Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Bartosz  Bartczak,
13.03.2021 17:45

Rozmowa o gospodarce – z kim i o czym?

Prezentacja Krajowego Planu Odbudowy mogła stać się dobrą okazją do dyskusji o priorytetach polityki gospodarczej w Polsce. Nawet plan rządu Zjednoczonej Prawicy, Polski Nowy Ład, nawiązuje w swojej nazwie do znanego i wzbudzającego duże emocje w środowisku ekonomistów Nowego Ładu Franklina D. Roosevelta, czyli planu odbudowy Ameryki po wielkim kryzysie sprzed prawie 100 lat. Jednak jedyne, co opozycja potrafiła z siebie wykrzesać, to pomysł „Recepty na kryzys”, który dał raczej powody do żartów niż do poważnej dyskusji.

A przecież dyskusja o wychodzeniu z kryzysu była dobrą okazją do merytorycznego spierania się z polityką gospodarczą rządu Mateusza Morawieckiego, który tak bardzo przeszkadza politykom od Konfederacji do Lewicy. Czyżby więc opozycja nie miała nic merytorycznego do zaproponowania Polakom?

Totalny brak pomysłu

W kwestii dyskusji o gospodarce najbardziej przykuwa uwagę totalna miałkość opozycji. Jej liberalna część, czyli Platforma Obywatelska i Polska 2050 Szymona Hołowni, nie potrafi w ogóle sformułować żadnej propozycji dotyczącej odbudowy Polski po pandemii, która nie sprowadzałaby się tylko do hasła „Odsunąć PiS od władzy”. A przecież np. PO zaczynała swój żywot jako partia, która skupiała się przede wszystkim na gospodarce. Najwyraźniej jednak lata rządów Donalda Tuska całkowicie wyjałowiły ją z jakiegokolwiek zdania na jakikolwiek temat. Widać to nie tylko przy okazji prezentacji Krajowego Planu Odbudowy, lecz także sztandarowego programu Zjednoczonej Prawicy, czyli 500+. Tak naprawdę nie wiemy, czy Platforma jest za tym prorodzinnym programem czy przeciw niemu. Podobnie miałki w kwestiach gospodarczych jest ruch polityczny Szymona Hołowni, który miał być przecież nową jakością.

Także druga, lewicowa część totalnej opozycji wydaje się nie mieć nic do powiedzenia w kwestii Krajowego Planu Odbudowy czy Polskiego Nowego Ładu. A to akurat wydaje się dziwne, gdyż rząd podnosi takie ważne kwestie dla lewicy, jak ekologia lub polityka socjalna. Lewica tak już zakopała się w swojej totalnej opozycyjności, że nie potrafi nie tylko pochwalić PiS za bliską jej sercom politykę socjalną czy za podjęcie tematu rewolucji energetycznej, ale nawet nie potrafi się merytorycznie odnieść do propozycji rządu. Lewica woli więc chyba taktycznie milczeć. Jedyną propozycją gospodarczą płynącą ze strony lewicowych polityków (poza niezbyt przebijającymi się do mediów pomysłami Partii Razem) są propozycje europosłanki Sylwii Spurek, idące w kierunku zakazu produkcji mięsa. Lewica, tak jak PO, główną nadzieję dla Polski widzi w odsunięciu PiS od władzy, dodając do tego „odsuwanie Kościoła katolickiego od władzy”.

Umiarkowany brak pomysłu

Na tle totalnej opozycji mogłaby się wybić opozycja nieco bardziej merytoryczna, czyli Konfederacja i PSL. Szczególnie dla tej pierwszej kwestie gospodarcze powinny być wyjątkowo ważne. Konfederacja postanowiła przecież skupić się na swojej wolnorynkowej części ideowej tożsamości. W ostatnich miesiącach ta „wolnorynkowość” skupia się jednak na krytyce rządowej strategii walki z koronawirusem. I to nie krytyki merytorycznej, ale krytyki na poziomie KOD ze swoich najgorszych czasów. Ograniczenia mające spowolnić rozprzestrzenianie się koronawirusa są porównywane niemal do terroru stalinowskiego. Jedynym uzasadnieniem dla tego typu działań musi być chyba jakiś cyniczny plan polityczny, bo trudno uwierzyć, że Konfederaci wierzą w swoją retorykę. Plan ten jednak słabo działa, bo kolejne wezwania przedsiębiorców do buntu porywają tylko jednostki, a poparcie dla Konfederacji cały czas stoi w miejscu.

