Z Widzewem łączy mnie wiele dobrych wspomnień. W latach 80. fani Lechii mieli z nim zgodę. Widzew brylował wówczas i w lidze, i w europejskich pucharach. Zwłaszcza w I połowie lat 80., kiedy w drużynie grali czołowi polscy piłkarze, żeby wspomnieć chociażby Bońka, Smolarka, Młynarczyka, Żmudę, Wójcickiego. Cała Polska z zapartym tchem śledziła przed telewizorami zwłaszcza pucharowe osiągnięcia łódzkiego klubu. W pamięci zapisał się mecz Widzewa z Liverpoolem w marcu 1983 r. W ćwierćfinale Pucharu Mistrzów łodzianie pokonali wówczas The Reds 2:0. Zwycięskie bramki strzelili: Mirosław Tłokiński (48’) i Wiesław Wraga (80’). Na żywo spotkanie oglądał nadkomplet publiczności, ok. 40–45 tys. kibiców.
Kiedy zostałem salezjaninem, studia w zakresie filozofii odbywałem w naszym seminarium w Łodzi w dzielnicy Widzew przy ul. Wodnej. W naszym oratorium z innymi klerykami zorganizowaliśmy wówczas Kulturalny Klub Kibica Widzewa Łódź. Klub był wówczas prowadzony przez Franciszka Smudę i kilka sezonów lądował w czołówce ekstraklasy, zdobywając dwa razy z rzędu mistrzostwo Polski. Na spotkania z dziećmi i młodzieżą na Wodną zapraszaliśmy piłkarzy, którzy chętnie się u nas zjawiali. Gościliśmy Marka Koniarka, ówczesnego króla strzelców ekstraklasy, Marka Citkę, Grzegorza Mielcarskiego czy Andrzeja Woźniaka. Te spotkania cieszyły się sporą popularnością, a wspomniani zawodnicy świetnie się w nich odnajdywali, nie pozując na wielkie gwiazdy. To był piękny czas. Trzymam kciuki za Widzew, żeby wrócił po latach na najwyższy szczebel piłkarskich rozgrywek.