Za każdym razem padało wówczas pytanie, gdzie teraz są uczestniczki protestów, maszerujące pod hasłem: „Nigdy nie będziesz szła sama”. Milczały w obliczu utrudniania kobietom dostępu do należytej opieki, nie upominały się o ludzkie warunki rodzenia, nie przeszkadzało im wysyłanie ciężarnych na SOR. I oto są, wracają – w czwartek przejdą ulicami wielu miast, domagając się oczywiście tego samego: umożliwienia aborcji na życzenie. Zupełnym przypadkiem akurat teraz Sejm ma się zająć liberalizacją przepisów, która jednak nie idzie tak daleko, jak chciałyby feministki spod znaku pioruna. Sytuacja w kraju musi być naprawdę kiepska, skoro postanawiają skierować ją na ten stary spór.
Powrót piorunów
W ostatnich miesiącach kilkukrotnie wstrząsnęły Polską informacje o nieodpowiednim potraktowaniu rodzących kobiet, prowadzącym do tragicznego finału.