Jego twórca, architekt Giacomo Bianchi, wyjaśnił polskiej młodzieży z Łomży (biorącej udział w projekcie Droga Bohaterów przygotowanym przez Fundację Monte Cassino 1944), że inspirację wziął z pewnego zdjęcia. Widać na nim generała Andersa, który – wsparty o laskę – idzie w okolicy ruin Mass Albaneta, zabudowań położonych na ostatniej linii ataku polskich żołnierzy pod Monte Cassino. Ideą architekta było, aby wprowadzić polskiego generała w przestrzeń miejską współczesnego Cassino, tak by wydawało się, że spaceruje wśród ludzi, zatrzymał się jedynie na chwilę i przygląda się miastu i tętniącemu w nim życiu.
Dowódca stoi na długiej płycie symbolizującej „Wielką drogę” (nawiązanie do filmu, w którym główną rolę zagrała jego żona Renata Bogdańska), a za jego plecami znajduje się płyta z wyrytymi nazwiskami poległych żołnierzy, spoczywających na cmentarzu polskim.
Gdy rozmawialiśmy z łomżyńską młodzieżą, pozwoliłem sobie dodać jednak pewną myśl. Oto ten kij, laska pielgrzymia generała, jest trzymana w jego ręku nie bez powodu. Jest w niej w jakiejś mierze zapisana historia Andersa. We wrześniu roku 1939, w trakcie potyczki z Sowietami, został on ranny w biodro. Potem, w więzieniach sowieckich we Lwowie i w Moskwie rana mocno mu dokuczała, a NKWD wykorzystywało to, by przysporzyć mu jeszcze większych cierpień – specjalnie spychano ze schodów, by spadając w dół po stopniach, obijał jeszcze mocniej poraniony bok.
To dlatego potem musiał się wspierać na lasce, kiedy chodził po nierównych, kamienistych ścieżkach pod Monte Cassino.
Ale jest jeszcze jedna symbolika owego kija – okazuje się bowiem, że na tym trudnym doświadczeniu, na tej historii cierpienia, można się wesprzeć. Można słabość przekuć w siłę. Można się podnieść, zbudować, odrodzić, siłę przekazać innym, poprowadzić ich ku zwycięstwu.
Co zostanie z takiego spotkania w głowach młodzieży z Łomży? Choćby to, że zawsze można w życiu zdecydować o swej drodze. Czy będzie to droga miałka, pusta, nieświadoma? Czy też stanie ona Wielką Drogą Życia? Wszyscy młodzi ludzie ustawili się w pewnej chwili za plecami generała na pomniku, tak jakby chcieli powiedzieć: idziemy za nim. Chcemy podążać takim szlakiem. A kiedy usłyszeli w słuchawce telefonu głos pani Ambasador Anny Marii Anders, córki generała, która ich pozdrawiała – poczuli się dumni i wzruszeni. I to są ważne wzruszenia i ważne chwile dumy.