Wszystko z powodu fałszywego zgłoszenia. I tutaj wersje są dwie. Zła i bardzo zła. Zła jest taka, że władza specjalnie nęka swoich przeciwników politycznych. Tych, których zdefiniowała jako zdrajców. Takie zachowanie służb ma więc ich zastraszyć. Działać na całe rodziny. Ale druga opcja jest chyba gorsza. Oto bowiem służby po prostu działają po amatorsku i nie mają podstawowej wiedzy nie tylko o obywatelach, lecz także najważniejszym przedstawicielu władz państwowych i jego rodzinie. Nawet rozumiem, że służby są bezradne w sprawie cyberataków i spoofingu, ale nie mówimy o przypadku emeryta, który myśli, że współpracuje z policją. To przypomina historię spod Piaseczna, kiedy kobieta wpłaciła 600 tys. zł osobie, która podawała się za syna Clinta Eastwooda, żeby pomóc sfinansować terapię aktora. Czas się z tym pogodzić. Jeżeli nasze służby tak wyglądają w czasie przedwojennym, to jesteśmy już jako państwo śmierdzącym trupem.
Rozkład państwa
W czasach – jak lubi mówić premier Donald Tusk – przedwojennych służby weszły do rodzinnego mieszkania prezydenta Karola Nawrockiego. Nie była to jednak subtelna akcja z filmu, gdy funkcjonariusze zwieszają się z dachu na linach albo wysyłają specjalistów od zamków. Po prostu wyłamano drzwi.