Tak się bowiem składa, że Boris Johnson właśnie oznajmił, że jest katolikiem i zawarł katolicki ślub ze swoją partnerką i matką swojego dziecka Carrie Symonds. I nie ma co ukrywać, że zaskoczonych tą informacją – podaną niejako przy okazji – było zarówno wielu brytyjskich komentatorów, jak i część katolików. Tak się bowiem składa, że Johnson nigdy nie obnosił się ze swoim katolicyzmem (choć jego matka była katoliczką, a on sam był ochrzczony w tym Kościele, to jako młody chłopak związał się z Kościołem Anglii), w kościołach zbyt często nie bywał, a jego dwa pierwsze małżeństwa były jedynie cywilne (a to oznacza, że nieważne z perspektywy Kościoła). Jednak po informacji, że 29 maja zawarł małżeństwo w katedrze Westminster, władze diecezji poinformowały, że nowożeńcy są oboje katolikami i że należą do parafii katedralnej. Niezależnie od tego, jak ocenia się życie osobiste Borisa Johnsona, trzeba powiedzieć zupełnie jasno, że jest to rewolucja polityczna. Po raz pierwszy w historii po obu stronach Atlantyku rządzą katolicy (niezależnie od tego, jak się ocenia ich katolicyzm), dla Wielkiej Brytanii jest to zaś rewolucja jeszcze większa, bowiem jak dotąd nie było premiera katolika. Związane to było z dominującą rolą Kościoła Anglii, z faktem, że premier ma wpływ na mianowanie biskupów anglikańskich (a zgodnie z aktem z roku 1829 „żaden rzymski-katolik nie może doradzać monarsze w kwestii mianowania biskupów”) i wreszcie z obawami, jak taka sytuacja może wpłynąć na sytuację w Irlandii Północnej. Tony Blair, którego żona i dzieci były katolikami, nie zdecydował się na konwersję na katolicyzm w czasie trwania premierostwa i aktu tego dokonał później. Johnson jednak taką decyzję podjął i sprawił, że symbolicznie wiele się zmieniło.
Premier Johnson katolikiem
Katolicy – po wiekach prześladowań i dyskryminacji w Wielkiej Brytanii – mogą uznać, że symbolicznie są już pełnoprawnymi obywatelami tego kraju.