiany Konstytucji. Nie da się gruntownie zreformować TK, bazując jedynie na zwykłej większości parlamentarnej po hipotetycznym przejęciu władzy. Większości konstytucyjnej nikt w III RP nie posiadał i mało prawdopodobne, by coś się pod tym względem zmieniło.

Czy możliwa jest przebudowa instytucji z udziałem polityków, którzy nie widzą problemu w jej siłowym przejęciu z wykorzystaniem aparatu służb, dewastowaniu porządku prawnego, organizowaniu komicznych uroczystości ze ślubowaniem „wobec prezydenta”, bez udziału głowy państwa, oraz obsadzaniu stanowisk czynnymi politykami, wbrew własnym deklaracjom? Koalicja testowała już siłowe wejścia do TVP i siedziby prokuratury. Jest praktycznie pewne, że ten scenariusz powtórzy się przy Al. Szucha. Najprościej wszak zmieniać rzeczywistość przy pomocy policji – to nie wymaga ani kompetencji, ani pracowitości, ani tym bardziej dobrej woli, a jedynie politycznego pałkarstwa.

 

AKTUALNE PETYCJE

NAJNOWSZE