Było skuwanie kajdankami oraz wyważanie drzwi, gdy szukano nieistniejącego terrorysty pod nieobecność dziennikarza. To narastało, z czasem pojawiały się nowe powody, jak „podsycanie nienawiści społecznej” oraz „nawoływanie do wyrządzenia szkody bezpieczeństwu narodowemu”. Jak tłumaczył Aliaksei Shota, redaktor naczelny i wydawca Hrodna.life, przemiana państwa dokonywała się niepostrzeżenie: „Praca dziennikarzy zmienia się w pracę partyzancką. Trzeba cały czas uważać, chować sprzęt, nie być w domu od 6 rano do 23 wieczorem, chodzić z wyłączonym telefonem. Reżim, który był »autorytaryzmem o tendencjach totalitarnych«, na naszych oczach zmienił się w prawdziwy totalitaryzm” (Presserwis). Koalicja 13 grudnia jest obcym wynalazkiem i tylko imituje metody walki z obozem niepodległościowym wymyślone gdzie indziej. Ale my, Polacy, mamy większe tradycje oporu przeciwko obcej bandzie. Spokojnie, nakryjemy ich czapkami.
Rudy drań łukaszenkizuje
Sprawdzanie instalacji gazowej, poszukiwanie terrorysty z ładunkiem wybuchowym, hałas, kontrola dokumentów – pod takim pozorem białoruska KGB oraz GUBOPiK (Główny Wydział ds. Zwalczania Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji) wkraczały do mieszkań dziennikarzy.