Na tle tego jazgotu o „skandalicznej polityce PiS” o merytoryczną dyskusję mogłoby się pokusić PSL. Jak wskazują badania socjologiczne, jego wyborcy nie są tak zoologicznie antypisowscy jak część wyborców PO, Lewicy czy nawet Konfederacji. Ludowcy mogliby więc wejść w normalną polemikę z rządem. Przecież jeszcze w 2019 r. plan polityczny Władysława Kosiniaka-Kamysza zakładał budowę dużej, konserwatywno-liberalnej formacji centrowej. Jeśli takie plany rzeczywiście miałyby zostać zrealizowane, to tego typu formacja wręcz musiałaby podjąć temat polityki gospodarczej po kryzysie. Władysław Kosiniak-Kamysz chyba jednak porzucił swoje ambitne plany po porażce w wyborach prezydenckich i prawie w ogóle nie dyskutuje o gospodarce. PSL wróciło do roli przystawki do totalnej opozycji, która raczej modli się o przekroczenie progu wyborczego i stanowiska w jakimś niepisowskim rządzie.

Merytoryczny brak pomysłu

O ile mierność i bierność polityków w kwestii gospodarki nie muszą wydawać się dziwne, o tyle niepokojący jest brak większej dyskusji o gospodarce w szeroko pojętych mediach, a nawet w środowiskach naukowych. A przecież rząd Zjednoczonej Prawicy przeprowadza największą zmianę w Polsce od czasów terapii szokowej Leszka Balcerowicza. Przede wszystkim zmianie o 180 stopni uległo podejście do polityki socjalnej.

Oszczędzanie na biednych i pokrzywdzonych, które było zasadą większości rządów po 1989 r., zostało zastąpione szeroko zakrojonym programem wsparcia, przede wszystkim polskich rodzin. Ale nie tylko w obszarze polityki socjalnej nastąpiła duża zmiana. Zrezygnowano chociażby z wiary w zbawienną moc prywatyzacji i zamiast tego przystąpiono do gruntownej repolonizacji wielkiego kapitału. Wielkie polskie koncerny odtąd mają stanowić wsparcie dla całej polskiej gospodarki.

Kolejne zmiany przychodzą wraz z Polskim Nowym Ładem. Polskie państwo po 30 latach odrzuca zasadę ograniczonej ingerencji w gospodarkę. Odtąd polski rząd ma wspierać polskich przedsiębiorców, a nie ograniczać się do „nieprzeszkadzania” (co i tak wychodziło miernie). W tej sytuacji liberałowie z największych gazet i uczelni, którzy przez 30 lat przekonywali, jak bardzo zła jest polityka socjalna czy zaangażowanie państwa w gospodarkę, powinni więc bić na alarm. Nic takiego jednak się nie dzieje. Co prawda toczą się dyskusje, ale raczej w niewielkich gronach i nie przebijają się one do głównego nurtu medialnego. Czyżby więc polscy liberałowie nie wierzyli tak mocno w liberalizm gospodarczy, aby go bronić, kiedy Polska w końcu z niego rezygnuje? A może to wyniki polskiej gospodarki z ostatnich zadają kłam twierdzeniu, że tylko narzucając sobie „liberalny reżim”, można dogonić Zachód.

Jedyny obecnie pomysł na Polskę

Na tle opozycji, zarówno tej totalnej, jak i tej pseudomerytorycznej, Zjednoczona Prawica jawi się dzisiaj jako jedyna formacja mająca jakikolwiek pomysł na Polskę. Co więcej, tylko w ramach tej formacji zdaje się toczyć dyskusja co do kształtu Polski po rewolucji, jaką przechodzi nasz kraj razem z całym światem. Pewne rzeczy inaczej widzi Jarosław Gowin, inaczej Mateusz Morawiecki, inaczej Zbigniew Ziobro, a jeszcze inaczej Jarosław Kaczyński. Wszyscy oni potrafią jednak dojść do porozumienia i zaproponować Polsce Nowy Ład. Po takich wielkich programach jak 500+, Mieszkanie+, Plan Morawieckiego czy plan repolonizacji jest to kolejna wielka zmiana w polskiej polityce gospodarczej, jaką chce wprowadzić Zjednoczona Prawica.

Czy ktoś sobie tego życzy, czy nie, rządy Zjednoczonej Prawicy są więc dla Polski jedyną gwarancją rozwoju. I to nie tylko dlatego, że ta formacja wie, jak zarządzać naszym krajem, co pokazuje od prawie 6 lat. Także dlatego, że obecna opozycja nie ma absolutnie nic do zaproponowania i nawet się z tym nie kryje. Dopóki więc Szymon Hołownia, Borys Budka, Władysław Kosiniak-Kamysz, Włodzimierz Czarzasty i Krzysztof Bosak nie zaproponują czegoś na miarę programu 500+, Planu Morawieckiego czy Polskiego Nowego Ładu, powinni siedzieć w ławach opozycyjnych. Tam mogą spokojnie myśleć nad swoimi pomysłami dla Polski i nie przeszkadzać tym, którzy ten pomysł mają.
 

AKTUALNE PETYCJE

NAJNOWSZE