Organizatorzy celują w poparcie aż 120 tys. mieszkańców, co da pewność, że po odrzuceniu nieprawidłowo zarejestrowanych głosów referendum i tak zostanie zorganizowane. Co jednak ciekawe, krakowscy centusie cmokają, że pasowałoby zebrać 158 tys. prawidłowych i naciskać, by prezydent sam podał się do dymisji i zaoszczędził kosztów organizacji referendum. Tyle bowiem osób musi wziąć udział w referendum, by było wiążące (decyduje zwykła większość głosów). Cóż, w tym szaleństwie jest metoda, a wraz z rządami koalicji 13 grudnia i Aleksandra Miszalskiego Kraków stracił już wystarczająco dużo i czasu, i pieniędzy. W ciągu niecałych dwóch lat jego rządów dług miasta wzrósł o ok. 2 mld zł, podczas gdy nagrody dla politycznych kolegów prezydenta miasta wypłacano w najlepsze. Nie ma się więc chyba nad czym zastanawiać.
Referendum coraz bliżej
W Krakowie zebrano już prawie 102 tys. podpisów pod wnioskiem o referendum za odwołaniem prezydenta Aleksandra Miszalskiego i rady miasta.