Gdyby dotyczyła polityków prawicy, Onet, „Wyborcza” czy „Newsweek” flekowałyby największą partię opozycyjną. Wystarczy wspomnieć, że nie miały w przeszłości problemu z publikacjami dotyczącymi członków rodzin parlamentarzystów z PiS albo ludzi, którzy się z nimi fotografowali, którym zarzucano gwałty czy molestowanie seksualne nieletnich. Wtedy trzyliterowa nazwa nie schodziła z tytułów i leadów artykułów. Nagle towarzystwo dostało olśnienia, bo nie pisze o powiązaniach Kamili L. z wierchuszką KO, a nawet często nie używa nazwy tej formacji. Zbyt długo obserwuję tamtejszych dziennikarzy, żeby wierzyć, że kierują się miłosierdziem i dbałością o standardy. Im zależy na trwaniu obecnej koalicji, a afera pedofilska rozniosła się szeroko mimo milczenia mediów po liberalnej stronie. Wyszła spoza bańki prawicowej, wie o niej cała Polska – nawet ci, którzy namiętnie oglądają TVN24 czy TVP w likwidacji. Dlatego deklaracje Moniki Wielichowskiej, że nie znała prywatnie skazanej na 6,5 roku więzienia byłej działaczki PO ani nie utrzymywała z nią kontaktów zawodowych, nie wpłyną pozytywnie na obraz partii Tuska.
Ryzykowna politycznie zmowa milczenia
Wyciszanie afery pedofilsko-zoofilskiej w Kłodzku jest przeciwskuteczne i zwyczajnie żenujące.